Rozmawiałem już z Natalką kilka razy. Zawsze wyczuwałem jej
wyjątkowość i głębokie wnętrze. Po paru godzinach rozmów z nią stwierdzam, że
jej sukcesy przy tenisowym stole wynikają z jej charakteru i osobowości.
 fot. A. Nowak
Zbyszek Stefański:
Co jest dla ciebie ważne w życiu?
Natalia Partyka:
Na pierwszym miejscu moja rodzina, potem sport. Bardzo ważni są dla mnie
znajomi ze środowiska niepełnosprawnych. Inaczej patrzą na życie niż osoby
zdrowe. Nie ma w nich za grosz zawiści, wszystkim życzą jak najlepiej. Już od
dzieciństwa przebywałam z racji mojej niepełnosprawności w ich towarzystwie.
Dużo mnie nauczyli, wśród nich się wychowywałam.
Z.S.: Jak
podchodzisz do życia?
N.P: Z optymizmem
i tolerancją dla odmienności. Może dlatego, że tak bardzo dużo osób w moim
życiu było i jest dla mnie bardzo życzliwych.
Z.S: Kto jest dla ciebie autorytetem życiowym?
N.P: Nie mam
kogoś szczególnie ważnego. Jest wiele osób, które pewnymi cechami charakteru mi
imponują.
Z.S: Przejdźmy do
tenisa stołowego. Jak wygląda twój trening na co dzień?
N.P: Trenuję dwa
razy dziennie pod okiem trenera Michała Dziubańskiego i jego ekipy. Z trenerem
Kucharskim spotykam się na obozach i przy okazji zawodów. Bardzo mi ten układ
odpowiada.
Z.S: Jakie masz
cele sportowe na nadchodzący sezon?
N.P: Chciałabym
wziąć udział w IO. Przed Pekinem będzie to jeszcze na pewno bardzo trudne. Moim
celem bardziej perspektywicznym jest czołówka europejska. Jestem obecnie na 196
miejscu w rankingu światowym. Ucieszyłabym się gdyby za 2 lata było to miejsce
w okolicy 50 – 60.
Z.S: Wiem od
innych, że jesteś bardzo mocna w końcówkach. Z czego to wynika?
N.P: Trudne
pytanie. W końcówkach myślę bardzo pozytywnie, zawsze wierzę, że wygram.
Pomagają mi też regularne konsultacje u psychologa. Pana Marka Graczyka polecam
wszystkim.
Z.S: Która z
zawodniczek jest ci szczególnie bliska?
N.P: Bardzo lubię
Martę Gołotę. Marta potrafi stworzyć pozytywną atmosferę przed zawodami i
już w trakcie gier. Nie jest to niestety silną stroną innych dziewczyn. Widzę
tu dużo do zrobienia, tzw.„ławka” powinna i musi bardziej wspierać osobę
grającą.
Z.S: Jak powinien
się zachowywać trener podczas twoich gier?
N.P: Trener
powinien żyć meczem., żywioło reagować na to, co się dzieje na stole. Bardzo
mile wspominam trenera Piotra Napiórkowskiego. Pomógł mi na ME 2 lata temu.
Zresztą do dziś, kiedy jest tylko okazja, rozmawiamy.
Z.S: Dlaczego tak
raptownie urwała się wasza współpraca?
N.P: Z tego co
wiem, trener Kucharski miał inną koncepcję.
Z.S: Kto bierze
czas, ty, czy trener?
N.P: Sama biorę
rzadko. Muszę zresztą przyznać, że trener Kucharski prawie zawsze w optymalnym
momencie bierze czas. W 80% – 90% zdobywam potem punkt. Muszę przyznać, że
trener Kucharski dobrze widzi grę i jej niuansy.
Z.S: Pewnie sama
czasami jesteś coachem którejś ze swoich koleżanek. Dobrze ci to wychodzi?
N.P: Trudno samej
to oceniać. Koleżanki nie narzekają...
Z.S: Twoja
najważniejsza piłka w dotychczasowej karierze?
N.P: Tak, była
taka jedna na ME 2 lata temu. To chyba była gra półfinałowa. Było 1 – 3 w
setach i 7 – 9 dla mojej przeciwniczki. Po niesamowitej wymianie zawodniczka
rosyjska tak mnie rozprowadziła, że tylko czekała na zdobycie punktu. Po
podobnych, wcześniejszych akcjach zawsze się jej to udawało. Tym razem jednak,
i w niepojęty dla mnie do dziś sposób, doszłam do tej piłki. Zdobyłam punkt,
wygrałam tego seta do 9, a całe spotkanie 4 –3.
Z.S: A te
przegrane akcje lub jakieś spektakularne porażki?
N.P: Porażki uczą.
Nie pamiętam szczególnie takich piłek, czy akcji i nie chcę pamiętać.
Z.S: Co cenisz w
osobowości wielkich zawodników?
N.P:
Najważniejszy jest spokói i opanowanie, nie wywyższanie się ponad innych.
Pasują mi osobowości Samsonova i Waldnera.
Z.S: Dużo grasz.
Na czym chciałabyś się skoncentrować?
N.P: W imprezach
dla niepełnosprawnych chcę startować tylko w turniejach głównych. Mogę tak
robić, bo mam wystarczającą ilość punktów rankingowych. Nie chciałabym też
tracić kontaktu z ludźmi ze środowiska niepełnosprawnych. Warto też pamiętać,
że to dzięki medalowi na IO osób niepełnosprawnych mam dożywotnio przyznaną
sportową emeryturę. Pozwala mi to spokojniej myśleć o przyszłości, a także
realizować sportowe cele. Sport jest najważniejszy.
Z.S: Jakie masz najważniejsze
starty w najbliższym czasie?
N.P: To na pewno
pożegnalny start w Pro Tour juniorów na Maderze. Potem występ w MŚ juniorów w
USA. W międzyczasie zagram w ME juniorów niepełnosprawnych. Może zagram w którymś
z Pro Tourów w kategorii seniorów.
Z.S: Czy nie za
dużo tego?
N.P: To nie tak
dużo (śmiech). Jestem przyzwyczajona. Jak się wygrywa to jest ok. Problem jest wtedy
kiedy przychodzi porażka za porażką, trzeba grać i grać. Wtedy jest naprawdę
ciężko.
Z.S: Zapytam
prowokacyjnie: powiedz, co ty jeszcze robisz w polskiej lidze? Wiesz pewnie o
tym, że zawodniczka, do której wielu cię porównuje – Samara – planuje występy w
Bundelidze.
N.P: Tak wiem o
tym. Polska liga na pewno jest słabsza od niemieckiej. Jak wszystko dobrze
pójdzie to za rok będę zmieniała klub.
Z.S: Twoja
recepta na mistrza tenisa stołowego.
N.P: Chłodna
głowa w czasie gry, gorące serce, nie ma rzeczy niemożliwych do zrobienia.
Z.S: Dziękuję za
rozmowę.
N.P: I ja
również.
Natalia imponuje chyba każdemu, choćby ze względu na grę na
wysokim poziomie pomimo niepełnosprawności. Ale może właśnie to samo co ją
ogranicza fizycznie wyzwala i rozwija w niej jednocześnie psychikę mistrza?
Natalia poświęciła nam sporo czasu. Wzięła też udział w
organizowanym przez nas w Gdańsku seminarium szkoleniowym. Miałem też okazję
dwukrotnie z nią trenować. Chętnie uczy się nowych rzeczy. Jest też świadoma
własnych braków (np.gra na obronę) i nie ucieka od nich. Wręcz przeciwnie:
szuka dróg do ich rozwiązania. Może być prawdziwą mistrzynią tenisa stołowego. Czego
jej serdecznie życzymy!
Zbyszek Stefański
|
Andrzej Nowak