| Wang Zeng Yi: Gram na 100%! |
|
|
|
| Wpisany przez Dawid Szajna | |||
| wtorek, 07 września 2010 20:34 | |||
Rok temu praktycznie w każdym spotkaniu mieliśmy po 3-4 piłki meczowe, które zmarnowaliśmy. Teraz takie okazje trzeba wykorzystywać - mówi przed mistrzostwami Europy w Ostravie Wang Zeng Yi.![]() fot. Andrzej NowakJak ci minęły przygotowania do mistrzostw Europy w Ostravie? Wang Zeng Yi: Bardzo dobrze. Mieliśmy udane obozy w Cetniewie, Ostródzie i Drzonkowie, na których było wielu zawodników. Trenerzy byli zadowoleni z naszej postawy na treningach, dzięki którym złapaliśmy odpowiednią formę. Do Czech wybieramy się na kilka dni przed startem turnieju. Będziemy jeszcze trenować w głównej hali wspólnie z gospodarzami oraz Austriakami i Węgrami. Jak twoje zdrowie? - Na początku obozów plecy mnie jeszcze bolały, lecz później skorzystałem z pomocy fizjoterapeuty i to wyraźnie pomogło. Bóle wreszcie minęły i po wielu miesiącach mogę grać na 100%! W fazie grupowej macie obronców tytułu Niemców, nieobliczalnych gospodarzy oraz Grecję z Kalinikosem Kreangą na czele... - Grupa jest bardzo trudna, ale powinniśmy z niej wyjść. Lucjan Błaszczyk jest w świetnej formie, co potwierdził ostatnio wygraną z Samsonovem. Ja też nieźle gram razem z chłopakami, więc jesteśmy wszyscy dobrej myśli. Lucjan Błaszczyk powiedział też ostatnio, że młodsi zawodnicy powinni wziąć na siebie odpowiedzialność za punkty. Spośród wszystkich kadrowiczów masz najwyższy światowy ranking. Czujesz się liderem reprezentacji Polski? - Oczywiście. Od dwóch lat w reprezentacji gram głównie na pozycji numer jeden. Zawodnik grający na "jedynce" musi mieć bardzo silną psychikę, by wytrzymać odpowiedzialność za zdobywanie punktów. To zawsze dla mnie wielkie wyzwanie, lecz ja uwielbiam takie wyzwania! Czyli możemy wreszcie liczyć na pierwszą ósemkę w turnieju drużynowym? - Na to zawsze jest szansa. Grałem w mistrzostwach Europy wiele razy, ale nigdy nie udało mi się wejść do pierwszej "ósemki". Trzy lata temu, gdy nie było mnie w składzie, chłopaki wywalczyli brązowy medal. Rok temu praktycznie w każdym spotkaniu mieliśmy po 3-4 piłki meczowe, które zmarnowaliśmy. Trzeba wykorzystywać takie okazje do wygrania meczu. Wierzę, że tym razem pomoże nam doświadczenie i to Polska będzie wygrywać w końcówkach. Razem z Lucjanem Błaszczykiem rok temu zdobyłeś srebrny medal w grze podwójnej. Jak będzie w Ostravie? - Już mu powiedziałem, że jeśli tym razem nie wygramy złota, to za rok z nim nie gram... (śmiech) Największe szanse na medal upatrujesz właśnie w deblu? - Myślę, że tak, lecz sport jest nieprzewidywalny. Dzisiaj jesteś mistrzem, a jutro możesz to stracić. Niestety nie miałem z Luckiem w tym sezonie wielu okazji do wspólnej gry, dlatego raz jest dobrze, a następnym razem słabo. Takie pary jak Timo Boll i Christian Suess praktycznie przez cały rok grają razem w wielu turniejach, co pomaga im się odpowiednio zgrać. Ale obiecuję, że my będziemy walczyć o każdą piłkę do samego końca. A co powiesz o składzie naszej reprezentacji? Zestawienie na Ostrawę wydaje się aktualnie najmocniejsze... - Zdecydowanie tak. Wszyscy zawodnicy posiadają międzynarodowe doświadczenie. Cieszę się, że wreszcie udało się skompletować najlepszych zawodników. Na ostatnich drużynowych mistrzostwach świata dopadły nas kontuzje i choroby. Wcześniej nasi reprezentanci grali nierówno. Byli już w pierwszej setce rankingu, po czym spadali do drugiej. Teraz wszystko jest w porządku, jesteśmy zdrowi, gramy blisko naszego kraju. Mam nadzieję, że to wszystko pomoże nam osiągnąć bardzo dobre wyniki. *Rozmawiał Dawid Szajna
|

Propozycje na zjazd PZTS







