| Dawać, a nie tylko brać, część II |
|
|
|
| Wpisany przez Zbyszek | |||
| wtorek, 09 marca 2010 11:23 | |||
|
W pierwszej części próbowałem udowodnić, że filozofia dawania, a nie brania może pomóc nam wszystkim. Chciałbym nieco rozwinąć ten temat.
Na początku, by czytelnik lepiej rozumiał mój tok rozumowania zacytuję ostatnie fragmenty z pierwszej części: Na koniec chyba najważniejsza zaleta takiego treningu: Dziecko uczy się dawać, a nie tylko brać. Niwelujemy w ten sposób komformistyczny, egoistyczny sposób postrzegania treningu, otoczenia i świata przez zawodnika. Oczywiście wchodzimy tutaj w obszar wychowania i kształtowania postaw, ale czyż nie dlatego jesteśmy trenerami? Jeśli będziemy uczyć naszych podopiecznych pomagania innym w treningu, szkole, czy potem w życiu to spełnimy inny jakże ważny cel pracy trenerskiej: kształtowanie właściwych postaw życiowych z pożytkiem dla wszystkich. Nie chcąc być gołosłownym dam przykład z własnej praktyki trenerskiej. Trenuję od 3 sezonów jedną zawodniczkę. W tym roku zdobyła mistrzostwo landu (województwa) Niedersachsen, gdzie gra w tenisa stołowego 60 tys zawodników. Pojechała na strefowe mistrzostwa Niemiec, gdzie zajęła 5 miejsce ogrywając w grupie późniejszą finalistkę turnieju. Przegrała tylko minimalnie jeden pojedynek z późniejszą zwyciężczynią. Jednak tak dobrze się zeprezentowała, że dostała limit i jedzie na Mistrzostwa Niemiec kadetek. To dla niej olbrzymi sukces. W przyszłym roku będzie grała już w Oberlidze w Werderze Brema. Chyba przyszłość przed nią. Często mi pomaga w zajęciach. Zresztą sama mi to kiedyś zaproponowała. Właśnie takie osoby mogą być potem wspaniałymi trenerami, bo doświadczają tego, co trenerzy doświadczać powinni. Cały wyżej cytowany fragment ma dla mnie duże znaczenie. Z tego powodu, że tak postępując możemy doprowadzić do tego, że dla następnych generacji polskich trenerów praca z najmłodszymi będzie naturalną koniecznością z korzyścią dla wszystkich. Może też zarząd PZTS pójdzie po rozum do głowy i zatwierdzi 2 uchwały: 1. Na stanowisku trenera kadry powinny pracować osoby, które wykazały się minimum 5-letnią pracą (z wynikami) z młodszymi grupami szkoleniowymi. W razie odstępstwa od takiej zasady nowy trener kadry powinien prowadzić własną grupę naborową. Myślę, że czas skończyć z zatrudnianiem prawie i wyłącznie tych szkoleniowców w Polsce dla których pierwszą pracą w tenisie stołowym jest stanowisko trenera kadry narodowej. A głównym kryterium jest znane nazwisko zawodnicze. Historia uczy, że częściej słabi zawodnicy wspinają się na wyżyny dokonań trenerskich, a nie odwrotnie. 2. Każdy zawodnik kadry narodowej powinien mieć w swoich obowiązkach 100 godzin rocznie na przepracowanie z dziećmi. Można tutaj zwrócić się o pomoc do firm sponsorujących poszczególnych graczy. Nie powino być z tym problemu. To przecież świetna promocja firmy i jej wizerunku. Nie trzeba będzie więcej tracić czasu na eksperymenty coraz to nowych trenerów reprezentacji kraju. Jeśli każdy trener przejdzie swoisty chrzest bojowy będzie mu łatwiej. Uniknie też wielu niepotrzebnych stresów i kłopotów. W USA są dyscypliny sportu, gdzie zawodnicy w ramach podpisanych kontraktów klubowych mają obowiązek prowadzić zajęcia z młodszymi zawodnikami. Na koniec refleksja natury osobistej: Chciałbym jednego... Wiem, że z moimi przemyśleniami nie zgadza się wielu polskich trenerów. Często są to moi koledzy, przyjaciele, byli zawodnicy. Moim przesłaniem nie jest udowadnianie Wam i Polsce, że jesteście złymi osobami na niewłaściwych miejscach. Uważam wręcz przeciwnie: robicie czesto świetną robotę, co widać po wynikach. Żyjecie w takich, a nie innych realiach. Mówię jednak wprost: jesteście już dobrzy, ale możecie być o niebo lepsi jeśli podejmiecie się pracy z najmłodszym pokoleniem. Zbyszek Stefański
|








