| Podsumowanie obozu |
|
|
|
| Wpisany przez Zbyszek | |||
| poniedziałek, 01 sierpnia 2011 10:25 | |||
|
Wreszcie znalazłem czas na podsumowanie Obozu Gdańsk 2011.
Zawsze dla mnie pobyt w Polsce to specjalny czas, który potem rozpamiętuję. W tym roku obóz w w Gdańsku miał sporą frekwencję (30 osób). Przed rozpoczęciem obozu zmuszony byłem listę zgłoszeń zamknąć, bo mam zasadę że po pierwsze liczy się jakość, a nie ilość. Tych wszystkich, którzy nie mogli wziąć udziału w obozie serdecznie przepraszam. Zapraszam za rok, może wcześniej, ale o tym potem… Proszę też o wcześniejsze zgłoszenia, zawsze można przecież zorganizować II turnus, bądź podzielić uczestników jednego turnusu na osobne grupy z dodatkową, uzupełniającą ekipą trenerską. W obozie brało udział 3 trenerów, w tym 1 trener z Niemiec. Obok mnie i Thomasa Bienerta w obozie uczestniczył Piotr Kołaciński, który koncentrował się na treningu na wiele piłek. Dziękując za zangażowanie i jego wysiłek włożony w nasz obóz pragnę podkreślić, że jestem pod wrażeniem jego fachowości i umiejętności nawiązywania kontaktów z ludźmi. Pan Piotr świetnie i ciekawie zaprezentował się też na spotkaniu z uczestnikami obozu. Każdego roku bowiem organizuję w ramach obozu tzw. Spotkanie z Ciekawym Człowiekiem. Pan Piotr był przez wiele lat masażystą I reprezentacji naszego kraju. Pełnił też funkcję trenera kadry narodowej młodzieżowców. Usłyszeliśmy szereg ciekawych historii, a uczestnicy spotkania mogli zadać pytania na interesujące ich tematy. Już dawno (co podkreślałem na końcowym spotkaniu) obóz nie minął mi tak szybko. Zresztą po raz kolejny okazało się, że trening w mieszanej, międzynarodowej grupie jest zawsze atrakcyjny i wyzwala dodatkową motywację. W obozie uczestniczyła silna grupa kadecko - juniorska (6 osób) z Niemiec. Poziom motywacji i stopień zaangażowania wszystkich uczestników był bardzo wysoki. Oczywiście zdarzały się u poszczególnych osób gorsze dni, ale było to rzadkie wypadki przy pracy po których następowała znaczna poprawa. Pozom grupy był bardzo zróżnicowany, ale ze względu na to, że przez cały czas 2 trenerów 2 razy dziennie grało na piłki myślę, że udało nam się ten problem zminimalizować. Oczywiście zdarzało się, że ten, czy inny uczestnik był niezadowolony z treningu (zbyt dużo gry z tym samym partnerem, gra ze słabszym partnerem itd.), ale zawsze można było o swoich uwagach powiedzieć. Starałem się te uwagi wdrażać w życie, choć przy 30 osobach nie zawsze było to łatwe. Mam nadzieję, jednak, że w myśl zasady, by coś dostawać trzeba coś od siebie dawać obyło się bez większych nieporozumień. Trenowaliśmy w jednym bloku 3 - dniowym po 3 razy dziennie, dniem przerwy z dowolnym treningiem wieczornym, jednym bloku 2 - dniowym po 3 razy dziennie, dniem przerwy z dowolnym treningiem wieczornym, na zakończenie odbył się w przedostatnim dniu turniej międzynarodowy (z atrakcyjnymi nagrodami ufundowanymi przez internetowy sklep www.ustefiego.pl) z udziałem zawodników z zewnątrz (wyniki tutaj i tutaj), ostatni dzień poświęciliśmy na trening techniczny i spotkanie podsumowujące. Wyżywienie było moim zdaniem bardzo dobre, co jest wiadome od lat. Tutaj specjalne podziękowania dla pana Jacka i jego ekipy. Warunki do spania w ośrodku są warunkami internatowymi. Szkoda, że nie pomyślano o łazienkach w pokojach choć nie zapomniano o dużej windzie towarowej. Dziękuję tutaj przy okazji p. Sylwkowi Małeckiemu za udostępnienie 3 pokoi z łazienkami dla uczestników obozu. Nie wypalił pomysł Dzień Czopiarza na który za pośrednictwem strony www.time-out.pl zapraszałem osoby z całej Polski. Chciałem zaprezentować różne okładziny z pokazowym treningiem, testami itd. Niestety nie spotkało się to z odzewem w naszym kraju. Nie wybrałem też Zawodnika Obozu. Zastanawiam się teraz na spokojnie dlaczego tak się stało? Z reguły jestem konsekwentny i od lat taka osoba jest wybierana spośród uczestników obozu, nagradzana itd. Gdzieś mi to jednak umknęło… Teraz jednak tak myślę, że mogło się tak stać, bo wiele osób zasługiwałoby na taki tytuł… No właśnie, może można np. było nagrodzić 2 osoby… Na obozie bowiem było 2 zawodników, którzy będąc samoukami i wspólnie trenując wspięły się (jak dla mnie) na niebotyczny poziom. Serdeczne gratulacje i uznanie. Przy okazji - na obóz do Jever 4-14.08.2011 został zaproszony Andrzej Zalewski. Amator, który podnosząc się i upadając oszalał na punkcie tenisa stołowego. Choć to dla wielu wybór kontrowersyjny to ja widzę w Andrzeju duży potencjał, który mu pomoże (taką mam nadzieję) w być nie tylko lepszym graczem, ale i człowiekiem. Każdy z zawodników dostał (poza paroma osobami z zawyżoną rozmiarówką) po pamiątkowej koszulce. Planuję też w miesiącu sierpniu Pakiet Internetowy na który złożą się: zdjęcia, cały plan obozu i inne ciekawostki). Pisałem o tym tutaj. Prześlę to na adresy mailowe uczestników. Wielu uczestników pytało, czy jest możliwe częstsze organizowanie takich obozów. Odpowiadam: myślę o tym i dam znać o wynikach swoich rozważań. Biorę pod uwagę obóz w czasie Świąt Wielkanocnych lub organizowanie dodatkowych turnusów latem niekoniecznie w Gdańsku. Już chyba zgoła od 6-7 lat organizuję obozy w ośrodku w Gdańsku. Mam nadzieję, że pozostawione w ośrodku pieniądze (a jest jest już ich niemało) wspomagają związkową kasę. Od lat organizuję obozy w Polsce. Na początku były to różnego ośrodki nie związane z tenisem stołowym. Ale w pewnym momencie stwierdziłem, że warto takie akcje obozy robić w uznanych ośrodkach tenisa stołowego w Polsce w ten sposób wspomagając je finansowo. Wcześniej był to Drzonków, teraz Gdańsk. Biorąc pod uwagę te wszystkie lata i współpracę z PZTS i dyrektorem Sylwestrem Małeckim stwierdzam, że generalnie jest dobrze. Mam też nadzieję, że tak to ocenia druga zainteresowana strona. Zapraszam też do Niemiec, gdzie takie obozy odbywają się częściej. Mam następne pomysły: m.in. Dzień Nostalgii, czy Dzień Pędraka (obóz, trening z dziećmi w wieku przedszkolnym). Mam szereg kaset video zarówno szkoleniowych jak i nagranych materiałów gier z czasów największych sukcesów Grubby i Kucharskiego. Mam też materiały video z mojego prywatnego archiwum nikomu praktycznie nie znane. To skarbnica wiedzy i czar wspomnień. Mógłbym jeszcze pisać i pisać… Dziękuję wszystkim za wspaniałe chwile, przepraszam za błędy i pomyłki i zainteresowanych zapraszam na następne akcje. Dziękuję za ciekawe wieczorne rozmowy i wiedzę o tym, że w Polsce są ludzie, którzy dla tenisa stołowego zrobią wszystko – no prawie wszystko… Pozdrawiam serdecznie Zbyszek Stefański Ps. Wszystkich zainteresowanych współpracą obozową (ośrodki, kluby, osoby prywatne jak i instytucje) proszę o kontakt na mail: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. .
|









Zdrówka i do zobaczenia
A.U
Pozdro Trener ; )
Po pierwsze od strony merytorycznej. Dzięki trzem wysokiej klasy trenerom oraz zróżnicowanemu treningowi poziom był w mojej ocenie rzeczywiście bardzo wysoki. Trudno w tym obszarze szukać chociażby punktu zaczepienia do krytyki. Zgadzam się z wpisem pingpongisty, trenerzy których ja znam mogliby się uczyć szeroko rozumianej fachowości.
Po drugie organizacyjnie. W tym obszarze moim zdaniem są elementy które można poprawić. Osobiście należę do tych (bo nie byłem jedyny), którzy wyrażali niezadowolenie z powodu braku możliwości treningu z różnymi w tym przede wszystkim lepszymi zawodnikami. To się zmieniło dopiero pod koniec obozu kiedy rzeczywiście starano się mieszać naturalnie tworzące się grupy zawodnicze. Na początku, owszem również próbowano coś w tym kierunku zmienić ale te próby oceniam jako nieco chaotyczne. Mam wrażenie, że gdyby trenerzy więcej uwagi poświęcili na ocenę umiejętności zawodników (warto byłoby np korzystać tu z jakiegoś notatnika a nie podejmować decyzje na gorąco przy stole) oraz wzięli dodatkowo pod uwagę determinację poszczególnych zawodników w dążeniu do poprawy umiejętności to byłoby z korzyścią dla wszystkich. Myślę, że to kwestia przypadku i właśnie pewnych decyzji podejmowanych na gorąco a nie na podstawie planu ale osobiście nie dane mi było na przykład ani razu trenować z Piotrkiem. Poza tymi uwagami nie widzę niczego poważnego do poprawy.
Po trzecie wrażenia ogólne. Bardzo fajni młodzi ludzie z Niemiec. Dobrze zorganizowani, kulturalni a do tego rzeczywiście zainteresowani tenisem. Jeśli chodzi o nas, to bardzo różnie, ale warto było poznać kilka ciekawych osób. Podsumowując powiem, że taki obóz to najlepiej wydane pieniądze od dawna. Będę polecał moim znajomym fanom tenisa taką właśnie formę pracy nad swoimi słabościami. Sam już teraz myślę o następnym obozie, oby udało się wcześniej niż za rok. Gdybym tylko dysponował czasem... to bez wahania pojechałbym też za 2 dni do Niemiec. Zazdroszczę tym samym Andrzejowi!
R.N.
Najwieksze niedociagniecie ktore zepsulo przyjemnosc z treningu - pileczki badziewie gorsze od double circle, przy tej cenie obozu organizator zamiast uzywac darmowek od jooli i glupio sie tlumaczyc powinien w trybie natychmiastowym zakupic lepsze bo pileczki majatku nie kosztuja, nie wiem tez po co Niemcy byli jak trenowali w swojej grupie i rzadko ustawiano ich do cwiczen z nimi, co do ich kultury i zachowania w hotelu tez mam watpliwosci. Wyroznic z nich mozna tylko Jenny i Marka którzy najczesciej nie odmawiali gry z polskimi uczestnikami obozu.
Odnosnie 2 samoukow na niebotycznym poziomie niewiele rozumieja z tenisa stołowego skoro byli ogrywani przez dzieci, Andrzej to przy nich stary wyjadacz swiatowego ping ponga.
Aneta ma wyrobione zle typowe dla kobiet nawyki i przestawienie jej na gre rotacyjna
podobna jaka prezentuje Jenny nie bardzo sie trenerom udało mimo że Zbyszek latał cały czas koło niej zaniedbujac pozostalych uczestnikow, moze powinna zalozyc krotkiego czopa do tego ciaglego palowania albo zaczac grac patelnia teflonowa. Bin zbyt duzy nacisk kladl na trening motoryczny, dla mlodych zawodnikow trenujacych codziennie to na pewno wskazane ale starsi uczestnicy amatorzy woleliby czas wykorzystac na szlifowanie techniki gry, mozna bylo podzielic grupy na hali. Piotr Kołaciński to w treningu na pilki profesjonalizm bez zbednego p...lenia, widac doswiadczenie i znajomosc techniki u czynnego zawodnika na wysokim poziomie.
Jedzenie moze dobre ale kuchnia typowo niesportowa, malo finezyjna co moze dziwic w takim miejscu, hamburger z frytkami na kolacje to nieporozumienie, jadlospis powinien byc zaprojektowany przez sportowego dietetyka i wyliczony co do jednej kalorii do tego pyskata obsluga jak ktos spoznil sie na posilek nie ze swojej winy.
Poza tym oboz skrocony mimo wyzszej oplaty jak przed rokiem dlatego braklo czasu na dzien czopiarza i inne atrakcje.
Turniej nieciekawy z marnymi nagrodami.
Do pozytywow mozna zaliczyc paru nieszablonowych gosci na czele z Andrzejem dzieki czemu oboz nie zostal zdominowany przez nudnych sztywniakow.