| Moje uwagi na temat upadku popularności tenisa stołowego |
|
|
|
| Wpisany przez Kura | |||
| niedziela, 17 grudnia 2006 16:12 | |||
Odnosząc się do komentarza Pana Krzysztofa P ( pod artykułem Talent w tenisie stołowym) pozwoliłem sobie na napisanie kilku uwag dotyczących upadku wizerunku tenisa stołowego oraz pomysłów jak można temu zaradzić.![]() To, że wizerunek tenisa stołowego systematycznie upada zauważył chyba każdy. Co gorsze, widać to nawet w najlepszej lidze europejskiej – Bundeslidze. Problemem jest pieniądz, ale niekoniecznie jego brak – tylko krótkowzroczność działaczy, czy to klubowych czy związkowych, w jego wydawaniu. Nie trzeba kończyć ekonomii, aby wiedzieć, że bez pieniędzy sponsorów nie da się utrzymać klubu. Zapomina się jednak przy tym, że aby sponsor dał pieniądze musi coś dostać w zamian. Działacze myślą zbyt często, że logo sponsora na koszulce jest wystarczającym zadośćuczynieniem. Błąd ten kosztuje nas – całe środowisko tenisa stołowego – bardzo dużo. Chętnych do wykładania pieniędzy na kluby jest coraz mniej, ilość kibiców na hali maleje, a co za tym idzie, maleje ilość potencjalnych odbiorców reklamy. To koło napędza się samo. Mniej kibiców, mniej sponsorów, mniej pieniędzy na lepszych zawodników, słabszy klub, i jeszcze mniejsze zainteresowanie kibiców. Ktoś powie, że Bundesliga ma jednak gwiazdy, które muszą przyciągać kibiców. Niekoniecznie – kibic dzisiaj musi dostać coś więcej niż dobry mecz tenisa stołowego. Kibic musi czuć się ważny. Liderem statystyk w Bundeslidze jest Borussia Duesseldorf. Średnio przychodzi na ich mecz 970 kibiców. Drugi w statystykach klub Timo Bolla z Goennern, ma średnio 810 gości. Jak na najlepszą ligę Europy jest to mało, bardzo mało. Kluby jednak nie myślą przyszłościowo, umowa z firmą, która chciała produkować mecze Bundesligii i publikować je w internecie w 12 krajach nie doszła do skutku, gdyż klubom było szkoda dwóch tysięcy euro rocznie! Zabrakło wyobraźni, że za wydane dwa tysiące euro, ich sponsorzy byliby widoczni w 12 krajach przez ogromną ilość osób. Padały pytania, co my z tego będziemy mieć w najbliższych 3 miesiącach. U nas jest podobnie. Ta sama firma chciała odkupić prawa do przekazu internetowego z Polish Open. PZTS sprzedał jednak wszystkie prawa, telewizyjne i internetowe TVP, która pokazała mecze z PO w internecie. Niby ok, ale kto o tym wiedział? Nikt! Nie było to w ogóle rozreklamowane. Poza tym dostęp miały tylko osoby mieszkające w Polsce. Kibice w Chinach, czy w innych krajach z pewnością oglądaliby ten Pro Tour. Ale nie mogli. Pomimo wymiany korespondencji z kierownikiem iTVP, nie dostaliśmy grafiku spotkań pokazywanych w internecie, który chcieliśmy opublikować na time-out i zaprzyjaźnionej niemieckiej stronie. Ogółem te relacje na żywo oglądało nie więcej niż kilkaset osób. iTVP nie była również zainteresowana sprzedażą praw innej firmie, pomimo, że oferta obejmowała retransmisję ze spotkań! Inaczej mówiąc iTVP mogła nadawać na żywo, a oprócz tego zarobić pieniądze na sprzedaży praw. Nikt jednak nie był tym zainteresowany, co oddaje niekompetencję ludzi pracujących w spółce skarbu państwa. Niekompetencja i lenistwo są właśnie kolejnymi przyczynami braku zainteresowania szerszych mas tenisem stołowym. Brak wyników na żywo (tzw. Live score, czy Live ticker) na stronie PZTS z największej imprezy tenisowej w kraju jakim był turniej Polish Open jest tego przykładem. Wyniki na żywo były dostępne tylko na stronie ITTF! Są przykłady, że można inaczej. Klub belgijski z Charleroi umie docenić i sponsorów i kibiców. Największa gwiazda klubu, J-M Saive, zostaje po każdym meczu aby podpisywać kartki, robić zdjęcia z kibicami, udzielać wywiadów, tak długo jak ktoś chce zadawać pytania. Charleroi posiada wspaniałego konferansjera, który zabawia publiczność przed i w przerwach meczu. Działacze klubu dbają dosłownie o każdy szczegół. Jest telewizja, jest radio, jest prasa. To wszystko czyni Charleroi atrakcyjnym miejscem dla potencjalnych sponsorów, którzy za nazwę swojej firmy na jednym płotku gotowi są płacić do pięciu tysięcy euro. Tego brakuje w Polsce. Brakuje ludzi, którzy będą myśleć przyszłościowo, którzy wydadzą pieniądze na promocję klubu czy drużyny i nie będą liczyć na sukces tej promocji za miesiąc czy dwa. Internet jest przyszłością, jest platformą, w której można wiele osiągnąć relatywnie małym kosztem. Założenie internetu na sali, gdzie rozgrywane są mecze nie jest dużym wydatkiem, znalezienie kogoś kto będzie robił – nawet z meczy ligowych – live ticker również. Live ticker może być pierwszym, małym krokiem ku temu aby np. kiedyś pokazywać mecze na żywo w internecie. Promocja tenisa stołowego jest nadzieją na odzyskanie blasku przez ten sport. Zaproszenie dziennikarzy na mecze ligowe, rozmowy z telewizją, z portalami internetowymi. Prośba do swoich zawodników, aby poświęcili po meczach parę minut dla kibiców, konkursy wśród publiczności, to wszystko działa jak magnes. Im więcej działacze i zawodnicy dadzą z siebie, tym więcej będzie chętnych aby ich oglądać. A wtedy znaleźć sponsora już łatwiej. Rafał Kurowski Proszę wpisywać w komentarzach inne Państwa pomysły, być może stworzymy wtedy nowy dział, np. Jak pomóc tenisowi, w którym umieścimy ten artykuł razem z komentarzami, które będzie można cały czas aktualizować.
|










I tu musimy znaleźć ten talent, który przeprowadzi nas przez pustynię do ziemi obiecanej.
Wielu z nas kocha ten sport, to sport od 0 – do 1000 lat, to sport dla każdego, na każdym poziomie wyszkolenia i z przykrością się patrzy jak nie potrafi się tego argumentu wykorzystać.
Kiedyś trafiłem na materiały szacujący ilu jest aktywnych pingpongistów, byłem zdziwiony tym szacunkom, ale po głębszym zastanowieniu się uznałem, że są to liczby bliskie prawdy, to jest wielka armia, armia blisko 15 tys. czynnych zawodników, ponad 80 tys aktywnych rezerwistów i ponad 1,5 mln sympatyków (aktywnych od czasu do czasu), przecież są to liczby oszałamiające i co, i nic, nie potrafimy wykorzystać tej armii.
U władzy polskiego pingponga stoją ludzie, którym brakuje wyobraźni, którym brak wiedzy, którym brak chęci, którzy na pewno nie są tymi, którzy mogą nas przeprowadzić do „ziemi obiecanej”
I wbrew pozorom nie dotyczy to tylko działaczy u władz centralnych, ale także tych na samym dole, w klubach, sekcjach, im po prostu obecna sytuacja pasuje. Nie ma parcia na zmiany od dołu i od góry, jest to czas stagnacji.
Jako działacz klubowy od czasu do czasu spotykam się z tymi ludźmi, tymi ze szczytu, jak i tymi z dołu, zostawię ta sprawę bez komentarza, to jest pustka.
Panie Rafale gdy oświadczyłem w pewnym gremium, że największym tragedią PZTS to pozyskanie sponsora sprzętowego, spojrzano na mnie jak na wariata, moja argumentacja, że polskiemu ts potrzebny jest bogaty sponsor i do tego z dojściami do mediów, a reszta sama przyjdzie jakoś do nich nie trafia, bo i dla czego ma trafić jak nie ma nic do zaoferowania, poza jedną impreza raz na dwa lata. No cóż wygrywa opcja prosta i przyjazna, a przez niektórych uważana za szemraną, taki to świat.
Ponad 2 lata temu złożyłem PZTS ofertę wspólnego wydawania dobrego miesięcznika środowiskowego, przez te 2 lata, ani be , ani me, no cóż tak też może być. A przecież to idealny sposób dotarcia nie tylko do środowiska, ale także do potencjalnych sponsorów czy innych mediów.
Panie Rafale polski tenis stołowy wymaga głębokich reform, i nie tylko organizacyjnych, ale przede wszystkim mentalnym. Sport w Polsce podlega głębokiej transformacji i to w tej części, która jest najbardziej wrażliwa, w finansowaniu. Ilu z nas przeżyło głębokie rozczarowanie, gdy zwrócił się o dofinansowanie z urzędu gminy i otrzymał odmowę lub minimalne kwoty nie starczające nawet na pokrycie światła, ilu z nas zwracało się do potencjalnych sponsorów i nie otrzymało nawet odmowy, tylko cisza. Wbrew pozorom dalej rządzą układy i znajomości. Ilu z nas wie jak zdobyć pieniądze z UE, jak wypełnić wniosek, gdzie go złożyć, ilu? Ilu z nas wie, jak skutecznie ubiegać się o dotacje w gminach, czy innych organach, ilu z nas wie, że można otrzymać dofinansowanie z funduszy specjalnych, ilu?
Panie Rafale, a tak naprawdę postawmy sobie pytani - czy Polskę stać na tenis stołowy, i to jest prawdziwe pytanie?
Krzysztof p.
zgadzam sie, ze potrzeba nam zmianay mentalnosci i podejscia do wielu spraw. Problem w tym, ze tego nie jest w stanie zrobic nikt z boku, starsze pokolenia nie chce sie zmieniac bo po co skoro im jest dobrze, a mlodzie nie garna sie do zarzadow, lub sa z nich pod roznymi zarzutami usuwani.
Po prostu dość
Z.Stefański
by naprawdę móc krzyknąć dosyc, to trzeba mieć coś do zaoferowania, jakiś dobrze skrojony program, dopasowanych do tego programu wykonawców, ale i to może być za mało, trzeba skruszyć jeszcze beton, i to ten beton fundamentowy, mocny, super mocny, co to już nie jednych naprawiaczy wytrzymał, beton spółdzielniany (spółdzielnie wyborcze), wy mi to, ja wam tamto. to jest prawdziwe życie, to jest rzeczywistość.
W pierw trzeba stworzyć program, jak dobra partia polityczna, znaleźć sprzymierzeńców, a później już jakoś pójdzie, najważniejsze to pogodzić różne potrzeby, bo każdy chce czegoś innego.
Krzysztof p.
mariusz zurawski buczer
co do spotkania pzts-minister sportu-ludzie srodowiska fajnie brzmi, ale czy zalezy np. PZTS aby klubom bylo lepiej? jestem zdania, ze kluby powinny same zaczac dzialac, a nie liczyc na pzts.
mariusz zurawski
czas zabrac się do dzieła.
i dla tego niezbedna jest oddzielna rubryka.
pt. materiały na zjazd PZTS
krzysztof p.
\" Propozycje na zjazd PZTS \"
zakazać klejenia (ja jeszcze pamietam czasy kiedy grało się bez kleju a takich zawodników jak Scretena , Surbeka , Joniera ,Klampara ,czy Grubbę nie ubliżając innych których nie wymieniłem można było oglądać bez znudzenia godzinami bo mecze trwały po 3 a nawet 4 godziny. NIeprawdą jest równiż że koniecznością rozwoju tego sportu jest pokazywanie go w TV.Takie kraje jak Francja czy Szwecja gdzie w medich t.s nie istnieje są potęgami.
Moim zdaniem popularność t.s
w wydaniu świetlicowym wcale nie zmalała a nawet wzrosła świadczy o tym coraz większa sprzedaż piłeczek stołw irakietek .Należy zainteresować te miliony ludzi którzy odbijają w świetlicach ,piwnicach i korytarzach
bo w tej chwili to mamy dowództwo a nie mamy armi
a jezeli to ma być armia z dobrowolnego poboru to ta armia musi rozumieć dowództwo . W tej chwili te drogi się rozeszły jak to zrobić aby na trybunach na 10 kibiców 9 było nie związanych z wyczynowym uprawianiem t.s bo teraz jest odwrotnie nie wiem .Nie wiem też czy w rozwoju dyscypliny są możliwe ograniczenia byśmy się cofnęli do przepisów z lat 80 pewnie nie.Możemy jednak podwyższyć siatkę ale lobing producentów sprzętu napewno na to nie pozwoli bo to żden interes dla nich.Pozostaje nam więc jedno znależć sposób by te miliny graczy świetlicowych przyciągnąć do oglądania t.s w wyczynowym wydaniu .Powiem tak ja mimo ,że długo pracowałem w t.s obecnych tendencji nietrawię.
Z powqżaniem
Zbyszek Liszewski
Na przepisy nie mamy większego wpływu. A zebranie przedstawicieli PZTS-Srodowiska-ministerstwo sportu to byłby jakiś ruch. Pozdrawiam-jestem już w POlsce.
Z.StefaNski
1. zmiany w statucie i w regulaminach
2. rozgrywki ligowe
3. rozgrywki indywidualne
4. dzieci
5. trenerzy
6. kadra
7. media
8.amatorzy
krzysztof p.
Z.Stefański
Czas spotkania - 502 379 512 .