W najwyższej klasie rozgrywkowej mężczyzn od początku sezonu
karty „rozdaje” zespół Bogorii Grodzisk Mazowiecki. Oprócz mazowieckiego klubu
są jeszcze trzy drużyny należące do ścisłej czołówki, a potem długo, długo
nic...
Patrząc realnie, podobnie jak w Ekstraklasie kobiet, na
półmetku rozgrywek jest jeden zdecydowany lider, jeden zespół, który
najpoważniej może zagrozić liderowi, dwa zespoły walczące o „brąz”,
kilkuzespołowy peleton ligowych „średniaków” oraz trzech outsiderów, którzy prawdopodobnie
stoczą, miejmy nadzieję, pasjonującą walkę o utrzymanie.
Odkąd w 2006 roku przeniesiono zespół Tura z Jaktorowa do
Grodziska Mazowieckiego, zespół odnosi największe sukcesy w swojej historii. W
pierwszym sezonie grodziszczanie „sięgnęli” po srebrny medal DMP, ulegając
tylko faworyzowanej ekipie wielokrotnego DMP z Księginic, z której po sezonie
na Mazowsze trafił Wang Zeng Yi. W kolejnym sezonie Dartom wywalczył już tytuł
mistrzowski, czym zapoczątkował przepiękny okres w dziejach klubu. Okazało się
też, jak nietrudno zauważyć, że tam, gdzie gra Wang, tam jest mistrz Polski.
W minionej rundzie Grodzisk „nadawał” ton rywalizacji
praktycznie od samego początku. Bardzo silny skład Bogorii niczym tyczki
pokonywał kolejnych przeciwników. „Wandżi” stracił pierwszego indywidualnie
seta dopiero w meczu ostatniej kolejki z MKSTS Trasko Ostrzeszów i podobnie jak
Li Qian wśród kobiet, nie zaznał jeszcze goryczy ligowej porażki, identycznie
jak jego klub. Świetnie także zaczął sezon grający na „trójce” Artur Daniel,
który przez pewien czas był liderem ligowego rankingu indywidualnego z bilansem
gier 5-0. Nieco większe problemy w zeszłej rundzie miał Chińczyk Xu Wenliang,
który wszystkie trzy swoje przegrane pojedynki stoczył ze swoimi rodakami.
„Siu” wyraźnie nie lubi potyczek z Chińczykami, lecz jego bilans po rundzie i
tak daje mu miejsce w czołówce rankingu indywidualnego.
Podopieczni trenera Tomasza Redzimskiego w pierwszej rundzie
w zasadzie tylko w jednym spotkaniu mieli kłopoty. Gorzovia Gorzów w 7. kolejce
prowadziła w Grodzisku 2-1, lecz „górą” w meczu byli gospodarze, którzy mieli w
swoim składzie niezawodnego Wanga, będącego od początku sezonu w życiowej
formie. Kiedy jego brakowało, świetnie zastępował go Czech Martin Olejnik.
Niewiele emocji było też w szlagierze rundy pomiędzy mistrzem a wicemistrzem
kraju. Osłabieni brakiem Bartosza Sucha Ostrzeszowianie gładko ulegli we
własnej hali 0-3.
Zespół budowany przez pana Dariusza Szumachera zmierza po
swój drugi mistrzowski tytuł z rzędu. W pierwszej rundzie zawodnicy z Mazowsza
nie mieli sobie równych. Tak samo może być w rewanżowej. Z tego faktu pozostaje
się chyba cieszyć wszystkim fanom celuloidowej piłeczki w Polsce, bowiem ekipa
gra wspaniale na arenie międzynarodowej i szybko zapewniła sobie awans do
ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Dzięki temu Champions League w naszym kraju gości
nie tylko dzięki siatkarzom Skry Bełchatów, AZS Częstochowa i szczypiornistom
Wisły Płock.
Ekipa wicelidera tabeli Trasko Ostrzeszów niejako od początku
rozgrywek była skazana na słabszą grę. Kontuzja, operacja i rehabilitacja
Bartosza Sucha uniemożliwiły mu trening i reprezentowanie klubu w lidze.
Efektem tego było ciągłe „żonglowanie” pozycją numer trzy w swojej drużynie. I
tak w Ekstraklasie w miejsce „Susziego” grało na przemian czterech zawodników z
rezerwy lub drugiego składu.
O swoją drugą pozycję w tabeli tenisiści z Wielkopolski
musieli solidnie zapracować. Absencja Sucha postawiła ich w trudnej sytuacji
kadrowej. Słabsza postawa Daniela Góraka, który wrócił do kraju z francuskiego
Hennebont oraz łączenie obowiązków zawodnika i trenera przez Marcina
Kusińskiego z pewnością miały duży wpływ na dyspozycję klubu. Ostrzeszowianie
już na otwarcie mieli ciężką przeprawę w Drzonkowie. Później Trasko miało
jeszcze trudniej. W meczu z Trzebinią Karol Strowski-Prus miał piłki na
zwycięstwo z Danielem Górakiem i mogło być 3-0 dla Tim Kominków. Ostatecznie
zespół Trasko wygrał 3-2, lecz nie był to ich pierwszy tak ciężki mecz w tej
rundzie. „Pięciomeczówki” tenisiści z Wielkopolski wygrywali także w
pojedynkach z Ostródą, Rzeszowem i Gorzowem, za każdym razem przegrywając 1-2.
O sukcesie z zespołem trenera Tadeusza Czułno zadecydowały dwa tiebreaki. Mecz z GKS Gorzovią zasłynął natomiast oprócz rezultatu z trochę innych powodów,
niekoniecznie związanych z czystą sportową walką. Na koniec rundy Trasko
podejmowało „u siebie” Grodzisk i poległo zdecydowanie 0-3.
Druga pozycja wicemistrzów Polski jest jak najbardziej
adekwatna do ich możliwości kadrowych podczas pierwszej rundy. Ostrzeszowianie
obronną ręką wychodzili ze wszystkich poważniejszych opresji, co dało im fotel
wicelidera. A mogło być zdecydowanie gorzej... Obecnie powoli do składu powraca
Bartek Such, z którym w pełnej dyspozycji Trasko może w drugiej rundzie pokazać
bardzo dobry tenis stołowy. Ale tylko przy pełni formy wszystkich zawodników
jest w stanie nawiązać walkę o złoty medal DMP. W innym przypadku
ostrzeszowianie będą musieli się poważnie skupić na obronie wicemistrzostwa.
Wysoką trzecią pozycję po inauguracyjnej rundzie zajmuje
zespół Politechniki Rzeszów. Przed sezonem z drużyny odszedł Krzysztof
Marcinowski oraz Dariusz Kiełb, a przyszli bracia Chmiel. Taka polityka
transferowa pozwoliła rzeszowianom na realną walkę przynajmniej o brązowy medal
mistrzostw Polski. Najpoważniejszym rywalem w tej potyczce wydaje się zespół
beniaminka z Gorzowa, do którego trafił właśnie doświadczony Kiełb.
Tenisiści stołowi z Podkarpacia odnotowali w pierwszej
rundzie trzy porażki, można powiedzieć, że dość ”planowe”. Na wyjeździe ulegli
Bogorii i Trasko, choć w tym drugim spotkaniu byli bliscy sprawienia
niespodzianki. Trzeci nieudany mecz to potyczka przy Poznańskiej z Gorzovią, w
której Akademicy ulegli 0-3, lecz każdy mecz kończył się po pięciu partiach.
Lider „Inżynierów” Paweł Chmiel zajmuje cały czas wysoką
lokatę w rankingu indywidualnym. Bardzo dzielnie wspiera go również Tomasz
Lewandowski, który pokonał m.in. „Kusego”. Na „trójce” gra w Rzeszowie Alan Woś
lub Piotr Chmiel i wydaje się, że taki kwartet pozwala spokojnie myśleć o
medalu mistrzostw Polski na koniec sezonu.
Czwarta pozycja na półmetku beniaminka z Gorzowa
Wielkopolskiego nie jest chyba zaskoczeniem. Przed startem nowego sezonu zespół
wzmocnili Tang Yu oraz Dariusz Kiełb. Pierwszy z nich jest liderem rankingu
indywidualnego Ekstraklasy i to głównie dzięki niemu pingpongiści GKS piastują tak wysoką lokatę.
Pozycja zespołu Ryszarda Kulczyckiego byłaby jeszcze wyższa,
gdyby nie dwie niespodziewane „wpadki”. Porażki 2-3 na własnym terenie z
Trzebinią oraz 0-3 w Drzonkowie z ZKS z pewnością mocno zabolały gorzowskich
zawodników i kibiców. To właśnie te niepowodzenia spowodowały dopiero czwarte
miejsce w tabeli zespołu beniaminka. O krok od sprawienia sensacji byli
gorzowianie w Grodzisku Mazowieckim, gdzie „napsuli” miejscowym sporo krwi, a
strach przed porażką był widoczny nie tylko na twarzy kończącego mecz Xu
Wenlianga. Trzy dni później Gorzovia pojechała do Ostrzeszowa, na mecz, o
którym głośno było w całej tenisowej Polsce. Wynik tej gry był niekorzystny dla
gości, którzy ulegli minimalnie 2-3, a mecz obfitował w wiele kontrowersyjnych
sytuacji.
Pingpongiści Gorzovii w rundzie rewanżowej na pewno
będą dalej walczyć zaciekle najpierw o play-off, a potem o medal DMP. I jeśli
będą w dobrej dyspozycji, mogą sprawić jeszcze nie jedną niespodziankę w
polskiej Ekstraklasie.
Kolejne trzy zespoły polskiej najwyższej klasy rozgrywkowej
są typowymi ligowymi „średniakami”. Nie grozi im spadek, lecz również ciężko im
będzie walczyć o czołowe pozycje. Drużyna ZKS Drzonków zajmowała piąte miejsce
na półmetku. Przed sezonem ich szeregi opuścił Tomasz Redzimski i Robert
Floras.
W tym sezonie gra drużyny oparta jest głównie na Chińczyku
Ley Yi oraz młodym Pawle Fertikowskim. Zawodnicy Zielonogórskiego Klubu
Sportowego mieli w pierwszej rundzie „wzloty i upadki”. Potrafili oni pokonać
Gorzów oraz sąsiada w tabeli z Ostródy, a przegrali na przykład z niżej
notowanym Nadarzynem.
Na pewno miejsce ZKS jest odpowiednikiem ich aktualnych
realnych możliwości. Młodzi tenisiści klubu potrzebują chyba jeszcze trochę
ogrania i ligowego doświadczenia, by móc aspirować do walki o wyższe pozycje.
Drugim zespołem grającym „w kratkę” jest Condohotels
Ostróda. Podopieczni trenera Tomasza Krzeszowskiego wygrali w minionej rundzie
cztery spotkania, co pozwoliło im zająć szóstą lokatę w tabeli. Młody skład z
Ostródy wygrał, co mógł w tej części sezonu. Blisko znaczącego sukcesu byli
ostródzianie w szóstej kolejce, kiedy to przegrali nieznacznie 2-3 z Trasko
Ostrzeszów. Pozostałe mecze zespół raczej albo wyraźnie wygrywał, albo wyraźnie
przegrywał.
Pozycje braci Szarmach oraz Patryka Chojnowskiego w rankingu
indywidualnym muszą uświadamiać, że jeszcze dużo pracy i treningów przed nimi.
W rundzie rewanżowej będzie drużynie na pewno ciężko znacząco poprawić swoją
lokatę, lecz pojedyncze sukcesy i niespodzianki, jak na przykład triumf
Chojnowskiego nad Górakiem, będą cieszyć i mobilizować do dalszej pracy.
Siódme miejsce po pierwszej części sezonu zajmowała drużyna
z Trzebini, dysponująca „etatowymi” ligowcami. Jednak dość niskie miejsce i
tylko cztery zwycięstwa nie są chyba szczytem marzeń Kominków. Warto
przypomnieć, że to przecież aktualny brązowy medalista drużynowych mistrzostw
Polski. Zespół na pewno stać na więcej w rundzie rewanżowej, szczególnie przy
pełnym zdrowiu i dyspozycji wszystkich tenisistów Opoki.
Dobre miejsca indywidualnie reprezentantów klubu z
Małopolski nie są odzwierciedleniem ich rezultatów zespołowych. Jakub Perek
oraz Krzysztof Karczmarek znajdują się wysoko w rankingu, a Karol Strowski-Prus
też aż tak bardzo nie odstaje pozycją, jednak miejsce całej ekipy w tabeli jest
nieco odlegle.
Trzebinianie sprawili swoim kibicom w pierwszej rundzie
jedną niespodziankę „in plus” oraz dwie „In minus”. Cenne zwycięstwo z
gorzowską Gorzovią przeplatali nieoczekiwanymi niepowodzeniami z Odrą Głoską i
Dojlidami Białystok.
Jeżeli małopolski team zdoła ustabilizować dobrą i równą formę
w drugiej rundzie, to kto wie, czy drużyna pana Kazimierza Noworyty nie będzie
jeszcze „czarnym koniem” rozgrywek, tak jak jest na przykład z Gorzovią lub
Politechniką.
Ostatnie trzy drużyny w tabeli Ekstraklasy to ligowi
outsiderzy, którzy muszą cały czas myśleć o utrzymaniu się.
Pierwszym z nich jest brązowy medalista z poprzedniego
sezonu, Baruch Dojlidy Białystok. Drużyna pana Mariusza Barucha jest największą
negatywną niespodzianką minionych dziewięciu kolejek. Przed sezonem odeszli
bracia Chmiel, a w ich miejsce sprowadzono Filipa Młynarskiego oraz nowego
Chińczyka Liu Wei, który miał być ostoją zespołu.
Tymczasem tenisiści z Podlasia fatalnie rozpoczęli sezon,
otwierając go bilansem 0-7. Siedem porażek na „dzień dobry” było ogromnym
rozczarowaniem dla zawodników oraz kibiców białostoczczan. Po siedmiu kolejkach
przyszły na pocieszenie dwa zwycięstwa, lecz na pewno nie o tym marzył
właściciel zespołu.
Nowo sprowadzony Chińczyk od początku nie grał tak, jak
liczono. Problemy z aklimatyzacją w kraju na pewno dały znać o sobie. W efekcie
tego Liu Wei ze słabą skutecznością jest nisko w ligowym rankingu
indywidualnym. Również Młynarski nie spełnia pokładanych w nim nadziei.
Zawodnik nie wygrywał spotkań z teoretycznie lepszymi rywalami, a wręcz przeciwnie
przegrał m.in. z młodziutkim Jakubem Dorocińskim. Białostoczczanie mieli w
trakcie rundy kłopoty z obsadą „trójki”. Na tej pozycji grało w ich szeregach w
sumie trzech różnych pingpongistów.
Przed sezonem apetyty w Białymstoku były wyższe, jednak już
pierwsza runda brutalnie zweryfikowała tegoroczne możliwości klubu. W rundzie
rewanżowej Podlasianie muszą „wspiąć się” na wyżyny swoich umiejętności, by
zapewnić sobie spokojny ligowy byt w następnym sezonie. A co z obroną trzeciej
lokaty z sezonu 2007/2008?
Drugim tegorocznym beniaminkiem w Ekstraklasie okazał się
GLKS Nadarzyn. Jak pokazała miniona runda, tenisiści z Mazowsza jednak nie
prezentują jeszcze równego ekstraklasowego poziomu.
Na historyczny sukces w postaci pierwszego zwycięstwa w Ekstraklasie
kibice GLKS czekali do czwartej kolejki, kiedy zespół wygrał we własnej hali z
Odrą Głoską 3-1. Drugim sukcesem był triumf nad ZKS Drzonków z ósmej kolejki. I
to by były wszystkie pozytywne momenty gry nadarzynian. Pozostałe spotkania to
porażki, z których „bije” po oczach minimalne niepowodzenie w Rzeszowie z AZS,
przegrane 2-3.
Wszyscy reprezentanci GLKS na półmetku rundy mieli ujemny
bilans gier. Najbardziej rozczarowuje chyba Szymon Malicki, który jest przecież
młodzieżowym wicemistrzem Polski. W poprzednim sezonie w barwach Grudziądza
prezentował się znacznie lepiej. W barwach Nadarzyna jest jednak już gorzej.
Nie wiedzie się także Yu Longowi, który wygrał zaledwie dwie gry.
Wydawało się, że po słabym starcie w Ekstraklasie
podopieczni Marcina Kusińskiego zaczną częściej wygrywać. Niestety, zadanie to
okazuje się dla Mazowszan trudne, aczkolwiek młody zespół beniaminka przy
dobrym treningu może jeszcze zdążyć „uciec” ze strefy spadkowej.
W fatalnej sytuacji znajduje się również zespół LKS Odry
Głoski Księginice, który zamyka stawkę ekstraklasowych zespołów. Z drużyny
wielokrotnego DMP pozostały już tylko wspomnienia, a w obecnym juniorskim
składzie będzie drużynie niezwykle trudno utrzymać ligowy byt.
Głoska w pierwszej rundzie pokonała jedynie Trzebinie i
Białystok. Pozostałe pojedynki kończyły się głównie ich klęską, głównie 0-3.
Liderem ekipy jest Piotr Chodorski, który jako jedyny ma dodatni bilans gier.
Jakub Dorociński wygrał tylko raz, a Nestor Wasylkowski jeszcze nie zasmakował
ekstraklasowego triumfu w tym sezonie. Dwa zwycięstwa na koncie miał po
zakończeniu rundy Błażej Such.
Tak młody skład i słabe wyniki stawiają drużynę Jerzego
Wieczorka jako „pewniaka” do spadku do pierwszej ligi.
Sytuacja w Ekstraklasie mężczyzn jest analogiczna do
kobiecej. Prawdopodobnie o złoty medal „bić” się będzie Grodzisk i Ostrzeszów,
ze wskazaniem na tych pierwszych. Bardzo ciekawie zapowiada się też
konfrontacja Politechniki z Gorzovią. W środku tabeli w rundzie rewanżowej nie
powinny zajść większe zmiany, natomiast o utrzymanie bardzo zaciekle powinny
walczyć ekipy z Białegostoku, Nadarzyna i Głoski. Drużyny te powinny „szukać”
punktów nie tylko w meczach pomiędzy sobą, ale również z lepszymi.
Na pewno bardzo wyczerpująca informacja o rozgrywkach, jednak kilka błędów się pojawiło. Drzonków nie przegrał z Białymstokiem, Gorzów to nie Wielkopolska( derby z Ostrzeszowem sic!) a Lubuskie. Jak dla mnie największy minus to Ostróda, Szarmachy już nie tacy młodzi, wyraźnie faworyzowani przez trenera kadry, a jednak bliżej im do końca tabeli niż czwórki
3
wtorek, 13 stycznia 2009 18:53
?
kiedy rozstrzygniecie konkursu?
4
wtorek, 13 stycznia 2009 23:27
lubuszanin
Myślałem że Żabski i Bąk Daniel też parę punktów zdobyli dla swoich drużyn.