Skip to content

Home Komentarze Ekstraklasowy status quo - cz. 2.
Ekstraklasowy status quo - cz. 2. PDF Drukuj Email
Wpisany przez Dawid   
wtorek, 13 stycznia 2009 00:56

W najwyższej klasie rozgrywkowej mężczyzn od początku sezonu karty „rozdaje” zespół Bogorii Grodzisk Mazowiecki. Oprócz mazowieckiego klubu są jeszcze trzy drużyny należące do ścisłej czołówki, a potem długo, długo nic...


Image

Patrząc realnie, podobnie jak w Ekstraklasie kobiet, na półmetku rozgrywek jest jeden zdecydowany lider, jeden zespół, który najpoważniej może zagrozić liderowi, dwa zespoły walczące o „brąz”, kilkuzespołowy peleton ligowych „średniaków” oraz trzech outsiderów, którzy prawdopodobnie stoczą, miejmy nadzieję, pasjonującą walkę o utrzymanie.

Odkąd w 2006 roku przeniesiono zespół Tura z Jaktorowa do Grodziska Mazowieckiego, zespół odnosi największe sukcesy w swojej historii. W pierwszym sezonie grodziszczanie „sięgnęli” po srebrny medal DMP, ulegając tylko faworyzowanej ekipie wielokrotnego DMP z Księginic, z której po sezonie na Mazowsze trafił Wang Zeng Yi. W kolejnym sezonie Dartom wywalczył już tytuł mistrzowski, czym zapoczątkował przepiękny okres w dziejach klubu. Okazało się też, jak nietrudno zauważyć, że tam, gdzie gra Wang, tam jest mistrz Polski.

W minionej rundzie Grodzisk „nadawał” ton rywalizacji praktycznie od samego początku. Bardzo silny skład Bogorii niczym tyczki pokonywał kolejnych przeciwników. „Wandżi” stracił pierwszego indywidualnie seta dopiero w meczu ostatniej kolejki z MKSTS Trasko Ostrzeszów i podobnie jak Li Qian wśród kobiet, nie zaznał jeszcze goryczy ligowej porażki, identycznie jak jego klub. Świetnie także zaczął sezon grający na „trójce” Artur Daniel, który przez pewien czas był liderem ligowego rankingu indywidualnego z bilansem gier 5-0. Nieco większe problemy w zeszłej rundzie miał Chińczyk Xu Wenliang, który wszystkie trzy swoje przegrane pojedynki stoczył ze swoimi rodakami. „Siu” wyraźnie nie lubi potyczek z Chińczykami, lecz jego bilans po rundzie i tak daje mu miejsce w czołówce rankingu indywidualnego.

Podopieczni trenera Tomasza Redzimskiego w pierwszej rundzie w zasadzie tylko w jednym spotkaniu mieli kłopoty. Gorzovia Gorzów w 7. kolejce prowadziła w Grodzisku 2-1, lecz „górą” w meczu byli gospodarze, którzy mieli w swoim składzie niezawodnego Wanga, będącego od początku sezonu w życiowej formie. Kiedy jego brakowało, świetnie zastępował go Czech Martin Olejnik. Niewiele emocji było też w szlagierze rundy pomiędzy mistrzem a wicemistrzem kraju. Osłabieni brakiem Bartosza Sucha Ostrzeszowianie gładko ulegli we własnej hali 0-3.

Zespół budowany przez pana Dariusza Szumachera zmierza po swój drugi mistrzowski tytuł z rzędu. W pierwszej rundzie zawodnicy z Mazowsza nie mieli sobie równych. Tak samo może być w rewanżowej. Z tego faktu pozostaje się chyba cieszyć wszystkim fanom celuloidowej piłeczki w Polsce, bowiem ekipa gra wspaniale na arenie międzynarodowej i szybko zapewniła sobie awans do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Dzięki temu Champions League w naszym kraju gości nie tylko dzięki siatkarzom Skry Bełchatów, AZS Częstochowa i szczypiornistom Wisły Płock.

Ekipa wicelidera tabeli Trasko Ostrzeszów niejako od początku rozgrywek była skazana na słabszą grę. Kontuzja, operacja i rehabilitacja Bartosza Sucha uniemożliwiły mu trening i reprezentowanie klubu w lidze. Efektem tego było ciągłe „żonglowanie” pozycją numer trzy w swojej drużynie. I tak w Ekstraklasie w miejsce „Susziego” grało na przemian czterech zawodników z rezerwy lub drugiego składu.

O swoją drugą pozycję w tabeli tenisiści z Wielkopolski musieli solidnie zapracować. Absencja Sucha postawiła ich w trudnej sytuacji kadrowej. Słabsza postawa Daniela Góraka, który wrócił do kraju z francuskiego Hennebont oraz łączenie obowiązków zawodnika i trenera przez Marcina Kusińskiego z pewnością miały duży wpływ na dyspozycję klubu. Ostrzeszowianie już na otwarcie mieli ciężką przeprawę w Drzonkowie. Później Trasko miało jeszcze trudniej. W meczu z Trzebinią Karol Strowski-Prus miał piłki na zwycięstwo z Danielem Górakiem i mogło być 3-0 dla Tim Kominków. Ostatecznie zespół Trasko wygrał 3-2, lecz nie był to ich pierwszy tak ciężki mecz w tej rundzie. „Pięciomeczówki” tenisiści z Wielkopolski wygrywali także w pojedynkach z Ostródą, Rzeszowem i Gorzowem, za każdym razem przegrywając 1-2. O sukcesie z zespołem trenera Tadeusza Czułno zadecydowały dwa tiebreaki. Mecz z GKS Gorzovią zasłynął natomiast oprócz rezultatu z trochę innych powodów, niekoniecznie związanych z czystą sportową walką. Na koniec rundy Trasko podejmowało „u siebie” Grodzisk i poległo zdecydowanie 0-3.

Druga pozycja wicemistrzów Polski jest jak najbardziej adekwatna do ich możliwości kadrowych podczas pierwszej rundy. Ostrzeszowianie obronną ręką wychodzili ze wszystkich poważniejszych opresji, co dało im fotel wicelidera. A mogło być zdecydowanie gorzej... Obecnie powoli do składu powraca Bartek Such, z którym w pełnej dyspozycji Trasko może w drugiej rundzie pokazać bardzo dobry tenis stołowy. Ale tylko przy pełni formy wszystkich zawodników jest w stanie nawiązać walkę o złoty medal DMP. W innym przypadku ostrzeszowianie będą musieli się poważnie skupić na obronie wicemistrzostwa.

Wysoką trzecią pozycję po inauguracyjnej rundzie zajmuje zespół Politechniki Rzeszów. Przed sezonem z drużyny odszedł Krzysztof Marcinowski oraz Dariusz Kiełb, a przyszli bracia Chmiel. Taka polityka transferowa pozwoliła rzeszowianom na realną walkę przynajmniej o brązowy medal mistrzostw Polski. Najpoważniejszym rywalem w tej potyczce wydaje się zespół beniaminka z Gorzowa, do którego trafił właśnie doświadczony Kiełb.

Tenisiści stołowi z Podkarpacia odnotowali w pierwszej rundzie trzy porażki, można powiedzieć, że dość ”planowe”. Na wyjeździe ulegli Bogorii i Trasko, choć w tym drugim spotkaniu byli bliscy sprawienia niespodzianki. Trzeci nieudany mecz to potyczka przy Poznańskiej z Gorzovią, w której Akademicy ulegli 0-3, lecz każdy mecz kończył się po pięciu partiach.

Lider „Inżynierów” Paweł Chmiel zajmuje cały czas wysoką lokatę w rankingu indywidualnym. Bardzo dzielnie wspiera go również Tomasz Lewandowski, który pokonał m.in. „Kusego”. Na „trójce” gra w Rzeszowie Alan Woś lub Piotr Chmiel i wydaje się, że taki kwartet pozwala spokojnie myśleć o medalu mistrzostw Polski na koniec sezonu.

Czwarta pozycja na półmetku beniaminka z Gorzowa Wielkopolskiego nie jest chyba zaskoczeniem. Przed startem nowego sezonu zespół wzmocnili Tang Yu oraz Dariusz Kiełb. Pierwszy z nich jest liderem rankingu indywidualnego Ekstraklasy i to głównie dzięki niemu pingpongiści GKS piastują tak wysoką lokatę.

Pozycja zespołu Ryszarda Kulczyckiego byłaby jeszcze wyższa, gdyby nie dwie niespodziewane „wpadki”. Porażki 2-3 na własnym terenie z Trzebinią oraz 0-3 w Drzonkowie z ZKS z pewnością mocno zabolały gorzowskich zawodników i kibiców. To właśnie te niepowodzenia spowodowały dopiero czwarte miejsce w tabeli zespołu beniaminka. O krok od sprawienia sensacji byli gorzowianie w Grodzisku Mazowieckim, gdzie „napsuli” miejscowym sporo krwi, a strach przed porażką był widoczny nie tylko na twarzy kończącego mecz Xu Wenlianga. Trzy dni później Gorzovia pojechała do Ostrzeszowa, na mecz, o którym głośno było w całej tenisowej Polsce. Wynik tej gry był niekorzystny dla gości, którzy ulegli minimalnie 2-3, a mecz obfitował w wiele kontrowersyjnych sytuacji.

Pingpongiści Gorzovii w rundzie rewanżowej na pewno będą dalej walczyć zaciekle najpierw o play-off, a potem o medal DMP. I jeśli będą w dobrej dyspozycji, mogą sprawić jeszcze nie jedną niespodziankę w polskiej Ekstraklasie.

Kolejne trzy zespoły polskiej najwyższej klasy rozgrywkowej są typowymi ligowymi „średniakami”. Nie grozi im spadek, lecz również ciężko im będzie walczyć o czołowe pozycje. Drużyna ZKS Drzonków zajmowała piąte miejsce na półmetku. Przed sezonem ich szeregi opuścił Tomasz Redzimski i Robert Floras.

W tym sezonie gra drużyny oparta jest głównie na Chińczyku Ley Yi oraz młodym Pawle Fertikowskim. Zawodnicy Zielonogórskiego Klubu Sportowego mieli w pierwszej rundzie „wzloty i upadki”. Potrafili oni pokonać Gorzów oraz sąsiada w tabeli z Ostródy, a przegrali na przykład z niżej notowanym Nadarzynem.

Na pewno miejsce ZKS jest odpowiednikiem ich aktualnych realnych możliwości. Młodzi tenisiści klubu potrzebują chyba jeszcze trochę ogrania i ligowego doświadczenia, by móc aspirować do walki o wyższe pozycje.

Drugim zespołem grającym „w kratkę” jest Condohotels Ostróda. Podopieczni trenera Tomasza Krzeszowskiego wygrali w minionej rundzie cztery spotkania, co pozwoliło im zająć szóstą lokatę w tabeli. Młody skład z Ostródy wygrał, co mógł w tej części sezonu. Blisko znaczącego sukcesu byli ostródzianie w szóstej kolejce, kiedy to przegrali nieznacznie 2-3 z Trasko Ostrzeszów. Pozostałe mecze zespół raczej albo wyraźnie wygrywał, albo wyraźnie przegrywał.

Pozycje braci Szarmach oraz Patryka Chojnowskiego w rankingu indywidualnym muszą uświadamiać, że jeszcze dużo pracy i treningów przed nimi. W rundzie rewanżowej będzie drużynie na pewno ciężko znacząco poprawić swoją lokatę, lecz pojedyncze sukcesy i niespodzianki, jak na przykład triumf Chojnowskiego nad Górakiem, będą cieszyć i mobilizować do dalszej pracy.

Siódme miejsce po pierwszej części sezonu zajmowała drużyna z Trzebini, dysponująca „etatowymi” ligowcami. Jednak dość niskie miejsce i tylko cztery zwycięstwa nie są chyba szczytem marzeń Kominków. Warto przypomnieć, że to przecież aktualny brązowy medalista drużynowych mistrzostw Polski. Zespół na pewno stać na więcej w rundzie rewanżowej, szczególnie przy pełnym zdrowiu i dyspozycji wszystkich tenisistów Opoki.

Dobre miejsca indywidualnie reprezentantów klubu z Małopolski nie są odzwierciedleniem ich rezultatów zespołowych. Jakub Perek oraz Krzysztof Karczmarek znajdują się wysoko w rankingu, a Karol Strowski-Prus też aż tak bardzo nie odstaje pozycją, jednak miejsce całej ekipy w tabeli jest nieco odlegle.

Trzebinianie sprawili swoim kibicom w pierwszej rundzie jedną niespodziankę „in plus” oraz dwie „In minus”. Cenne zwycięstwo z gorzowską Gorzovią przeplatali nieoczekiwanymi niepowodzeniami z Odrą Głoską i Dojlidami Białystok.

Jeżeli małopolski team zdoła ustabilizować dobrą i równą formę w drugiej rundzie, to kto wie, czy drużyna pana Kazimierza Noworyty nie będzie jeszcze „czarnym koniem” rozgrywek, tak jak jest na przykład z Gorzovią lub Politechniką.

Ostatnie trzy drużyny w tabeli Ekstraklasy to ligowi outsiderzy, którzy muszą cały czas myśleć o utrzymaniu się.

Pierwszym z nich jest brązowy medalista z poprzedniego sezonu, Baruch Dojlidy Białystok. Drużyna pana Mariusza Barucha jest największą negatywną niespodzianką minionych dziewięciu kolejek. Przed sezonem odeszli bracia Chmiel, a w ich miejsce sprowadzono Filipa Młynarskiego oraz nowego Chińczyka Liu Wei, który miał być ostoją zespołu.

Tymczasem tenisiści z Podlasia fatalnie rozpoczęli sezon, otwierając go bilansem 0-7. Siedem porażek na „dzień dobry” było ogromnym rozczarowaniem dla zawodników oraz kibiców białostoczczan. Po siedmiu kolejkach przyszły na pocieszenie dwa zwycięstwa, lecz na pewno nie o tym marzył właściciel zespołu.

Nowo sprowadzony Chińczyk od początku nie grał tak, jak liczono. Problemy z aklimatyzacją w kraju na pewno dały znać o sobie. W efekcie tego Liu Wei ze słabą skutecznością jest nisko w ligowym rankingu indywidualnym. Również Młynarski nie spełnia pokładanych w nim nadziei. Zawodnik nie wygrywał spotkań z teoretycznie lepszymi rywalami, a wręcz przeciwnie przegrał m.in. z młodziutkim Jakubem Dorocińskim. Białostoczczanie mieli w trakcie rundy kłopoty z obsadą „trójki”. Na tej pozycji grało w ich szeregach w sumie trzech różnych pingpongistów.

Przed sezonem apetyty w Białymstoku były wyższe, jednak już pierwsza runda brutalnie zweryfikowała tegoroczne możliwości klubu. W rundzie rewanżowej Podlasianie muszą „wspiąć się” na wyżyny swoich umiejętności, by zapewnić sobie spokojny ligowy byt w następnym sezonie. A co z obroną trzeciej lokaty z sezonu 2007/2008?

Drugim tegorocznym beniaminkiem w Ekstraklasie okazał się GLKS Nadarzyn. Jak pokazała miniona runda, tenisiści z Mazowsza jednak nie prezentują jeszcze równego ekstraklasowego poziomu.

Na historyczny sukces w postaci pierwszego zwycięstwa w Ekstraklasie kibice GLKS czekali do czwartej kolejki, kiedy zespół wygrał we własnej hali z Odrą Głoską 3-1. Drugim sukcesem był triumf nad ZKS Drzonków z ósmej kolejki. I to by były wszystkie pozytywne momenty gry nadarzynian. Pozostałe spotkania to porażki, z których „bije” po oczach minimalne niepowodzenie w Rzeszowie z AZS, przegrane 2-3.

Wszyscy reprezentanci GLKS na półmetku rundy mieli ujemny bilans gier. Najbardziej rozczarowuje chyba Szymon Malicki, który jest przecież młodzieżowym wicemistrzem Polski. W poprzednim sezonie w barwach Grudziądza prezentował się znacznie lepiej. W barwach Nadarzyna jest jednak już gorzej. Nie wiedzie się także Yu Longowi, który wygrał zaledwie dwie gry.

Wydawało się, że po słabym starcie w Ekstraklasie podopieczni Marcina Kusińskiego zaczną częściej wygrywać. Niestety, zadanie to okazuje się dla Mazowszan trudne, aczkolwiek młody zespół beniaminka przy dobrym treningu może jeszcze zdążyć „uciec” ze strefy spadkowej.

W fatalnej sytuacji znajduje się również zespół LKS Odry Głoski Księginice, który zamyka stawkę ekstraklasowych zespołów. Z drużyny wielokrotnego DMP pozostały już tylko wspomnienia, a w obecnym juniorskim składzie będzie drużynie niezwykle trudno utrzymać ligowy byt.

Głoska w pierwszej rundzie pokonała jedynie Trzebinie i Białystok. Pozostałe pojedynki kończyły się głównie ich klęską, głównie 0-3. Liderem ekipy jest Piotr Chodorski, który jako jedyny ma dodatni bilans gier. Jakub Dorociński wygrał tylko raz, a Nestor Wasylkowski jeszcze nie zasmakował ekstraklasowego triumfu w tym sezonie. Dwa zwycięstwa na koncie miał po zakończeniu rundy Błażej Such.

Tak młody skład i słabe wyniki stawiają drużynę Jerzego Wieczorka jako „pewniaka” do spadku do pierwszej ligi.

Sytuacja w Ekstraklasie mężczyzn jest analogiczna do kobiecej. Prawdopodobnie o złoty medal „bić” się będzie Grodzisk i Ostrzeszów, ze wskazaniem na tych pierwszych. Bardzo ciekawie zapowiada się też konfrontacja Politechniki z Gorzovią. W środku tabeli w rundzie rewanżowej nie powinny zajść większe zmiany, natomiast o utrzymanie bardzo zaciekle powinny walczyć ekipy z Białegostoku, Nadarzyna i Głoski. Drużyny te powinny „szukać” punktów nie tylko w meczach pomiędzy sobą, ale również z lepszymi.


 

 
Komentarze (4)
1 wtorek, 13 stycznia 2009 08:50
Irek
Dobra robota
2 wtorek, 13 stycznia 2009 10:56
temat
Na pewno bardzo wyczerpująca informacja o rozgrywkach, jednak kilka błędów się pojawiło. Drzonków nie przegrał z Białymstokiem, Gorzów to nie Wielkopolska( derby z Ostrzeszowem sic!) a Lubuskie. Jak dla mnie największy minus to Ostróda, Szarmachy już nie tacy młodzi, wyraźnie faworyzowani przez trenera kadry, a jednak bliżej im do końca tabeli niż czwórki
3 wtorek, 13 stycznia 2009 18:53
?
kiedy rozstrzygniecie konkursu?
4 wtorek, 13 stycznia 2009 23:27
lubuszanin
Myślałem że Żabski i Bąk Daniel też parę punktów zdobyli dla swoich drużyn.

Dodaj swój komentarz

BoldItalicUnderlineStrikethroughSubscriptSuperscriptEmailImageHyperlinkOrdered listUnordered listQuoteCodeHyperlink to the Article by its id
Bardzo szczęśliwyUśmiechMrugaSmutnyZaskoczonyZszokowanyZdezorientowanyFajnieŚmiać sięSzalonyObrażonyZakłopotanyPłacze, bardzo smutnyZły, wściekłyWirujące złoPrzewraca oczamiKrzyczyPytaniePomysłStrzałaNeutralnyPan ZielonyDziwakSuper dziwak
Imię:
Komentarz:
  Tekst do weryfikacji. tylko małe litery bez spacji.
Weryfikacja tekstu:

Partnerzy

AZS
Politechnika Rzeszów

MSTS"Stefanski"

 

 

Sklep

Ostatnie komentarze

Pisze Piotr Frąckowiak
Nie nadawał się na działacza bo miał po prostu "kręgosłup" ,…
czwartek, 09 lutego 2012 21:50 Więcej …
przez jaro

Jurek: wróć na salę!
olaboga...pole bitwy...mała wojna
środa, 08 lutego 2012 14:52 Więcej …
przez hokus pokus

Liu Guoliang i jego córeczka
Im wcześniej tym lepiej, oczywiście jeśli chodzi o wyczyn. P…
środa, 08 lutego 2012 11:07 Więcej …
przez ZZZ

Liu Guoliang i jego córeczka
Na pewno jest trenerem Niemiec?
środa, 08 lutego 2012 10:14 Więcej …
przez Wojt