| Widziane z boku |
|
|
|
| Wpisany przez Zbyszek | |||
| piątek, 25 marca 2011 12:24 | |||
|
Po paru latach przerwy postanowiłem obejrzeć ITTF Pro Tour Polish Open 2011. Spędziłem w Cetniewie czas od piątku do niedzieli bacznie obserwując te zawody.
Nie będę pisał o poziomie tej imprezy. Chciałbym skupić się na tym, co zaobserwowałem zarówno ciekawego jak i negatywnego. Po pierwsze: zauważyłem bardzo dużo zawodniczek grających defensywnie; należałoby zastanowić się, czy Polki też nie powinny dążyć w tym kierunku? Po drugie: tenis stołowy w wydaniu męskim staje się mało atrakcyjny dla przeciętnego widza (bardzo krótkie, rwane akcje). A teraz trochę dziegciu do polskiej ekipy. Zawody dla Polaków skończyły się w piątek i jak myślicie: ilu polskich zawodników i trenerów zostało obejrzeć mistrzostwa do niedzieli, czyli do finałów? Powiem Państwu! Ani jeden! Czyżby już wszystko widzieli i wiedzieli? Opiszę teraz obraz półfinałów i finałów. Na trybunach ekipy Korei, Japonii i Chin w komplecie, pojedynczy zawodnicy Rosji, Szwecji w sumie ok. 50 osób, ale ani jednego zawodnika z Polski, ani jednego trenera z Polski! Na trybunach dla VIP'ów 4 osoby. Na trybunach dla widzów doliczyłem się 47 osób. Czy tak mają wyglądać ITTF Pro Tour Polish Open 2011 w naszej ukochanej dyscyplinie? Dla kogo i po co organizuje się taką imprezę? Druga sprawa to atmosfera w reprezentacji męskiej i żeńskiej. Kiedy grała Chinka z polskim paszportem nigdy nie miała dopingu ze strony koleżanek z drużyny, bo po prostu w tym czasie nikogo z ekipy polskiej nie było na hali. W mniejszym stopniu dotyczy to męskiej ekipy, bo przynajmniej, jak grał Lucek w singlu to koledzy go dopingowali. Nie zauważyłem takich zachowań w innych ekipach; przy stołach stawiały się całe drużyny w komplecie i dopingowały swoich zawodników. Za czasów Grubby i Kucharskiego było to nie do pomyślenia! Myślę, że nowy prezes zauważył to, co ja i w najbliższym czasie zmieni myślenie polskich trenerów i zawodników uświadamiając im, że te zawody były przede wszystkim dla nich, aby mogli starać, podpatrywać i uczyć się od lepszych, a nie wyjechać do domu od razu po przegranych grach! Pozdrawiam wszystkich kibiców tenisa stołowego w Polsce. Zbigniew LISZEWSKI trener przygotowań ogólnorozwojowych kadry Polski za czasów Andrzej Grubby i Leszka Kucharskiego źródło: www.agamar.pl
|










Myślę, że każdy powinien szukać takiego stylu gry, który będzie mu sprawiał największą przyjemność, nie tylko z wyników, ale przede wszystkim z samej gry. Pewnie niektórzy chcieliby grać defensywnie, ale uważają, że taki styl jest mało efektywny. Nie mniej jednak, żeby osiągnąć sukces w sporcie (niezależnie od stylu gry) potrzebna jest ciężka praca. Jeżeli trening będzie dla zawodnika tylko ciężką pracą, to mniej więcej będzie tym samym, czym praca w kamieniołomach. Na dłuższą metę sukces w takim przypadku nie jest możliwy - zawodnik albo w ogóle zrezygnuje z uprawiania sportu, albo poprzestanie na treningu "na pół gwizdka" i wykorzysta swój potencjał w niewielkim stopniu.
2."Po drugie: tenis stołowy w wydaniu męskim staje się mało atrakcyjny dla przeciętnego widza (bardzo krótkie, rwane akcje)."
Warto by było zwiększyć rozmiary piłeczki i podwyższyć siatkę. Pomogłoby to nie tylko defensorom, ale też lubiącym grać długie wymiany topspinowe z półdystansu. Na pewno widowiskowość gry znacznie by wzrosła.
Po drugie to trzeba być wybitnie myślącym i przewidującym aby organizowac tak atrakcyjny turniej na zadupiu w Cetniewie i na dodatek w .......marcu.To na pewno robota starego prezia
Pachnie mi tu wazelinką w stronę prezia, czyżby szykowały się zmiany w OSM Gdańsk????
Jak tak ma wyglądać Protour w Polsce to lepiej sobie to odpuścić i niech leśne dziadki dadzą sobie spokój