| Pewne myśli na temat 79. Mistrzostw Polski. |
|
|
|
| Wpisany przez Zbyszek | |||
| wtorek, 08 marca 2011 07:45 | |||
|
Jeden z naszych czytelnikow obecnych na mistrzostwach przekazał nam swoje obserwacje z mistrzostw. Oto one:
Kolejne mistrzostwa przeszły do historii. Warto podsumować zmagania zawodników z przeciwnikami, organizatorów ze złośliwością martwych przedmiotów, działaczy ze zmęczeniem po „cristalowym” bankiecie i sędziów z numerkami, których tak wiele trzeba było przerzucić. Ci pierwsi są oczywiście najważniejsi, dlatego im warto poświęcić najwięcej czasu. Zacznijmy od mistrzów. Bartosz Such. Chciałbym napisać, że w świetnym stylu zdobył mistrzostwo. Jest jednak jedno ale. Być może porównanie kilku ostatnich finałów dowiodłoby, że rozgrywany w 2011 roku był najsłabszy. Nie była to rzecz jasna wina mistrza. Bardziej w finale rozczarował Wang Zeng Yi, nie podejmując walki, a podejścia dokładnie odwrotnego od reprezentanta kraju wszyscy oczekiwali. Na uwagę, pochwałę i szacunek zasługuje postawa Sucha. Świetnie przygotowany, zmotywowany, skoncentrowany i grający o najwyższe cele. To cechy, jakimi powinien się charakteryzować mistrz. I takimi właśnie cechy pokazał w czasie turnieju nowy mistrz Polski. Wspominałem, że rozczarował Wang. Ostatnio nie grał wszystkich meczów w lidze ze względu na kontuzję i może to przyczyniło się do słabszego występu naturalizowanego Chińczyka. Nie możemy nie rozpatrywać gry w kontekście przygotowania Sucha, który w takiej formie mógłby ograć wielu wyżej sklasyfikowanych zawodników niż Wang. Wniosek, który mi się nasuwa jest taki, że trener kadry seniorów Tomasz Krzeszewski może mieć ból głowy, patrząc z perspektywy walki o medale na imprezach typu mistrzostwa świata czy Europy, a wszystko to związane z formą, postawą Wanga. Li Qian. Moim zdaniem pokazała wszystkim miejsce w szeregu. Okazała się zdecydowanie najlepsza. Natalia Partyka, mimo kilku naprawdę świetnych zagrań nie była w stanie wygrać nawet seta. Taki wynik odnotują statystycy. Z boku wyglądało to zupełnie inaczej. Perfekcyjne obrony Li Qian to wyraz wysokiej formy. Być może z polskich zawodniczek tylko Li byłaby w stanie odpowiedzieć na dynamiczne topspiny Partyki. Nie dość, że to robiła, odpowiedzi były tak dobre, ze odniosłem wrażenie, iż Partyka w pewnym momencie została zniechęcona do gry. Katarzyna Grzybowska. Najlepiej wypadła z grupy określanej jako młodzieżowa. Grzybowska w półfinale pokazała, że znacznie wyprzedziła Monikę Pietkiewicz. Trudno po jednej konfrontacji wyciągać radykalne wnioski, ale mecz między dwoma paniami pokazywał wyższość Grzybowskiej. Znowu wcześniej Pietkiewicz pokazała „kawał” dobrego grania w meczu przeciwko Szymańskiej. Gra finałowa była przede wszystkim ładnym widowiskiem. Zabrakło dobrze granych topspinów bekhendowych Grzybowskiej. Być może te zagrania mogły zmienić obraz gry. Tak jednak się nie stało. Li Qian znajdowała odpowiedzi na forhendowe granie Grzybowskiej. Gdyby rozpatrywać mecz pod kątem taktyki, wydaje się że piłki grane z dużą szybkością lecz w jednym tempie, nie mogą „wyrządzić krzywdy” najlepszej naszej zawodniczce. Warto postawić pytania: co zrobić, aby poprawić jakość gry na obronę oraz czy w perspektywie taka poprawa jest możliwa? Niech się wypowiedzą fachowcy… Kilku słów wymaga także gra Kingi Stefańskiej. W kuluarach usłyszałem albo dokładniej mówiąc podsłuchałem trenera Zbigniewa Nęcka mówiącego, że Kinga była przygotowana na finał, gdyby nie losowanie. Tak też mi się wydawało. Wcześniejsze gry Stefańskiej stały na naprawdę świetnym poziomie. Jednak efektowne gry we wczesnej fazie turnieju nie uprawniają do zdobywania medali. Kilka świetnych akcji pokazali młodzi panowie: Fertikowski, Gołębiowski, Chodorski. Życzyłbym im zdobywania medali w grach indywidualnych. Cóż, być może trzeba będzie na to poczekać do kolejnych mistrzostw. Podobnie ma się sytuacja z młodymi damami polskiego tenisa stołowego: Szczerkowską i Kusińską. W ich przypadku, takie jest moje odczucie, zmęczenie oraz brak świeżości rzutowały na grę i jej jakość, nie taką na jaką stać nasze tenisowe nadzieje. Podobała mi się gra Tomasza Lewandowskiego. Zawodnik ten świetnie się prezentuje w grach deblowych. Mało kto jest mu w stanie dorównać w kontratopspinowych wymianach. Efektem tych i wielu innych zagrań był złoty medal w grze podwójnej. Z mojego, subiektywnego punktu widzenia cały turniej był dość dobrze zorganizowany. Gry odbywały się według harmonogramu. Jeżeli zdarzały się opóźnienia były wynikiem długo trwających, wyjątkowo zaciętych gier. W Rzeszowie widziałem ciekawsze otwarcie i z rzeszowskie mistrzostwa mogą stanowić przykład do naśladowania, gdy komuś zależy na ładnym otwarciu mistrzostw. Umówmy się jednak, że ceremonie otwarcia lub zakończenia mogą stanowić pewien dodatek, mniej lub bardziej istotny. Mniejsze sale pomagają stworzyć dobrą atmosferę. Umożliwiają lepszą obserwację gier i kibicowanie. Gdybym był organizatorem właśnie takich obiektów bym szukał. Białostocka hala to z pewnością dobre miejsce. Często nie potrafimy docenić tego, co jest u nas organizowane. Warunki w Białymstoku były lepsze niż w miejscach, w których są organizowane turnieje międzynarodowe. Sędzia główny zawodów za dużo pracy nie miał. Podczas zawodów nie wpłynął żaden protest. Można powiedzieć, że zawody były prowadzone w sportowej atmosferze i pewnie słynny baron Pierre de Coubertin uśmiechem by skwitował zmagania sportowców, zadowolony z wzorców, które sam promował. Nie opisałem wszystkiego, ponieważ mogłem zaobserwować pewną część mistrzostw. Proszę, żeby to, co napisałem było traktowane bardziej jako przemyślenia i odczucia niż podsumowanie mistrzostw. Pisałem o tym, co najbardziej mnie zainteresowało i co najlepiej zapamiętałem. Pozdrawiam wszystkich sympatyków tenisa stołowego. ...
|









