| Panie Janisz - to wy dziennikarze macie rolę do spełnienia |
|
|
|
| Wpisany przez Zbyszek | |||
| czwartek, 21 sierpnia 2008 13:32 | |||
|
Czytając ostatni komentarz pana Janisza dotyczący olimpijskich zmagań w Pekinie postanowiłem zabrać głos.
Choć mam dużo szacunku dla tego znanego dziennikarza często komentującego pingpongowe imprezy to zupełnie inaczej oceniam to, co się dzieje na igrzyskach. Razi mnie ten nasz wrodzonym fatalizm i poczucie, że jesteśmy do niczego. Jesteśmy wielkim dumnym krajem i mamy wielu wspaniałych trenerów i sportowców. Mam okazję śledzić relacje z tych samych imprez komentowane ustami polskich dziennikarzy i ich zagranicznych kolegów. Zachodni komentatorzy są bardziej obiektywni i w razie porażek usprawiedliwiają, a czasami wręcz bronią swoich rodaków. Widać w tym olbrzymi szacunek do wysiłku zawodników i trenerów nawet wtedy, gdy nie wszystko wyszło tak jak zaplanowano. Nie traktują też porażek jako końca świata. Raczej starają się przeanalizować ich przyczynę i zastanawiają się nad drogami wyjścia. U nas natomiast w ciągu jednego dnia z bohatera narodowego można stać się obiektem kpin i niesmacznych żartów. To musi i powinno się zmienić. Z tej prostej przyczyny, że media i dziennikarze mają olbrzymi wpływ na obraz sportu w głowie przeciętnego człowieka. Troche górnolotnie mówiąc widzę w tym misję wolnych polskich mediów, która powinna się się przejawiać w dwóch obszarach: 1. Docenienie roli pracy polskiego sportowca i trenera 2. Uzmysłowienie wszystkim ludziom w jakich anormalnych warunkach funkcjonuje polski sport Wspierajcie więc polscy dziennikarze polskiego reprezentanta zamiast go ganić przy porażce. Wspierajcie polscy dziennikarze polskiego trenera, podnoście jego prestiż np. domagając sie wpisania zawodu trenera do rejestru zawodów w Polsce. Bądźcie z polskim zawodnikiem i polskim trenerem nie tylko w dniach chwały i tryumfu, ale w chwilach porażek, zwątpienia i załamania. Mówcie głośno o potrzebie stworzenia nowej ustawy o sporcie, która uniemożliwi łączenie funkcji biznesowych (własne branżowe firmy) z funkcjami służby publicznej (jednoczesne członkostwo w zarządach związków). Sport rządzi się swoimi prawami i nie zawsze polscy reprezentanci muszą wygrywać. Tym bardziej, że ci ostatni są tylko częścią niewydolnego, chorego systemu funkcjonowania sportu w Polsce. Złe zarządzanie, wszechobecne kolesiostwo, skład zarządów polskich zwiazków rodem z poprzedniej epoki uniemożliwiają rozwój wielu dyscyplin w naszym kraju. To o czym mówią na igrzyskach szermierze, a i powoli reprezentanci innych sportów jest tylko szczytem góry lodowej. W tych warunkach musi funkcjonować polski zawodnik i polski trener, których wszechpotężni prezesi i wszystkowiedzące księgowe traktują jak piąte koło u wozu. W normalnym, zdrowym systemie zawodnik, trener i ich wzajemne relacje powinny być przedmiotem najwyższej troski władz związku. Dlatego z nadzieją witam zapowiedzi ministra Drzewieckiego o woli gruntownej reformy polskiego sportu. Oby tylko starczyło sił, zapału, odwagi i konsekwencji. Wracając teraz na nasze pingpongowe podwórko. Nie jestem zwolennikiem ciągłego inwestowania w Europie w naturalizowane chińskie zawodniczki, czego dawałem często wyraz. Lecz tak chłodna i niesprawiedliwa ocena wysiłku trenera i zawodniczki, którą wyczytałem na portalu internetowym przez pana Janisza musi wzbudzać sprzeciw. Zbyszek Nęcek prowadząc Li Qian dokonał rzeczy niebywałej. W ciągu paru lat doprowadził nikomu wcześniej nieznaną nastolatkę z Chin na szczyty europejskiego tenisa. I abstrahując od tego, czy jest to właściwa droga, czy nie osiągnął tym sposobem jeden z najlepszych (jeśli nie najlepszy) w wynik w całej historii żeńskiego tenisa stołowego w Polsce. Za taki bowiem chyba można uznać II miejsce na prestiżowym turnieju Europa TOP 12. Kostromina, która pokonała Li Qian to 36 - letnia zawodniczka, która doskonale gra przeciwko obronie. Białorusinka jest przedstawicielką bardzo szerokiej grupy defensorek z szerokiej kadry byłego ZSSR. Grupy, która zdobywała i zdobywa medale na wszystkich zawodach rangi mistrzowskiej. Palina, Ganina, Tauszkanowa, Tymina, Pawlowicz i inne koleżanki Kostrominy z kadry to zawodniczki, które przez wiele lat spędziły ze sobą setki dni na obozach razem trenując. Wracając do przegranego meczu naszej reprezentantki trzeba obiektywnie stwierdzić, że Kostrominie wszystko wychodziło. Sam mecz natomiast w ostatnich 2 setach stał na naprawdę na wysokim poziomie. Aby jednak myśleć o czołowych miejscach na najważniejszych imprezach końcówkę 6 seta przy prowadzeniu 10:6 nasza zawodniczka powinna wygrać. Myślę, że wtedy 7 set byłby tylko zwykłą formalnoscią z korzyścią dla nas. Li Qian jednak przegrała i musi się z tego jak najszybciej otrząsnąć. Widać też, że sam atak tej zawodniczki jest już znacznie lepszy i pewniejszy. A jego jeszcze za rzadkie stosowanie jest raczej problemem natury psychicznej, niż brakiem umiejetności technicznych. Li Qian zmuszona grą na czas atakowała przecież swobodnie różnymi technikami (topspin forhend, smecz forhend, smecz bekhenedem) grając w różne miejsca stołu (po prostej, po przekątnej, na ciało). Gdyby atak stosowała częściej zamiennie do momentu gry na czas to cały mecz mógłby szybko się skończyć wysokim zwycięstwem Li Qian. Ma jednak tylko 20 lat i to były jej pierwsze igrzyska. Zapłaciła tzw. frycowe, co jest udziałem prawie każdego początkującego olimpijczyka. Nie musi tak być jednak za każdym razem i wierzmy wszyscy razem: dziennikarze, trenerzy, kibice, że ta sympatyczna zawodniczka wraz z Natalią Partyką i ich koleżankami sięgnie w przyszłości po olimpijski medal. Zbyszek Stefański
|










Jak mam pokazac dzieciakom na treningu mecze Blaszczyka z IO, jak nawet nie mialem ich okazji nagrac na VHS (z przyczyn ktore ujalem powyzej). Znow mi zostanie pokazanie pojedynkow innych zawodnikow, okraszonych komentarzem po chinsku lub w innym jezyku, co jednak zniecheca mlodych adeptow.Przemyslen innych tez mam co nie malo, jako zaangazowany swego czasu w sport akademicki i malomiasteczkowy.
nie ma co narzekać na naszych dziennikarzy niewiele odbiegają od nas samych, po prostu taki mamy narodowy styl.
trzeba szukać rozwiązań: organizacyjnych, szkoleniowych, finansowych, itd. tak by przyszłość była lepsza.
za 2 lata olimpiada w Singapurze, czy my o niej już myślimy (jaka olimpiada, zapytajcie sie trenera, prezesa to wam odpowie).
potrzeba stworzyć związek dobrych ludzi, którzy być może poprowadzą ts do lepszego jutra, zbliża sie zjazd PZTS w dalszym ciągu wygrywa spółdzielnia starych układów, czująca sie mocno, może warto postawić na innych ludzi, w okręgach i na gorze.
Powiedział co wiedział- panu już dziękujemy :p
90% naszych sportowców(wszystkich dyscyplin) nieźle prezentuje się w trakcie sezonu(osiągają wyniki, nie noty za wrażenie artystyczne
Co do występu Li Qian, to jestem zawiedziony jej wynikiem, miałem nadzieję na zwycięstwo z 1 Europejką i 1 Azjatką. Natomiast na jej grę nie można zbytnio narzekać. Wyraźnie poprawiła technikę ataku, robiła w nim bardzo mało błędów. Zawiodła psychika. Roztrwoniła dużą przewagę w decydującym secie jak amatorka. Trener Nęcek wreszcie powinien ją nauczyć żeby grać z defensorkami bardziej ofensywnie.
Kosa na bh- grać kosę, ale z forhandu atak topspinem przynajmniej co 2 piłki. Dobrze by było również czasami zagrać kontratopspin, czego jeszcze chyba u niej nie widziałem. W tenisie jednak liczą się wygrane piłki i koniec.
PS. Ten dziennikarz to nazywa się Jacek Jońca, chociaż jako pracownik TVP bardziej pasowałoby do niego Jacek Jajca :grin