Skip to content

Home Komentarze Co dalej z młodymi tenisistami?
Co dalej z młodymi tenisistami? PDF Drukuj Email
Wpisany przez Maciej Pietkiewicz   
środa, 18 października 2006 14:47

Oddaliśmy głos młodemu zawodnikowi tenisa stołowego. Jego przemyślenia dotykają ważnego aspektu w polskim ping pongu. Dziś co prawda jest już dużo lepiej niż  za  czasów, kiedy ja grałem w kadrze kadetów czy juniorów (kadry młodzieżowej wtedy w ogóle nie było!). Jest lepiej głównie dlatego, że dzisiaj kadeci i juniorzy mają o wiele więcej turniejów. MŚ dla tych kategorii, pro toury U21 istnieją bowiem od niedawna. Problem jednak pozostaje.

Image

Dlaczego zawodnicy, którzy zdobywają medale młodzieżowych mistrzostw Europy, nie radzą sobie w kategorii seniorów? Dlaczego jest tak, że zdecydowana większość utalentowanej młodzieży trenującej w ośrodkach szkoleniowych w Gdańsku, Drzonkowie czy Krakowie, nagle przestaje robić postępy? Czemu, mimo faktu, że poświęcili wiele lat swojego życia na sport, często podejmują decyzję aby tenis stołowy zepchnąć na drugi plan (albo definitywnie zakończyć karierę) i zająć się przede wszystkim nauką. Korzystając z własnych doświadczeń, chciałbym przedstawić swój punkt widzenia na ten temat.

Najprościej będzie mi wyjaśnić ten problem posługując się przykładem. Wyobraźmy sobie, że w Polsce, kilkanaście lat temu, urodził się talent na miarę Timo Bolla. Zaczął regularnie trenować w klubie, odnosił sukcesy w żakach i młodzikach. Jego dobra gra została doceniona przez trenerów ośrodka, którzy zaproponowali mu pobyt w centrum szkolenia. Młody człowiek oczywiście zgodził się i rozpoczął nowy etap w swoim życiu. W jego przekonaniu był to początek drogi do wielkiej, sportowej kariery. Nic bardziej mylnego. Przez pierwsze lata pobytu w ośrodku wszystko wydawało się iść we właściwym kierunku. Chłopak ciągle podnosił swoje umiejętności, był czołowym zawodnikiem w Europie w kategorii kadetów. W następnych latach odnosił kolejne sukcesy na międzynarodowych arenach. Łatwo można było dostrzec jego ogromny potencjał i determinację. Skończył wiek juniora i pełen nadziei patrzył dalej w przyszłość. Jednak właśnie w tym momencie przychodzi najtrudniejszy etap w karierze każdego sportowca, wejście w kategorię seniora.

Rzadko się zdarza, aby zawodnik mający 18 lat dostał się od razu do pierwszej reprezentacji. U nas jest to szczególnie trudne, bo miejsc w kadrze jest niewiele. Jeżeli w momencie przejścia z juniora do seniora ta sztuka się nie uda – szanse na zrobienie kariery drastycznie maleją. Dlaczego tak uważam? Otóż problem polega na tym, że tak naprawdę tylko pięciu zawodników czerpie jakieś korzyści z członkostwa w kadrze. Są to : Lucjan Błaszczyk, Wang Zeng Yi, Daniel Górak, Bartosz Such i Jakub Kosowski. Mają zapewnione kilka startów w turniejach z cyklu pro tour, dostają też stypendia sportowe. Co do tego, że im się to należy nie mam wątpliwości, bo są to obecnie najlepsi polscy tenisiści stołowi. Ale jakie perspektywy ma nasz wcześniej opisywany bohater? Zapewne znajdzie się on w Młodzieżowej Kadrze Polski, tylko że niewiele na tym zyska. Jedyne na co może liczyć to kilka okładzin i deska, obozy w wakacje i parę tygodni konsultacji w roku. Sam musi zadbać o trening, sam musi się wyżywić i sam opłacić mieszkanie. Do tego dochodzi fakt, że szczególnie w tym momencie potrzebuje jak największej ilości startów na różnych turniejach, a nikt nie jest w stanie mu tego zapewnić . Jedyna szansa w tym, że stać go będzie na opłacenie wszystkiego z własnej kieszeni albo uda mu się znaleźć indywidualnego sponsora, o co jest niezwykle trudno.

Polska ekstraklasa również nie jest na tyle mocna, aby mogła w jakiś sposób zastąpić starty na arenie międzynarodowej. Co gorsza, system rozgrywek jest taki, że często jedzie się przez całą Polskę 500-600 km aby rozegrać tylko jeden pojedynek. Osobiście dla mnie najgorsze w tym wszystkim było to, że w lidze musiałem walczyć z takimi zawodnikami jak Jakub Perek czy bracia Chmielowie, z którymi trenowałem codziennie przez 5 lat w jednej sali. Czasami żartowaliśmy, że większość meczy ekstraklasy moglibyśmy rozegrać w Gdańsku, bo ponad połowa tenisistów z naszej najmocniejszej ligi właśnie tam ćwiczyła i robi to dalej.

W tym momencie nasz bohater ma tylko dwa wyjścia. Albo zdecyduje się wyjechać za granicę i tam szukać urozmaiconego treningu, nowych przeciwników i większych pieniędzy, które mógłby następnie zainwestować w starty międzynarodowe, albo po prostu stwierdzić, że nie chce ryzykować i woli zostać w kraju. Jeżeli wybierze tą pierwszą możliwość, może mu się uda i jego sen o wielkiej karierze stanie się rzeczywistością. Jeżeli zdecyduje się na drugie rozwiązanie to zapewne studia, a nie sport, staną się dla niego priorytetem. W Polsce będzie grał, zarabiał na życie, ale raczej wielkiej kariery już nie zrobi. To, o czym tak marzył gdy zaczynał swoją przygodę z tenisem stołowym, odejdzie w zapomnienie….

Każdy, kto dostał się do ośrodka w Gdańsku, miał zapewnione przez około pięć lat najlepsze w Polsce i jedne z lepszych w Europie warunki do treningu. Opłacano mu spanie, jedzenie, organizowano indywidualny tok nauki w gimnazjum i liceum. Każda z tych osób kosztowała Polski Związek Tenisa Stołowego ogromne pieniądze. Gdy przyszedł moment, w którym ci młodzi zawodnicy skończyli liceum, nagle zostali pozostawieni sami sobie. Sami muszą wszystko sobie zorganizować. Nie wysyła się ich na żadne turnieje, tak jak pisałem wcześniej muszą opłacić je z własnej kieszeni. Osobiście uważam to za kompletny paradoks. Myślę, że nie przesadzę stwierdzając, że te pieniądze wyrzucono po prostu w błoto. Musi powstać jakiś system, w którym przez następne kilka lat kontynuowano by pracę z zawodnikami w wieku 18-19 lat. Nie wiem, jak będzie z obecną grupą, będącą w ośrodku. Mam nadzieję, że coś się zmieni, ale jak na razie nic na to nie wskazuje.

Maciej Pietkiewicz
 
Komentarze (10)
1 piątek, 20 października 2006 18:15
Gość
A można wiedzieć co za Zawodnik się wypowiadał w tym artykule??
2 piątek, 20 października 2006 18:26
Gość
Napisane jest u gory: wpisał : Maciej Pietkiewicz
3 piątek, 20 października 2006 18:35
Gość
Spoko dzięki,musiałem przez Lupke zobaczyc hehe PozdrowkaMruga
4 piątek, 20 października 2006 20:10
Pati
A powie mi ktoś jak ten problem rozwiązano np. u naszych niemieckich sąsiadów lub w innym kraju? Co dzieje się z zawodnikami, którzy ukończyli wiek juniora? Nadal pozostają w ośrodku w którym trenowali, przechodzą do jakiegoś klubu i dalej trenują pod okiem tamtejszego trenera czy też skazani są na siebie?
5 piątek, 20 października 2006 21:41
Gość
Powinno leżeć w interesie PZTS pomóc takim zawodnikom znaleźć dobry klub na zachodzie. Lub stworzyć im warunki do trenowania w Polsce.
W praktyce jest tak, że zawodnik musi sam podejmować decyzję. A takich jest niewielu.
Ciekawy artykuł, ciekawy temat
Z.Stefański

6 piątek, 20 października 2006 21:55
Gość
Właśnie co dalej z młodymi tenisistami? Jednak w tej dyskusji jest pewien błąd, przyjęliśmy hipotezę, że mamy mówić o tych młodych zdolnych z centralnych ośrodków szkoleniowych, ale to tylko ci z samego szczytu, a co z tymi co tworzą podstawę tej piramidy. Jak zatrzymać tych młodych z Radomia, Częstochowy, Warszawy, Białegostoku, Łodzi, i innych regionów kraju, często zdolniejszych niż ci z ośrodka centralnego, ale odeszli bo sytuacja życiowa ich do tego zmusiła.
Jak zachować ciągłość pokoleniową, jak zachęcić młodych do pozostanie, jaka dać im perspektywę życiową?
Czy mają traktować sport jako sposób na życie, czy mogą z tego utrzymać rodzinę?
W Polsce obowiązuje model dotowania przez państwo sportu dzieci i młodzieży i na to są środki finansowe, co PZTS skrupulatnie wykorzystuje. Młodzież która wypadnie z tego koła, a nie jest najlepsza, znika i sama musi sobie radzić w dorosłym życiu, takie jest naturalne prawo i nie ma co tu gdybać i narzekać.
Według mnie taka sytuacja będzie trwała tak długo dopóki w naszym kraju nie wskoczymy na wyższy poziom nie tylko cywilizacyjny ale i ekonomiczny, bo bez kasy nie da się nić zrobić.
7 niedziela, 22 października 2006 17:07
kura
Owszem, status ekonomiczny panstwa jestt tutaj bardzo wazny. W Niemczech jest troszke inaczej, tam mlodzi zawodnicy juz w wieku 16 lat wiedza mniej wiecej czy dadza sobie rade, w zyciu czy nie. Tam jest jednak inna sytuacja bo po zrobieniu matury, w wieku 19 lat, mozna ocenic czy ma sie szanse na gre w co najmniej 2 lidze,a co za tym idzie, moze zarabiac pieniadze-nie jakies duze, ale wiecej niz w Polsce. Poza tym w Niemczech jest calkiem inny system ksztalcenia ludzi i tutaj matura juz znaczy duzo, a 3 letnie studium zapewnia przewaznie prace platna na poziomie powyzej 1,5 tys. euro. obok studiow mozna wiec sobie grac w 2 lidze, i dorabiac kase na wakacje. Jesli ktos zdecyduje sie na profesjonalna gre, z szansami na pierwsza lige, to juz z samego tenisa ma szanse niezle zyc. Inna sprawa, ze kiedys to sie skonczy.
ja jestem zwolennikiem metody srodka, czyli grania tak dlugo w pingponga jak sie da, ale nie zaniedbujac przy tym szkoly. bo z samego tenisa to ciezko utrzymac rodzineUśmiech
8 poniedziałek, 23 października 2006 11:13
Gość
A co jeżeli zawodnik który opuszcza Ośrodek jest po prostu za SŁABY? Nie jest nawet środniakiem w \"polskiej\" elstraklasie?
9 poniedziałek, 23 października 2006 11:27
Gość
zawsze jest ryzyko, ze bedziesz za slaby.ale to jest jakby wpisane w sport.
10 piątek, 27 października 2006 16:25
Gość
Uważam, że na przykładzie kilku czy kilkunastu ostatnich roczników młodych polskich tenisistów można pokusić się o taką hipotezę jaką postawił Maciek. Uważam jednak że sytuacja wyglądałaby o wiele lepiej gdyby zawodnicy mogli podnosić swój poziom grając w mocnej polskiej lidze. Nie chodzi o pojedyńczych zawodników jak Wandżi czy kilku innych tylko ośredni poziom tych rozgrywek. Nie uda się tego nigdy osiągnąć jeśli nie wzmocnimy pozycji polskich klubów i nie zbudujemy ośrodków regionalnych. Jaką motywację może mieć dziś lokalne środowisko jeżeli nie ma kontaktu z profesjonalnym zapleczem i pomocą pzts, a dodatkowo młodzi obiecujący zawodnicy wyłapywani są do ośrodków i praktycznie osłabiają całą grupę z której się wywodzą. Popatrzcie że idea centralnego ośrodka w którym skoszarowanych jest 75% zawodników ekstraklasy rozpoczęła się w erze wchodzenia w seniorski etap Krzeszy, Lucka, Iskry, Dziubka, Szafy, Kusego. Było to ostatnie pokolenie które wypluło z siebie bardzo mocnych graczy. Poza nimi w klubach funkcjonowała cała masa graczy średnich ale nie słabych. Każdy mógł skoczyć do gardła ośrodkowiczom Potem była zdolna młodzież i niespełnione nadzieje. Ucieczki do piątych lig w Niemczech i powolne końce kariery... Jeszcze jedno. Krzesza był już czołowym zawodnikiem polskiej ekstraklasy a trenował i mieszkał w Łodzi i korzystając jedynie ze zgrupowań kadry i konsultacji. Gdzie była Łódź jako region a gdzie jest teraz????? Pozdrawiam Maćka. Bardzo trafny i ciekawy atykuł

Dodaj swój komentarz

BoldItalicUnderlineStrikethroughSubscriptSuperscriptEmailImageHyperlinkOrdered listUnordered listQuoteCodeHyperlink to the Article by its id
Bardzo szczęśliwyUśmiechMrugaSmutnyZaskoczonyZszokowanyZdezorientowanyFajnieŚmiać sięSzalonyObrażonyZakłopotanyPłacze, bardzo smutnyZły, wściekłyWirujące złoPrzewraca oczamiKrzyczyPytaniePomysłStrzałaNeutralnyPan ZielonyDziwakSuper dziwak
Imię:
Komentarz:
  Tekst do weryfikacji. tylko małe litery bez spacji.
Weryfikacja tekstu:

Partnerzy

AZS
Politechnika Rzeszów

MSTS"Stefanski"

 

 

Sklep

Ostatnie komentarze

Pisze Piotr Frąckowiak
Nie nadawał się na działacza bo miał po prostu "kręgosłup" ,…
czwartek, 09 lutego 2012 21:50 Więcej …
przez jaro

Jurek: wróć na salę!
olaboga...pole bitwy...mała wojna
środa, 08 lutego 2012 14:52 Więcej …
przez hokus pokus

Liu Guoliang i jego córeczka
Im wcześniej tym lepiej, oczywiście jeśli chodzi o wyczyn. P…
środa, 08 lutego 2012 11:07 Więcej …
przez ZZZ

Liu Guoliang i jego córeczka
Na pewno jest trenerem Niemiec?
środa, 08 lutego 2012 10:14 Więcej …
przez Wojt