Skip to content

Home Historia TS Wspomnienia Zbyszka Liszewskiego - stan wojenny
Wspomnienia Zbyszka Liszewskiego - stan wojenny PDF Drukuj Email
Wpisany przez Zbyszek   
piątek, 23 marca 2007 11:34
z cyklu: historia tenisa stołowego życiem pisana

W dniu ogłoszenia stanu wojennego mieliśmy wylatywać do Anglii na Puchar Europy.

Nie wiedzieliśmy, co mamy robić, telefony nieczynne więc wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy do Warszawy. Dojechaliśmy do obwodnicy Gdańska ulicą Spacerową. Jakie było nasze zdziwenie gdy na końcu ulicy ujrzeliśmy czołg i rozpalone ognisko. Zatrzymaliśmy się i wysłalismy Grubego (Andrzej Grubba), aby poszedł porozmawiać. Grubszy wrócił po 2 min z przerażoną miną i powiedział, że dali nam 5 minut, abyśmy zniknęli, bo po tym czasie nas wszystkich zamkną. Wróciliśmy przestraszeni do akademika, a tam następna niespodzianka .Odwiedził nas pan z administracji uczelni i tak jak do tej pory nie wiedzieliśmy jaka jest jego funkcja, tak teraz wszystko okazało się jasne, bo przyszedł w mundurze pułkownika i kazał się nam wynosić z akademika do końca dnia. W akademiku zakwaterowno wojsko, ale w związku z tym iż A.Grubba był popularny zostawiono go z żoną.

Później opowiadał jak musiał każdorazowo pilnować żony kiedy szła do kąpieli, bo łazienki były wspólne na piętrach.

Oczywiście ja nie udałem się do miejsca stałego zamieszkania tylko zamieszkałem u Kucharza (Leszek Kucharski) w pokoju razem z jego maleńką córką, którą nocami płaczącą nosiłem na rękach. Po paru dniach bez treningu udaliśmy się na AWF, aby zbadać sytuację, czy będziemy mogli trenować. Ja oczywiście w bagażniku Audi Kucharza, ponieważ przebywałem w Gdańsku nielegalnie...

Na miejscu okazało się, iż mieliśmy klucz od drzwi na halę od strony ul.Czyżewskiego i nikogo nie pytając weszliśmy na halę zasłaniając szczelnie kotary. I tak w tydzień od ogłoszenia stanu wojennego zaczęliśmy trenować. Z czasem wojsko nas namierzyło, ale nic nam nie zrobili, bo myśleli że mamy pozwolenie od dowódcy. Czasami mieliśmy na treningu więcej kibiców niż na meczach( oczywiście wojskowych.)

Pierwszy wyjazd na ligę w stanie wojennym pamiętam doskonale. Musiało to być gdzieś w marcu, bo było jeszcze zimno. Pojechaliśmy do Gliwic i zameldowaliśmy się w hotelu Myśliwskim. W chwilę potem zeszliśmy do restauracji, aby coś zjeść. Kelner patrzy na nas jak na idiotów i pyta ze zdziwieniem, co chcemy. Odpowedzieliśmy, że jesteśmy głodni i przyszliśmy coś zjeść. Padła odpowiedź ” panowie przecież jest stan wojenny, my mamy tylko herbatę z sacharyną i kaszę gryczaną z tłuszczem”. Po krótkiej naradzie postanowiono wysłać mnie z Gliwic do Katowic w celu zdobycia jedzenia.

Chodząc po Katowicach zaraz się zorientowałem, że wszystko jest zamknięte i nic nie można kupić. Zrezygnowany poszedłem na dworzec, a tam na peronie sprzedają kanapki z wędliną. Ustawiłem się w kolejkę, doszedłem do stolika i poprosiłem o 24 kanapki. Rozpętało się piekło. Tłum chciał mnie bić, bo wzięli mnie za spekulanta. Po wielu tłumaczeniach uwierzyli mi dopiero, kiedy zdjąłem kurtkę i pokazałem dres AZS. Pozwolili kupić mi 12 kanapek, które nas uratowały.

Jeżeli chodzi o zdobywanie żywności w stanie wojennym to nie pamiętam, który z nas wpadł na pomysł, że skoro mamy mniej zawodów to możemy grać mecze pokazowe za żywność.

Pojechaliśmy do Sztumu zagrać mecz pokazowy. Zapłatą był świniak przepołowiony na pól.

Jedną część włożyliśmy do samochodu Grubego, drugą do auta Kucharza. Pierwszy samochód, który jechał był samochodem Grubego, bo pomyśleliśmy, że jeżeli zatrzyma nas policja lub wojsko to poznają Grubego i nie będą szukać w samochodzie. Przypominam, że mięso było wtedy na kartki, a nielegalny handel mięsem był zabroniony. Udało nam się świnkę przywieźć do Gdańska, ale nikt oprócz mnie nie miał zielonego pojęcia, co się z tym robi. Przez 3 dni na dwóch kuchenkach i w jednym prodiżu przerabiałem tego świniaka na rolady, smalec, pasztety i inne rzeczy, których bym dzisiaj nawet nie umiał nazwać. Mieliśmy jedzenia na miesiąc, ale więcej tego procederu już nie powtarzaliśmy, kiedy dowiedzieliśmy się, że za całego świniaka mogliśmy dostać bodajże 2 lata.

Piszę to wszystko, aby młodzi zawodnicy zdali sobie sprawę w jakich czasach żyją , żeby zrozumieli że trenować można w każdych warunkach. Oraz żeby uświadomili sobie, że droga po której kroczyli ich idole była o wiele trudniejsz, niż ta po której kroczą oni teraz.

Ze sportowym pozdrowieniem:

Zbyszek Liszewski

 
Komentarze (3)
1 piątek, 23 marca 2007 18:27
Gość
Panie Zbyszku, tak to bywało w wojnie polsko - polskiej, choć bywało i śmieszniej, ja pamiętam w pierwszą niedzielę stanu wojennego, czyli 14 stycznia, odbywał się TOP 12 popularnego w Polsce Grand Prix organizowanego przez TKKF Praga i Mirka Kłysa. ten Top odbył się, a jakoś tak się złożyło, że wszyscy zakwalifikowani przybyli na ten turniej, w tym wielu zawodników z gdańska, Śląska, Lublina, nie pamiętam czy była Madzia tzn. Magda Kucharska, która była aktywna uczestniczką tego turnieju i nie tylko jako uczestnik, ale może przed wszystkim jak dystrybutor sprzętu do tenisa stołowego (ale ona nigdy nie opuszczała tego turnieju to chyba była). Co ciekawsze turniej odbywał się na sali konferencyjnej RAWARU zakładu o specjalnej trosce, jakich argumentów użył Mirek Kłys, by nas wpuszczono, ale były one skuteczne bo finały odbyły się.
Inna ciekawostka, to był mój wyjazd do NRD na mecz miedzy klubowy pomiędzy drużyną RKS MIRKOW a drużyną z 2 ligi NRD, z jakiegoś miasteczka niedaleko Lipska. Podobno i z NRD bardzo starali się o załatwienie zgody na ten mecz i załatwili w ich MSZ i w naszym, specjalna zgodę, było to na początku lutego 82 r. Wystąpiliśmy w składzie Ryszard Piątkowski, bracia Figat, Henryk Pawlik i chyba Kazio Wandel oraz moja skromna osoba. Czy stan wojenny wpłynął negatywnie na sport a w szczególności na tenis stołowy, musze odpowiedzieć, ze nie wiem, bo zrywałem z wyczynowym uprawianiem i wracałem do niego, coraz częściej jako organizator niż zawodnik, ale okres stanu wojennego pamiętam jako szczególny dla rozwoju turniejów amatorskich. Proszę mi powiedzie, gdzie dziś w Polsce można zorganizować taki turniej, na 32 stoły, ze zgłoszeniami pow. 400 zawodników i nie jest to PRO TOUR, tylko Grand PRIX, a takie były turnieje organizowane przez Mirka Kłysa w szczytowym momencie, Warszawska Hala Gwardii, 32 stoły, ponad 400 zawodników z całej polski, to był turniej i starczało jednego dnia by to rozegrać ( do 2 przegranych, ruski system).
kp
2 sobota, 24 marca 2007 12:31
Gość
Baaardzo proszę o jeszcze .
3 wtorek, 03 kwietnia 2007 18:28
Gość
Uśmiech :grin Mruga 8) :roll :upset :zzz :sigh :cry Smutny Szalony

Dodaj swój komentarz

BoldItalicUnderlineStrikethroughSubscriptSuperscriptEmailImageHyperlinkOrdered listUnordered listQuoteCodeHyperlink to the Article by its id
Bardzo szczęśliwyUśmiechMrugaSmutnyZaskoczonyZszokowanyZdezorientowanyFajnieŚmiać sięSzalonyObrażonyZakłopotanyPłacze, bardzo smutnyZły, wściekłyWirujące złoPrzewraca oczamiKrzyczyPytaniePomysłStrzałaNeutralnyPan ZielonyDziwakSuper dziwak
Imię:
Komentarz:
  Tekst do weryfikacji. tylko małe litery bez spacji.
Weryfikacja tekstu:

Partnerzy

AZS
Politechnika Rzeszów

MSTS"Stefanski"

 

 

Sklep

Ostatnie komentarze

Obozy, obozy
Dlaczego znowu tak krótko ? Smutny
piątek, 10 lutego 2012 14:57 Więcej …
przez znowu krótko

Obozy, obozy
JAk gdzie panie Zbyszku w Gdańsku na pztsie Uśmiech
piątek, 10 lutego 2012 11:20 Więcej …
przez rolo

Pisze Piotr Frąckowiak
Ze względu na dobro zmarłego będę kasował posty godzące w do…
piątek, 10 lutego 2012 10:36 Więcej …
przez ZZZ

Pisze Piotr Frąckowiak
Przyjaciele się teraz rozmnożyli, pewnie nawet na pogrzebie …
piątek, 10 lutego 2012 10:16 Więcej …
przez obiektywny