| Pisze Piotr Frąckowiak |
|
|
|
| Wpisany przez Zbyszek | |||
| czwartek, 09 lutego 2012 08:00 | |||
|
Dostaliśmy tekst wspomnieniowy od tego byłego zawodnika kadry narodowej Polski. Piotrek wspomina Zbyszka Liszewskiego.
Tak wczesna śmierć Zbyszka Liszewskigo bardzo mną wstrząsnęła. Ostatni kontakt mieliśmy w 2008 roku na obozie sportowym w Gdańsku i jeszcze nic nie wskazywało na poważną chorobę Lichy. Jest to kolejny wybitny sportowiec i człowiek który odchodzi dużo za wcześnie z tego świata. Zbyszek był jednym z moich ulubionych trenerów , których poznałem w tamtych latach (1980-1990). W sumie my razem zaczynaliśmy na AZS -ie nasze sportowe drogi - on jako młody student, a ja jako młody zawodnik. Później, rownież pod jego opieką miałem największe osiągnięia w mojej karierze sportowej: udział w Pucharze Europy,II miejsce MP w drużynie, czy awans do ścislej kadry Polski. Zbyszek dbał o nasza kondycję i giętkość oraz odpowiednią odnowę biologiczną przed i po zawodach. Wprowadził nowe metody treningowe, które przynosiły w tamtych czasach dobre rezultaty. Należał do grona trenerów i ludzi, którzy dla gdańskiego i polskiego sportu dużo wnieśli. To właśnie pod jego oraz Adama Giersza opieką tenis stołowy był jednym z najpopularniejszych dyscyplin sportowych w Polsce. Mieliśmy drużynę w Gdańsku, która była najsilniejsza w Europie. Andrzej Grubba, Leszek Kucharski, Andrzej Jakubowicz,Tadek Klimkowski i Jarosław Łowicki to zawodnicy, którzy na pewno bez udziału Zbyszka nie osiągnęli tego, co osiągnęli. To Zbyszek dbał o klimat (Teamgeist), był jak brat, a może jak i ojciec dla każdego z nich. Był lubiany nie tylko na Pomorzu. Miał dużo przyjaciół poza wybrzeżem i poza granicami naszego kraju. Po latach pełnych sukcesów w polskim tenisie stołowym przyszedł czas, aby się troszkę dorobić na obczyźnie. Wyjechał do Szwecji, gdzie bardzo ciężko pracował. Potem nasze drogi sie rozeszły. Ja wyjechałem do klubu w Niemczech, a on został i szukał ponownie swojego miejsca w sporcie. Wiem, że ciężko mu było nawiązać ponownie kontakty z PZTS i AZS Gdansk, aby znaleźć odpowiednia funkcje, czy stanowisko, które, by spelniały jego aspiracje sportowe . Działacze, koledzy i przyjaciele, którzy siedzieli na dobrych stanowiskach nie byli w stanie znaleźć mu odpowiedniej funkcji w tym sporcie. A możliwości i potencjał miał duży, by mógł dalej pracować dla tenisa stołowego. Przed 5 laty przyjechałem do Gdańska na przygotowania przed sezonem. Miałem kontuzję łokcia, która się ciągnęła już dwa lata. Opowiedziałem mu o tym problemie i od razu zorganizował mi termin do specjalisty, którego znał. Parę telefonów i aby załatwić szybki termin spędził chyba dwa, czy trzy dni ze mną. To był Licha, który Ciebie nigdy sam nie zostawił z twoim problemem. Ten kto go znal wiedział, że to facet z jajami (sorry). Jego charyzma i pełne poczucie humoru oraz nieskomplikowane podejście do życie zostaną specyficznymi zaletami Zbyszka. Szkoda, że już nie ma takich ludzi wśród nas jak śp. M. Kucharska, śp. Kubaczka, śp. A.Grubba, no i teraz Zbyszek Liszewski. Jednak ich metody, zacięcie i ich serce do tego sportu nigdy nie zapomni zawodnik, czy człowiek, który z nimi miał do czynienia. Dla rodziny Zbyszka i jego bliskich moje głębokie współczucie i żeby okres żaloby przechodził z jak z najmniejszym bólem, bo ból jest już wystarczająco ogromny, że jego nie ma wśród nas. Ciężko mi jest napisać, czy powiedzieć jaka pustka i ból jest we mnie po utracie Zbyszka. Przyjaciel, zawodnik. Piotr Frąckowiak
|










Najgorsze jednak jest to, że to wszystko jest tolerowane, wszyscy o tym wiedzą a przykład idzie z najwyższej półki rządzącej. Pozdro
Zbigniew Stefański