Skip to content

Home Historia TS Wspomnienie o Andrzeju Grubbie
Wspomnienie o Andrzeju Grubbie PDF Drukuj Email
Wpisany przez Tadeusz Majewski   
środa, 17 września 2008 14:18

Urodził się 14 maja 1958 roku w Brzeźnie Wielkim jako drugi z synów Ludomiry i Alojzego Grubbów. Gdy miał 4 lata, rodzina państwa Grubbów przeprowadziła się z Brzeźna Wielkiego do Zelgoszczy. Pan Alojzy został wieloletnim dyrektorem tej szkoły, a pani Ludomira była nauczycielką nauczania początkowego, wuefu oraz prowadziła kółko taneczne. Andrzej wraz z rodzicami, bratem i siostrą mieszkał w szkole.


Image

fot. Andrzej Nowak


Jego pokój znajdował się tam, gdzie dziś jest gabinet dyrektora. Jego ulubionym miejscem zabaw było boisko, wtedy znacznie mniejsze. Obserwował zajęcia starszych kolegów. Mały drobny i bardzo żywy zawsze był blisko sportu. Grał w piłkę ręczną, nożną i uprawiał lekkoatletykę. Najwięcej czasu poświęcał jednak piłce ręcznej. Rzucał piłkę lewą ręką. W „Głosie Wybrzeża” z tamtych lat znalazłam zapis: "W turnieju wojewódzkim dla wiejskich szkół podstawowych największą sympatię widzów zaskarbił sobie filigranowy Andrzej Grubba z Zelgoszczy, który został uznany najlepszym technikiem turnieju". Został wtedy królem strzelców. Kapitanem tego zespołu był jego starszy o trzy lata brat Jurek, grali też Wojtek Grudziński, Mirek Doering, Zenek Klin. Komentując tę dawna notatkę Andrzej po latach przyznał, że miał niezły rzut z lewej ręki i dobrą wyobraźnię przestrzenną.

Jego pierwszą nauczycielką była mama, zawsze przebywająca bardzo blisko. Była w domu, była też jego "Panią" w szkole. Andrzej był pilnym i ambitnym uczniem, chętnie chodził do szkoły. Lubił nie tylko wuef, nauczył się szybko czytać i pisać. Z nauką nigdy nie miał kłopotów, choć molem książkowym nie był. Jego mama wspomina, że połykał książki o Dzikim Zachodzie.

Dorastając w rodzinnym klimacie sportowym coraz chętniej uciekał na boisko. Kiedy w jednej z klas szkolnych dzięki staraniom jego ojca stanął w poprzek klasy stół do pingponga, Andrzej najpierw przyglądał się wprawkom starszych, a wkrótce stając na palcach łapał rakietkę. Tak się zaczęła jego przygoda. Po południu, po lekcjach, czasem do późnych godzin wieczornych w tej klasie zbierali się chętni, aby pograć w pingponga. Pamiętam, że stół ten pojawił się też w tak zwanym Domu Ludowym. Zelgoskie dzieci i młodzież spędzała tam chętnie wolny czas. Tu, u boku ojca, w towarzystwie starszego brata Jurka, Andrzej bardzo wcześnie zaczął poznawać zasady gry w pingponga. Pamiętam, jak domagał się gry ze starszymi kolegami i koleżankami. Sięgając brodą do stołu, zręcznie grał z nimi, a nie lubił przegrywać.

 

Ten czas po latach Andrzej tak wspominał: "Mój brat grał mi ciągle tuż za siateczkę. Nie byłem w stanie sięgnąć, więc podpierałem się na silniejszej ręce, a rakietkę przerzucałem do prawej. Miałem ciężki, wietnamski sprzęt, więc musiałem sobie wypracować takie uderzenie, przy którym angażowałem całe ciało. Zostało mi ono na lata i było kluczem do wielu poważnych pojedynków. Ten bekhend narodził się w Zelgoszczy, a służył dobrze do końca zawodowe kariery".

Dziecięca zabawa w pingponga przerodziła się powoli w sportową rywalizację. Zelgoski pingpong, którego ojcem był ówczesny kierownik szkoły, tata Andrzeja, zaczął być widoczny w powiecie. Dowodem na to było zarejestrowanie drużyny tenisistów stołowych LZS Zelgoszcz do klasy B (a grało trzech Grubbów: Alojzy, Jerzy, Andrzej i Lidia Bielecka).

Pierwszym poważnym sukcesem, o którym Andrzej często wspominał, było pokonanie przez Andrzeja słynnego w powiecie Mariana Mroczka. Po tym zwycięstwie kierownik klubu „Agro-Kociewie” Gerard Podolski zaproponował mu grę w Starogardzie. Tu rozpoczęła się kariera sportowa Andrzeja Grubby. Dojeżdżając o godzinie 5 rano autobusem PKS do Starogardu marzył o tym, aby być lepszym niż najlepsi w powiecie. Marzył też, aby móc dłużej pospać.

I tak chłopiec z małej Zelgoszczy rozpoczął wspinaczkę na szczyt sportowej kariery. Równolegle z tenisem grał w piłkę ręczną, nożną i uprawiał lekkoatletykę. W tamtych czasach szkolnych skakał powyżej 5 metrów w dal. Najlepszy był jednak w rzucie oszczepem. Jego wynik 42,25 metra, uzyskany na stadionie AWF-u w Oliwie, dał mu tytuł mistrza Wybrzeża młodzików. Nie mniejszy talent wykazywał w piłce nożnej.

Po ukończeniu szkoły podstawowej w roku 1973 rozpoczął naukę w gdańskiej "Topolówce". Czas ten wspominał tak: "Topolówka" cieszyła się reputacją szkoły o wysokim poziomie nauczania. Byłem dumny, że mogłem uczyć się w liceum dopieszczanym takim komplementem. Moja klasa o profilu biologiczno-chemicznym okazała się być potwierdzeniem tej tezy: zdecydowana większość moich współczesnych współklasistów ukończyła studia, najczęściej zresztą medyczne. Dzisiaj, już jako mieszkaniec Sopotu, przejeżdżam czasami ulicę Topolową we Wrzeszczu aż do samej góry, by powspominać lata szkolne w klasie pani prof. J. Makarewicz. A były to dla mnie lata trudne i... fajnie spędzone w dobrej szkole!".

W latach (1973-76) reprezentował AZS Uniwersytet Gdański, a w latach 1976-85 barwy klubu AZS-AWF Gdańsk. W 1977 roku odnosi największy sukces juniorski - na centralnych igrzyskach w Łodzi wywalcza trzy złote medale. Niestety, jako "źle urodzony" nie pojechał na mistrzostwa świata juniorów. Dwa lata później już jako senior w międzynarodowych mistrzostwach w Czechosłowacji pokonał Węgra, Niemca i czarnoskórego Anglika. Znalazł się w pierwszej dwudziestce Europy. W 1979 roku Polska po raz pierwszy awansowała do europejskiej elity, superligi. To właśnie dzięki meczom superligi, transmitowanym przez telewizję, tenis stołowy zyskał nobilitację w oczach opinii publicznej, a nazwisko Grubby z Zelgoszczy trafiło do wszystkich domów w Polsce.

Po ukończeniu gdańskiej "topolówki" został studentem Akademii Wychowania Fizycznego w Gdańsku - Oliwie, na kierunku nauczycielskim (zakładając, że będzie kolejnym, bo czwartym nauczycielem w rodzinie). Na pierwszym roku był najlepszym studentem i sportowcem. Średnia 4,9. Nauką, jak powiedział, zajmował się serio, a trening był dla niego zawsze ważny. Potem, z uwagi na liczne wyjazdy, zdecydował o przejściu na indywidualny tok studiów. Studia ukończył obroną pracy magisterskiej w roku 1987. Bez problemu uzyskał dyplom niemieckiej szkoły trenerów. Niemiecka Komisja uznała, że na temat tenisa stołowego wie więcej od niej.

Nie do gry z historią

Andrzej Grubba ożenił się z koleżanką, piłkarką ręczną Lucyną Galus, która jest 75-ciokrotną reprezentantką Polski w piłce ręcznej. Miał dla kogo żyć, ma dwóch synów Tomasza i Macieja. W połowie lat 80. wyjechał do Niemiec. Był trenerem jednej z najlepszych drużyn. Miał w tym czasie dwa domy - jeden w Sopocie, drugi niedaleko Grenzau. Był Kociewiakiem, czuł się silnie związany ze swoją ojczyzną. Była też i duża ojczyzna - Polska. Tę miał w sercu zawsze. Też wtedy, gdy mieszkał w Niemczech.

Niemcy bardzo chcieli, by grał dla nich. Chcieli wyposażyć go w lepsze obywatelstwo, zmienić mu imię na Andreas. Stanowczo odpowiadał: „Jestem Polakiem ze Starogardu Gdańskiego zakontraktowanym w niemieckim klubie do gry w Bundeslidze, a nie do gry z historią". Po dwuletnim pobycie w Niemczech wrócił do Gdańska. W 1998 roku zakończył występy przy stole pingpongowym.

Szanowni słuchacze. Oto w wielkim skrócie sportowe sukcesy Andrzeja Grubby.

W 1988 r. zadebiutował na Igrzyskach Olimpijskich w Seulu. Tutaj warto nadmienić, że jako jeden z nielicznych sportowców w Polsce startował trzykrotnie na igrzyskach olimpijskich, właśnie w Seulu, w Barcelonie i w Atlancie. Na arenie międzynarodowej święcił triumfy jako zdobywca 15 medali podczas mistrzostw świata i Europy. Jest zwycięzcą turnieju TOP 12 w roku 1985 oraz zdobywcą Pucharu Świata w roku 1988. Andrzej Grubba to najbardziej utytułowany polski tenisista stołowy. W swej błyskotliwej karierze 34 razy zdobył tytuł mistrza Polski (w tym 12 razy w grze singlowej). Jego osiągnięcia zostały uhonorowane tytułem Sportowca Roku 1984.

Wymieniając jego wielkie sportowe sukcesy i odznaczenia warto podkreślić to, że był wielokrotnie nagradzany przez władze krajowe i światowe nagrodami „Fair Play” za dżentelmeńską postawę. Głośnym echem odbił się jego postępek na olimpiadzie w Barcelonie. W grze podwójnej z Leszkiem Kucharskim sędzia ogłosił już zwycięstwo Polaków. W tym momencie Andrzej przyznał się do niedozwolonego zagrania w tenisie palcem i... 12 punktów zdobyli rywale. Za ten szlachetny niewątpliwie czyn Andrzej dostał nagrodę Fair Play przyznawaną przez Polski Komitet Olimpijski.

Ten „chłopiec z Zelgoszczy” wyprowadził polski tenis stołowy ze świetlicy na salony. Nazywano go czarodziejem przy stole, Napoleonem sportu. Posiadał nieskazitelną technikę gry, miał wspaniały zmysł techniczny. Był niesamowicie ambitny i pracowity.

W naszych wspomnieniach zostanie przede wszystkim bezgranicznie dobrym i skromnym kolegą, zawsze uśmiechniętym i pomocnym. Wrażliwym i odpowiedzialnym człowiekiem.

Nawet wtedy, kiedy był już wielkim sportowcem, był sobą, odwiedzał kolegów i ich znał.

Po krótkiej i ciężkiej chorobie, po wygraniu wielu ostatnich piłek, po zdobyciu 15 medali mistrzostw świata Europy, po sprawdzonej sympatii i przyjaźni do nas wszystkich Andrzej Grubba pomimo wielkiego wysiłku przegrał ostatni pojedynek z ciężką chorobą.

Odszedł 21 lipca 2005 roku.

Jestem pewna, że jest tu gdzieś blisko, tu na boisku, widzi nas i uśmiecha się do nas

i chce nam przypomnieć, że:

 

„Chyba tak to się zaczyna.

 

Od chłopięcych marzeń.

 

Od płaczu po pierwszej porażce.

 

Od wygranej w klasie.

 

Od wygranej w szkole.

 

Od mistrzostwa Polski.

 

Żeby wejść na jakiekolwiek szczyt

 

trzeba chcieć i umieć marzyć”.


Tekst jest przedrukiem laudacji na okoliczność nadania szkole w Zelgoszczy imienia Andrzeja Grubby wygłoszonym przez Marię Pacek, opracowanym przez Tadeusza Majewskiego i zamieszczonym na stronie internetowej gminy Lubichowo.




 
Komentarze (13)
1 środa, 17 września 2008 18:49
M
Wow..wzruszyło mnie wspomnienie o nim..
2 środa, 17 września 2008 22:45
coach
Wyobrażmy sobie np.że Andrzej Grubba urodziłby się w szwecji a nie w Polsce...
3 środa, 17 września 2008 23:51
Waldimeola
Andrzej Grubba był moim idolem...
4 czwartek, 18 września 2008 09:40
Deniz
Andrzej Grubba byl i bedzie zawsze w moim sercu .
5 czwartek, 18 września 2008 16:09
kamciu
wspaniały artykuł.. niezapomniany tenisista.
6 poniedziałek, 16 marca 2009 17:14
Browarinnio83
Wspaniał artykuł...o człowieku który rozpromował ten piękny sport w Polsce
7 środa, 24 czerwca 2009 20:27
Kamila
Pochodzę z Zelgoszczy i jak czytam o nim to miło mieć świadomość że on też tu był. Warto pracować...bo w końcu marzenia się spełniają.
8 niedziela, 14 marca 2010 11:27
Jerry
Rzeczywiście - znakomity tekst o znakomitym człowieku. Ale wiecie co? Czytając go nasunęło mi się jedno pytanie: DLACZEGO DO TEJ PORY W POLSCE NIE MA ŻADNEGO POMNIKA ANDRZEJA GRUBBY? Ten sportowiec chyba na niego zasłużył? A i dyscyplinie, którą z takim powodzeniem uprawiał, taki pomnik by się przydał jako element popularyzacji? WOBEC TEGO RZUCAM PROPOZYCJĘ: ZŁÓŻMY SIĘ NA POMNIK DLA ŚP. ANDRZEJA! Niech ktoś, najlepiej PZTS lub klub AZS AWF Gdańsk albo gdański OZTS) otworzy konto na dobrowolne wpłaty wszystkich, którzy chcieliby poprzeć tą inicjatywę i za zebraną kwotę ufunduje taki pomnik. Myślę też, ze można pogadać z firmą Butterfly, która była sponsorem Andrzeja, żeby wsparła tą inicjatywę w zamian za umieszczenie logo lub innego stałego emblematu na pomniku, albo chociaż informacji że Go sponsorowała? A pomnik, moim zdaniem, powinien wyglądać tak: powinny to być dwa stoły pingpongowe (prawdziwe, takie do gry na wolnym powietrzu), osłonięte ze wszystkich czterech stron szklanymi ścianami dla ochrony przed wiatrem (oczywiście z wytrzymałego szkła organicznego, odpornego na uderzenia) oraz półprzezroczystym dachem, a nad wejściem do tej mini-sali pingpongowej znajdowałaby się postać Andrzeja w skali 1:1 z rakietką w jednym ręku, drugą ręką opierająca się o stół. Andrzej spoglądałby na przychodzących "sobie poodbijać" dzieciaków. Co Pan na to, Panie Zbyszku? Podchwyci Pan pomysł? Oczywiście pomnik musiałby stanąć w jakimś uczęszczanym miejscu w dużym mieście (np. gdzieś w Trójmieście), bo w Zelgoszczy - z całym szacunkiem dla historii - szybko by o nim zapomniano
9 niedziela, 14 marca 2010 19:08
piotr baj
pomysł dobry i jak najszybciej powinien zostac zrealizowany.Pomnik powinien stanąć w Sopocie najlepiej w pobliżu miejsca spoczynku mistrza-legendy,napewno każdy szanujący się tenisista stołowy dołoży swoją cegiełkę i o to nie musimy się obawiać.
10 niedziela, 14 marca 2010 21:41
ZZZ
Mały pomnik istnieje przy Centrum Szkolenia PZTS w Gdańsku. Wiele razy pisałem o powstaniu muzeum, czy np.pokoju pamięci A.Grubby. Mam też wrażenie, że niektórym zależy, żeby o Andrzeju szybko zapomniano. Nie pasuje do koncepcji.Z.S
11 poniedziałek, 15 marca 2010 20:59
Jerry
Po pierwsze: dziekuję Panie Zbyszku, że mi Pan odpowiedział bo ostatnio trochę się naprodukowałem pod różnymi tekstami, ale nie zauważyłem odzewu, więc myślałem że albo ja coś nie tak, albo... Natomiast jak chodzi o powyższą sprawę, to oczywiście każdy sposób uczczenia pamięci tak wybitnego sportowca jest godny poparcia, ale niec Pan zauważy, że moja propozycja idzie w trochę inną stronę, a mianowicie nie "zwykłego muzeum czy izby pamięci", do których się wchodzi (najczęściej raz lub kilka razy w życiu), wychodzi i... zapomina, tylko w stronę ŻYJĄCEGO OBIEKTU, SŁUŻĄCEGO NA CODZIEŃ PO-PU-LA-RY-ZA-CJI TE-NI-SA STO-ŁO-WE-GO! Chodzi o stwrzenie obiektu, który będzie przyciągał młodych ludzi i zachęcał do wzięcia rakietki do ręki bez proszenia jakiegoś "woźnego" czy wpuści na salę. Taka forma "pomnika" NIE MOGŁABY PRZEJŚĆ NIEZAUWAŻONA PRZEZ MEDIA, A O TO MUSI CHODZIĆ WSZYSTKIM KTÓRY NA SERCU LEŻY PRZYSZŁOŚĆ TS: O PRO-MO-CJĘ! Jeżeli TS stanie się popularniejszy, zwłaszcza w mediach, to w ślad za populanością przyjdą i pieniądze. Może niekoniecznie takie jak w Bawarii, ale zawsze coś! I to jet kierunek aktywności nakierowanyna realną zmianę na lepsze,a nie wysuwanie żądań, żeby minister dał kasę. Powtarzam : KAS DAROWANA NAJSZYBCIEJ DEMORALIZUJE I PRZYNOSI EFEKTY ODWROTNE OD SZCZYTNYCH ZAMIERZEŃ! Nauczmy się wydawać pieniądze uczciwie przez nas zarobione a nie tylko darowane przez rozmaite władze publiczne! Mam nadzieję, że nie napisałem nic głupiego ani - broń Boże - obraźliwego?! To jak? Spróbuje Pan podchwycić temat? Pozdrawiam
12 poniedziałek, 15 marca 2010 21:05
Jerry
Postscriptum: mam nadzieję, że taki pomnik stałby się wzorem dla innych miejscowości. Wyobraża Pan sobie co by było, gdyby w każdym gminnym miasteczku stanął taki obiekt i to w centralnym miejscu? Na rynku albo uczęszczanym deptaku? Bo "zwykłe muzeum" może powstać w zasadzie tylko jedno, a stołów na wolnym powietrzu można postawić w Polsce tysiące! I niechby były wyrzutem sumienia dla "pożal się Panie Boże działaczy", którzy na "działalności sportowej" przede wszystkim robią interesy zamiast rozwijać dyscyplinę, którą zarządzają. Nie mam nic przeciwko interesom, ale NAJPIERW DOBRO DYSCYLINY I TYCH KTÓRZY JĄ UPRAWIAJĄ A ZWŁASZCZA SZKOLENIE MŁODZIEŻY. Reszta ma być dodatkiem a nie istotą rzeczy.
13 poniedziałek, 15 marca 2010 21:45
ZZZ
Pisze pan mądre teksty, niektóre chciałbym może nawet kiedyś wykorzystać. Ma pan zdowe, trzeźwe podejście do otaczającej nas pinpongowej rzeczywistości, brawo.Może kiedyś o tym podyskutujemy? Nie widzę w Polsce grupy ludzi, którzy chcieliby to poprzeć, choć zawsze trzeba próbować. Pomysł piękny, szczytny, popieram.Ale powtarzam, Andrzej Grubba moim zdaniem dla niektórych jest tematem niechcianym, by nie powiedzieć niewygodnym-niestety.
Z.Stefański

Dodaj swój komentarz

BoldItalicUnderlineStrikethroughSubscriptSuperscriptEmailImageHyperlinkOrdered listUnordered listQuoteCodeHyperlink to the Article by its id
Bardzo szczęśliwyUśmiechMrugaSmutnyZaskoczonyZszokowanyZdezorientowanyFajnieŚmiać sięSzalonyObrażonyZakłopotanyPłacze, bardzo smutnyZły, wściekłyWirujące złoPrzewraca oczamiKrzyczyPytaniePomysłStrzałaNeutralnyPan ZielonyDziwakSuper dziwak
Imię:
Komentarz:
  Tekst do weryfikacji. tylko małe litery bez spacji.
Weryfikacja tekstu:

Partnerzy

AZS
Politechnika Rzeszów

MSTS"Stefanski"

 

 

Sklep

Ostatnie komentarze

Pisze Piotr Frąckowiak
Nie nadawał się na działacza bo miał po prostu "kręgosłup" ,…
czwartek, 09 lutego 2012 21:50 Więcej …
przez jaro

Jurek: wróć na salę!
olaboga...pole bitwy...mała wojna
środa, 08 lutego 2012 14:52 Więcej …
przez hokus pokus

Liu Guoliang i jego córeczka
Im wcześniej tym lepiej, oczywiście jeśli chodzi o wyczyn. P…
środa, 08 lutego 2012 11:07 Więcej …
przez ZZZ

Liu Guoliang i jego córeczka
Na pewno jest trenerem Niemiec?
środa, 08 lutego 2012 10:14 Więcej …
przez Wojt