| Andrzej Grubba i piłka nożna |
|
|
|
| Wpisany przez Zbyszek | |||
| piątek, 09 lipca 2010 21:08 | |||
|
Niedługo minie 5 lat od przedwczesnej śmierci wielkiego mistrza celuloidowej piłeczki. W cyklu krótkich artykułów postaram się przybliżyć sylwetkę naszego mistrza.
Miałem okazję kilka lat na jednej sali i na łączonych zajęciach widzieć, obserwować i być uczestnikiem wspólnych treningów z Andrzejem Grubbą. Słynna sala nr. 2 gdańskiej AWF (później tak bezpardonowo zabrana sekcji przez zakład gimnastyki przy biernej postawie władz uczelni, klubu i kierownictwa sekcji) była wtedy kuźnią wielu polskich talentów. Takie nazwiska jak Michał Dziubański, Ania Januszyk, Piotr Frąckowiak i wielu, wielu innych to medaliści MP i ME. Wracajmy jednak do tematu. Andrzej Grubba był tytanem sportu. Jedna z jego pasji była gra w piłkę nożną. Można chyba zaryzykować stwierdzenie, że obok tenisa stołowego była to druga najchętniej uprawiana przez niego dyscyplina sportu. Zresztą tą pasja byli zarażeni inni wielcy zawodnicy gdańskiego AZS AWF tamtych lat: Leszek Kucharski, Andrzej Jakubowicz, Tadeusz Klimkowski, Jarek Łowicki i inni. Przy każdej możliwej okazji nasz mistrz grał w piłkę nożna traktując ją jako świetny sport uzupełniający niezbędny dla niego w przygotowaniu kondycyjnym do sezonu jak i podtrzymujący motorykę już w jego trakcie. Niejednokrotnie w trakcie krótkich przerw w treningach, zawodach i wyjazdach wpadał przedpołudniem na gdańską AWF i mniej lub bardziej zorganizowanie montował ekipę na mecz piłki nożnej. Różnie to bywało. Gra w drużynie z Andrzejem Grubbą nie była łatwa. Dawał z siebie wszystko i tego samego wymagał od innych. I rugał niemiłosiernie współpartnerów jak coś nie pasowało, bo nienawidził przegrywać. Na boisku był niezastąpiony, biegał za 3, a że do tego miał dobrą technikę śmiem twierdzić, że mógłby zostać świetnym piłkarzem. Kiedy osób nie było za dużo grało się na tzw. małe brameczki. Braliśmy płotki lekkoatletyczne i do roboty. Po takich meczach np 2 na 2 nie droga do szatni i prysznica bywałą męką. Trzeba było dawać z siebie wszystko. Bo z Andrzejem Grubbą już tak było na boisku, czy przy pinpongowym stole. Jako trener i jako zawodnik zawsze wszystko robił na 110%. Niby oczywiste, niby proste, a tak trudne do wykonania dla prawie wszystkich. To cecha mistrza? Tak to cecha mistrza, do bólu, do zapomnienia, do zwycięstwa... Zbyszek Stefański
|










Trzymaj tak dalej
uprzedzam jezeli bedziesz kierowal do mnie slowa przedstaw sie z imienia i nazwiska