| Świat zamarł – refleksje |
|
|
|
| Wpisany przez Zbyszek | |||
| poniedziałek, 12 kwietnia 2010 08:07 | |||
|
Głęboko mnie poruszyła smoleńska tragedia. Nie potrafię ot tak z dnia na dzień przejść do porządku dziennego i udawać, że nic się nie stało. Czas żałoby narodowej to czas refleksji i zadumy nad tym, co się stało. To też czas zweryfikowania swoich poczynań i poglądów ku lepszemu.
Kardynał Dziwisz z olbrzymim spokojem i pokojem ducha stwierdził w parę godzin po katastrofie, że to cierpienie obróci się w dobro. Zacznę więc od siebie. Czytając, bądź wspominając moje przemyślenia, artykuły z przeszło już 3.5 – rocznej historii istnienia portalu stwierdzam, że nie ze wszystkiego jestem dumny. Niektóre treści i sformułowania można było inaczej, mądrzej formułować, no właśnie – ku dobremu. Nie usprawiedliwia mnie też fakt, że pisałem najczęściej to pod wpływem informacji o cyniźmie, braku ducha i serca w postępowaniach bohaterów moich relacji. Pisać o prawdzie też przecież można inaczej w duchu pojednania i woli współpracy zapominając o własnych urazach, kompleksach i emocjach z nimi związanych. Przyczyniałem się w ten sposób na pewno do powstawania negatywnych emocji i jeszcze większego skłócenia i tak zwaśnionego środowiska tenisa stołowego. Przyznaję też, że nie zdawałem sobie sprawy z niejednokrotnego namacalnego wpływu treści moich artykułów na życie tenisa stołowego w naszym kraju. Na początku miał to być portal, który realizował moje - wtedy też nasze z Rafałem Kurowskim – marzenia o możliwości bezskrępowanego pisania o tenisie stołowym w internecie. Dzisiaj wiem, że pisząc coś musze się głęboko zastanowić, co i jak chcę przekazać. Jeśli więc są osoby, które do tej pory czują się urażone treściami moich dotychczasowych artykułów mówię głośno: przepraszam. Wiedźcie też o tym, że pod tymi za często szorstkimi słowami kryje się moja sympatia do ludzi tworzących i kreujących tenis stołowy w naszym kraju. Łączy nas przecież miłość do ukochanej dyscypliny sportu. Na swój sposób chciałem wam zwrócić uwagę na problemy, które z mojego punktu widzenia były i są ważne. Mam też przy tej okazji prośbę. Zamiast się obrażać na wybrane sformułowania proponuję parokrotne przeczytanie tekstu przed wyciągnięciem wniosków. Nie można chyba patrzeć na dany materiał tylko i wyłącznie pod kątem własnego życia, doświadczeń i poglądów? Jeśli natomiast ktoś się nie będzie zgadzał z treścią artykułu zawsze może to w cywilizowany sposób wyrazić w formie komentarza lub za pomocą bezpośredniego maila lub telefonu do mnie. Mówiąc słowo przepraszam wiem, że będę dalej zabierał głos w ważnych sprawach tyczących naszej dyscypliny. Będe jednak starał się być bardziej wyważony i brał pod uwagę argumenty drugiej strony. Oglądając zdjęcia z wyrazami solidarności moich rodaków w obliczu narodowej tragedii proszę o jedno: zastanówmy się co JA mogę zrobić dla polskiego tenisa stołowego? Zacznijmy może od jednego: zanim wpiszę anonimowy złośliwy komentarz pod adresem innej osoby zastanowię się: jak bym się czuł, gdyby dotyczył on mnie? Tak łatwo przecież jest ranić innych zamiast podać rękę albo uczynić coś w duchu współpracy. Dzisiaj jeszcze nie będzie żadnych newsów na naszym portalu. Ale moje małe córeczki już powoli mają dość melancholijnej muzyki w domu i smutnych obrazów z relacji telewizyjnych. Życie i przyszłość ma swoje prawa – to dobrze. Przeszłość, nawet tak tragiczna niech nas jednak czegoś nauczy: trwale i do końca - to jeszcze lepiej. Bądźmy zawsze bliżej siebie w obliczu nietrwałego i ulotnego życia ludzkiego. Więcej sobie pomagajmy, rozmawiajmy ze sobą, więcej słuchajmy, niż mówmy, dawajmy z siebie więcej innym... Niech egoizm zostanie pokonany przez naturalne ludzkie dobro i ciepło. Tyle słów się ciśnie na usta, ale może dopowiedzmy sobie resztę sami. Było pompatycznie, może nawet kiczowato dla niektórych? A niech będzie... Zbyszek Stefański
|











pozdrawiam
Nie sposób postąpić kroku na przód, zerwać z przeszłością nie poddawszy jej krytyce. Surowe słowa o sytuacji t.s. mają działać ożywczo, właśnie dlatego, że zrywają z nieuzasadnionym optymizmem i lakiernictwem. Zamiast wstrząsowych, pozytywnych prądów krytyki, będziemy terroryzować teraz krytykę kadzidłem, a zainteresowanych zachowaniem przyjętych norm będziemy poklepywać z wyrozumiałością. Wiem, że niektórzy bedą się boczyć, ale tylko szturm na bastiony niereformowalnej rzeczywistości t.s. może coś zmienić. I oby zapał do tego nie zamarł, bo będziemy biedni jeszcze długie lata.
W całości zgadzam się z Twoimi przemyśleniami.
I wzorem Ciebie też mówię: PRZEPRASZAM.
A za co, to wyjaśniliśmy sobie w szczerej rozmowie telefonicznej.
W takich strasznych chwilach widać dosadnie, o jakie nieistotne rzeczy kłócimy się czasem, walcząc bez opamiętania.
Niech z tej narodowej tragedii wyniknie dobro również wokół nas, tzn. wokół naszej kochanej dyscypliny!
Smutnie - aczkolwiek serdecznie - pozdrawiam Ciebie, Rafała i wszystkich, którzy przejęci chwilą, zrozumieli co należy robić, aby zło dobrem zwyciężać!
Marek Przybyłowicz
nareszcie ktos w srodowisku mial odwage uderzyc sie w piers, nie dosc tego stworzyc prawdziwie konstruktywny komunikat. doceniam takze uswiadomienie sobie przez Pana wagi zapisywanych slow - Panskie "dziennikarstwo" (bo nie jest Pan dziennikarzem z zawodu) to bardzo odpowiedzialna dzialalnosc. Szkoda, ze inni "dziennikarze" ze srodowiska o tym nie wiedza.
Szacunek Wielki Panie Redaktorze (bez cudzyslowu - za ten tekst)!
Tragedia narodowa, to nie tylko czas refleksji i zadumy nad doczesnością, ale także zadawanie pytanie czy to co czyniłem do tej pory było słuszne i uczciwe, czy było nakierowaniem działaniem pro publico bono, czy też śmierdziało od niego prywatą, zawiścią, lub nieuczciwa konkurencją. Bijemy się we własną pierś, czy jednak strona krytykowana nie jest bez winy, czyż często to nie ona wywołuje swoim zachowaniem, takie postępowanie za które my się później wstydzimy. Marka Przybyłowicza nazwano donosicielem, gdy pisząc do wielu państwowych instytucji i urzędów wskazywał na nieprawidłowości, gdy ja pisze do PZTS, to mówi się, że toczę wojnę z tymże PZTS, gdy tymczasem zadaje tylko proste pytania, i czekam od paru lat na odpowiedź na te pytania. Czy mam tulić uszy po sobie, czy dopominać się o odpowiedź.
Tragedia narodowa, nie może zasłonić i stłumić wole działania w poszukiwaniu prawdy, bo życie w niedomówieniach, kłamstwach, w zaniechaniu jest bardzo bolesne.
odwieczny problem narodu - kazdy ma racje... nie o racjach pisze, pisze o zrozumieniu tekstu p. Stefanskiego przez krzysztofa p., do ktorego przeslanie tekstu niestety (!!!) nie dotarlo.
jasniej sie nie da.
I Twoja wypowiedź - A,K dowodzi też,że nawet próba zwykłego,pochlebnego,lekko refleksyjnego przedstawienia swojego zdania od razu się spotyka z atakiem i nazywaniem nieuważnym "czytelnikiem". Teraz Tobie proponuję się nad sobą zastanowić.
Generalnie,to nie spodziewałem się,że ktokolwiek się odniesie do mojego komentarza. Na stronie bywam niestety rzadko,a tu proszę taka niespodzianka.
ps. p. Zbyszek nie pisze tylko o jakosci jezyka. jakosc jezyka wynika z jakosci mysli. i to nie jest moja interpretacja.