Skip to content

Home Felietony Tenisowe emigracje
Tenisowe emigracje PDF Drukuj Email
Wpisany przez Zbyszek   
środa, 24 lutego 2010 05:26

Otrzymaliśmy maila od naszego czytelnika. Publikujemy go poniżej. Temat wydaje się ciekawy, choć kontrowersyjny.

Ranki ng ITTF to dla pewnych osób ( „zielonych” ) biała kartka papieru, na której napisane są czarnym tuszem nazwiskia zawodników i zawodniczek, a przy nich „rodzime” nacje.

Każdy zwykły śmiertelnik zdołałby zauważyć, że na tej liście znajduje się bardzo wiele nazwisk pochodzących z Dalekiego Wschodu.

Bardzo łatwo jest zauważyć napływ zawodników i zawodniczek „skośnookich” do narodów europejskich.

Wystarczy spojrzeć na ranking polskiej Ekstraklasy kobiet.

No tak, nie robiłbym jednak z tego takiej tragedii, gdyby ci zawodnicy poprzestali na grze w lidze.

Jednak oni coraz szybciej i częściej otrzymują paszport danego narodu, mimo tego, że wiedzą o nim zaledwie jak się nazywa.

Dzięki temu w parę chwil ta osoba może zmienić się z azjatyckiego amatora na europejskiego bohatera, przy okazji zarabiając jak dla tych zawodników niebagatelne ilości pieniędzy.

Niewątpliwie jest to wielka przeszkoda dla młodych adeptów tenisa stołowego, którzy wytrwale trenują we własnym kraju.

Nie widzą oni motywacji do gry, ponieważ zdają sobie sprawę z tego, że może się znaleźć pewien emigrujący Azjata, który we własnym kraju mógłby jedynie podawać piłeczki.

Ostatnimi czasu miejsce miał turniej Europe Top 12, w którym zmaga się dwanaście najlepszych zawodników i zawodniczek.

W kategorii kobiet wystartowało sześć zawodniczek nacjonalizowanych.

Wyniki tych zawodów przedstawiały się następująco:

1.    Li Jiao – Holandia

2.    Li Qian – Polska

3-4. Li Jie – Holandia

3-4. Krisztina Toth – Węgry

( należy jednak podkreślić że Węgierka na swej drodze do półfinału nie spotkała zawodniczki z poza kraju, w którym się urodziła )

Można powiedzieć, że wyniki mówią same za siebie.

Należy zadać sobie pytanie:

Czy to tędy jest droga ku rozwojowi tenisa stołowego?

Należałoby zacząć od siebie, własnego narodu i postarać się dać przykład innym nacjom.

Problematyką tego wszystkiego jest chyba to, że osoby odpowiedzialne za rozwój tej dyscypliny sportu nie są w stanie zauważyć (albo nie chcą widzieć) opisanego wcześniej problemu.

Ich myśli nastawione są na rezultaty, a nie jak się te wyniki osiągnęło.

Według mnie wychowanie graczy z własnego narodu byłoby z pewnością większym sukcesem dla związku, niż zwerbowanie nowych graczy ze wschodu.

Na pewno krokiem w przód ku wyjściu z tej trudnej i zawiłej sytuacji byłoby ograniczenie ilości zawodników i zawodniczek grających w lidze, jednak pochodzących z innego narodu.

Jest to niestety zbyt poważny temat, aby zwykły sympatyk tenisa stołowego za długo nachylał się nad kartką pepieru.

Mam nadzieję, że chociaż w pewnym stopniu zmusi to do myślenia i działania osób siedzących za okrągłym stolikiem.

Życzę Wam z całego serca, aby ta sytuacja  w jak najszybszym czasie zmieniła się na korzyść ping-ponga.

Sympatyk tenisa stołowego

Komentarz:

Nie zgadzam się z wieloma tezami naszego czytelnika.

Mamy wolny rynek i taki poziom sportowych i trenerskich umiejętności europejskich graczy i trenerów jaki mamy. Mamy taki, a nie inny poziom cech mentalnych Europejczyków i Polaków jaki mamy. Moim zdaniem główny problem tkwi w mentalności europejskich zawodników, niskim poziomie wiedzy naszych trenerów i braku spójnego, konsekwentnie realizowanego europejskiego programu szkolenia najlepszych. Te parę akcji w roku organizowanych przez ETTU, czy ITTF nie załatwia sprawy. Zacznijmy jednak od zawodników. Dzięki Li Qian nasz kraj przypomniał sobie o zdobywaniu singlowych medali na najważniejszych imprezach. Jak Szwedzi, czy Andrzej Grubba ogrywali Chińczyków grało tych ostatnich w pingponga tyle samo, co dzisiaj.Tylko, że Andrzej Grubba na jednym z obozów za czasów juniora chodził za ówczesnym wicemistrem Europy juniorów Miroslavem Shenkiem cały obóz stawiajac mu pączki i kupując oranżadę, by ten nauczył go jednego serwu... A blisko 40- letni Persson wrócił do kariery zawodniczej na krótko przed IO w Pekinie samemu indywidualnie trenując. Zajął 4 miejsce minimalnie ulegając w półfinale Wang Hao. Nasi najlepsi trenerzy w kraju (czy najlepsi w rzeczywistości?) przejmują graczy nauczonych grać przez przeróżnych pasjonatów porozrzucanych po całym kraju (może ci to najlepsi?). Nasi trenerzy kadry w zdecydowanej większości nie wiedzą, co to znaczy nauczyć po raz pierwszy topspina, nie znają uczucia wygrania przez swoich wychowanków pierwszych zawodów międzyszkolnych o wygraniu turnieju wojewódzkiego nie mówiąc. Nie dostał też ich wychowanek batów na pierwszym wyjeździe na OTK od zawodnika z wiejskiej mieściny nauczonego grać przez miejscowego nauczyciela WF- u. Stawali się od razu trenerami kadry nie doznając tylu niezbędnych uczuć jakże potrzebnych w karierze trenerskiej: złości na samego siebie, wstydu, pokory i szacunku dla dokonań innych. Na wyniki trzeba zapracować w pocie czoła, bo tak będziemy czekali dziesiątki lat na następnego Grubbę, Małysza, Kuśnierewicza, czy Kubicę. A z ich przypadkowych opiekunów będziemy robić złotoustych bohaterów narodowych bezskutecznie czekając na następców. Dlatego uważam, że każdy z trenerów kadry narodowej będący na umowie o pracę powinien prowadzić obligatoryjnie szkółkę tenisa stołowego. To dopiero w dużej mierze zweryfikuje jego umiejetności i kwalifikacje. To dopiero nauczy go pokory i szacunku do dokonań innych. To dopiero tak naprawdę rozwinie i dopełni jego warsztat szkoleniowy. Tak, by poziom pracy z kadrą narodową nie był obiektem pierwszych błędnych eksperymentów o których słyszało się nieraz.

Zbyszek Stefański

 

 
Komentarze (10)
1 środa, 24 lutego 2010 08:40
xyz
oj stefi,stefi wyłażą twoje kompleksiki.pzdr
2 środa, 24 lutego 2010 09:24
ZZZ
Gdzie tu kompleksy?
Z.S
3 środa, 24 lutego 2010 18:14
problem
Panie Zbyszku dobrze pan pisze ale czy nie ma pan wrażenia,że po prostu ludzie z PZTS nie rozumieją tego co pan pisze.Przykład M.Dziubańskiego,który w wywiadzie ogłosił,że jest trenerem Waldnera za chwile juz był trenerem kadry...Czy tak ma wyglądać u nas piramida trenerska na której górze jest trener reprezentacji naszego kraju?Kto podejmuje takie decyzje?Czy dyrektorem szkoły moze być osoba,która uczy w szkole 2 dni?W krajach w których tenis jest traktowany poważnie taki wybór byłby skandalem-u nas jest normą.Ale zeby podejmować merytoryczne decyzje,trzeba niestety znać sie na swojej pracy.
4 środa, 24 lutego 2010 21:17
Wojt
jestem ciekawy czy Pan by przyjął propozycję na trenera kadry jak by Pan dostał.
5 piątek, 26 lutego 2010 00:00
gdanszczanin
panie Zbyszku to musiało zaboleć zwłaszcza gdańskich trenerów.To o czym Pan pisze to szczera prawda a Panowie z gdanskiego ośrodka są tego najlepszym przykładem.Myślę że poza jednym trenerem kadry żaden nie podjął się szkolenia początkowego ale też jak obserwuje ich poczynania może to i lepiej,bo to trudna ,ciężka i żmudna robota często mało opłacalna i bardzo ryzykowna,a na efekty trzeba czekać wiele lat.Oj smutne to panowie trenerzy,smutne...
6 piątek, 26 lutego 2010 06:28
ZZZ
Myslę, że jest to problem ogólnopolski, mentalny i systemowy i ma swoje korzenie właściwie od zawsze. Przykładów i nazwisk z najwyższej półki można by mnożyć. Nie robię tego, bo zaraz się ludzie obrażają, a nie o to mi chodzi. Lepiej niech się zastanowią i zamiast pisać o moich kmpleksikach niech pomyślą, czy może nie jest w tym trochę racji. Dla mnie każdy trener kadry powinien wcześniej wykazać się wynikami ze swoimi zawodnikami lub przynajmniej powinien praktykować swój zawód w pracy z najmłodszymi. To uczy i rozwija wiedzę trenera, to uczy też pokory i szacunku dla dokonań innych.
Z.S
7 piątek, 26 lutego 2010 12:46
obserw
Nie gdzie indziej tylko na tym portalu pisano peany nad wielkością trenera Dziubańskiego, bo siedział obok Waldnera lub podawał mu wodę. To była zdaniem tego portalu wystarczająca legitymacja. Teraz nagle zmiana frontu. Dlaczego? Tutaj panie autorze wnioskowano, że taki talent trenerski się w Polsce marnuje. Teraz dano mu szansę i też źle. Polskie piekło.
8 piątek, 26 lutego 2010 21:26
ZZZ
Michał Dziubański nie jest dobrym trenerem, bo podaje wodę Waldnerowi. Nigdy tak nie twierdziłe.m Jest dobrym trenerem z innych powodów. Zawsze twierdziłem,że trener kady pwoinien mieć wcześniejszą praktykę i prowdzić zajęcia z najmłodszymi. Jest wiele moich tekstów tego rodzaju.
ZS
9 sobota, 27 lutego 2010 23:17
ping pong
W Polsce wystarczy być dobrym zawodnikiem, żeby zostać trenerem kadry. Ale to chyba dwie różne rzeczy, do których potrzeba często różnych umiejętności i cech charakteru.
10 niedziela, 28 lutego 2010 00:09
obserwator
Teraz żeby być trenerem kadry trzeba też znać języki obce.

Dodaj swój komentarz

BoldItalicUnderlineStrikethroughSubscriptSuperscriptEmailImageHyperlinkOrdered listUnordered listQuoteCodeHyperlink to the Article by its id
Bardzo szczęśliwyUśmiechMrugaSmutnyZaskoczonyZszokowanyZdezorientowanyFajnieŚmiać sięSzalonyObrażonyZakłopotanyPłacze, bardzo smutnyZły, wściekłyWirujące złoPrzewraca oczamiKrzyczyPytaniePomysłStrzałaNeutralnyPan ZielonyDziwakSuper dziwak
Imię:
Komentarz:
  Tekst do weryfikacji. tylko małe litery bez spacji.
Weryfikacja tekstu:

Partnerzy

AZS
Politechnika Rzeszów

MSTS"Stefanski"

 

 

Sklep

Ostatnie komentarze

Zbyszek Liszewski pisał
Sylwek powinien na klęczkach iść do Częstochowy.Wykorzystać …
poniedziałek, 06 lutego 2012 22:55 Więcej …
przez Sumienie

Fertikowski: czujemy oddech Drzonkowa
Lucek sie boi konfrontacji z ohem Uśmiech wiadomo ze by nie mial …
poniedziałek, 06 lutego 2012 20:38 Więcej …
przez oh

Zbyszek Liszewski pisał
Dziwią mnie te komentarze. Wywiad jest już od 4 lat na stron…
poniedziałek, 06 lutego 2012 11:55 Więcej …
przez ZZZ

Zbyszek Liszewski pisał
Smutna prawda jest taka, że Licha dobry, ale naiwny człowiek…
poniedziałek, 06 lutego 2012 11:44 Więcej …
przez Mario AWF