Skip to content

Home Felietony Junior i co dalej?
Junior i co dalej? PDF Drukuj Email
Wpisany przez Zbyszek   
wtorek, 22 grudnia 2009 08:00

Od dziesięcioleci mamy ten sam problem. Po wieku juniora i wielu medalach na ME, czy nawet MŚ utalentowani zawodnicy nie potrafią dalej się rozwinąć.

Ostatnimi, którym się udało byli Lucjan Błaszczyk i Tomasz Krzeszewski.

Co stoi na drodze do dalszego rozwoju?

Jest tak naprawdę kilka przyczyn takiego stanu rzeczy.

1. Koniec opieki państwa

Po wieku juniora finansowanie danego zawodnika kończy się.

Raptem przed oczami stoi dylemat: co robić dalej?

Kluby organizacyjnie są w większości słabe i cedują dalszy trening na barki zawodnika.

Do tego dochodzi problem ze znalezieniem sponsorów, którzy chcieliby zainwestować  pieniądze w dorosłego zawodnika.

W rzeczywistości wygląda to tak, że z dnia na dzień sam zawodnik musi o wszystkim pomyśleć i zorganizować sobie samemu trening.

Jedni robią to lepiej, drudzy gorzej – jednak prawie zawsze bez dobrego trenera na  codziennych zajęciach treningowych.

Warto pamiętać, że dzieje się to w wieku 19-20 lat, czyli w nerwalgicznym punkcie kariery.

Można wykonać olbrzymi skok jakościowy, można też bezpowrotnie stracić możliwość dalszego rozwoju.

2. Zbyt słaba liga

W Niemczech utalentowanych juniorów przejmują dobre, bogate kluby oferujące możliwość codziennego trenowania w silnych, międzynarodowych grupach i grania w III lidze, II Bundeslidze, I Bundeslidze.

Przykładów takich jest wiele (Ovtcharov, Baum, Burgis, Mengel, Filus, Solja itd).

Nawet w przypadku, kiedy na drodze staje obowiązkowa służba wojskowa niemiecka Bundeswehra współpracuje z klubami wspomagając rozwój zawodnika (Baum).

Najczęściej strategia rozwoju kariery zawodnka zaplanowana jest na 1, 2 i więcej lat w przód.

Strategia rozwoju kariery w przypadku potencjalnych zwodników kadr narodowych jest wspólnie uzgadniana z klubem, zawodnikiem, jego rodzicami, a w wielu przypadkach nawet z Niemieckim Związkiem.

To dlatego m.in naprawdę przeciętni zawodnicy po paru latach grają w niemieckiej (czytaj najlepszej europejskiej) lidze z powodzenem.

Wszyscy mają świadomość, że występy w silnej lidze, która trwa 8 miesięcy w roku to gwarant stałego kontaktu z silnymi przeciwnikami i motywacja do treningu.

U nas robi się takie rzeczy w myśl zasady: jakoś to będzie.

Nieliczne dobre, silne kluby nie załatwią sprawy.

Jest ich za mało, trenuje w nich bardzo duża liczba obcokrajowców, a interes klubowy jest najczęściej ponad reprezentacyjnymi.

Sama liga od dobrych zawodników nie wymaga specjalnego treningu i przygotowania.

Wystarczy sprężyć się na kilka spotkań, ale przecież to nie powinno wystarczać.  

3. Wyjazd?

Nie dążę w swoich rozważaniach do wniosku na siłę, że: jedyną możliwością gry na światowym poziomie jest wyjazd do silnego klubu zagranicznego.

Jednak jak widzę rozwój karier naszych medalisów ME juniorów to się zastanawiam.

Daniel Górak i Bartosz Such grali i trenowali na co dzień w najlepszych klubach europejskich.

Po  powrocie do kraju potrzebowali 2 lat, by się otrząsnąć z marazmu i powoli wracają do swojej normalnej gry.

Jednak stracili 2 bezcenne lata!

Ich ranking parę lat temu był znacznie wyższy, niż teraz.

Wyraźnie więc widać, że ze sportowego punktu widzenia były to lata stracone.

4. Obrona, obrona, obrona...

W przypadku naszej gwiazdy  Natalii Partyki sprawa jest bardziej złożona.

Natalia Partyka potrzebuje silnej ligi, minimum 100 dni treningowych w roku z silnymi przeciwniczkami, a 40% objętości treningu powinna stanowić nauka gry na obronę.

Trzeba być ślepym, żeby tego nie widzieć!

Rozwój kariery (dla mnie to zastój) zaciemnia szum medialny wokół tej zawodniczki, sukcesy w sporcie dla niepełnosprawnych i występy w U21.

Może też sama zawodniczka jest już zadowolona z tego, co osiągnęła?

Może już sama nie wierzy w poprawę swojego poziomu?

Piszę tak trochę prowokacyjnie wierząc (jednak coraz to mniej), że jest inaczej.

W to że Natalia nie jest świadoma znaczenia treningu na obronę nie wierzę.

Sprawa jest tym bardziej groteskowa, bo w  4 kraju mamy dwie defensorki.

Tymczasem na międzynarodowych zawodach trenerzy modlą się, żeby ich zawodniczka we wczesnej fazie turnieju nie wpadła na jakąkolwiek obrończynię.

Mistrzostwa świata juniorek wygrała chińska obrończyni.

Aż strach pomyśleć jaki byłby wynik konfrontacji z naszą zawodniczką.

Rozmawiałem na temat mojego pomysłu - patrz felieton pt. Casting obowiązku posiadania przez każdy z centralnych ośrodków obrońców w swoim składzie z prezesem Andrzejem Kawą.

W odpowiedzi usłyszałem,że już wiele lat temu temu taki pomysł zaczęto wprowadzać na poziomie kadr wojewódzkich.

Potem ten pomysł utknął.

Pytam więc po co nam taki pomysł, który gdzieś tam utyka?

Włączenie do składu ośrodka obrońców wymaga akceptacji ministerstwa pod względem poziomu sportowego.

Wiadomo jednak, że obrońców w Polsce nie ma, bo nikt ich nie chce (nie umie) szkolić.

Trzeba by wziąć kilku z przysłowiowej łapanki, włączyć do kadr ośrodków i zacząć wreszcie szkolić.

A jak ministerstwo nie da pieniędzy to sfinansować ze środków własnych.

Jak stać nas było na płacenie kilkakrotnej średniej krajowej pensji dla p. Dachowskiego to znalezienie pieniędzy na ten cel powinno być jednym z priorytetów szkoleniowych ujętym w budżecie.

Wbijmy sobie wreszcie do głowy, że bez umiejętności bry na defensywne style gry (bo jest już ich kilka) nie ma absolutnie żadnej szansy na grę na dobrym poziomie europejskim poziomie, nie mówiąc o światowym. 

Tak na marginesie: może ktoś wpadnie w PZTS na pomysł zorganizowania seminarium pt. Znaczenie, metodyka gry na obronę?

Wiceprezes d.s sportowych i niedługo nowy szef wyszkolenia pan Tadeusz Szydłowski kompletnie nie wykazał zainteresowania sprawą opisaną w felietonie.

Panie prezesie nie stać nas wiecej na ignorancję w tym temacie.

Praca szefa wyszkolenia to nie tylko sprawy organizacyjne, powołania do kadr itd.

To przede wszystkim konieczność opracowania modelu rozwoju polskiej szkoły tenisa stołowego.

Istotnym tego elementem powinno być znaczenie gry na obronę i koncepcja szkolenia defensorów w Polsce.

Czy jest pan tego świadomy?

Czy dorósł pan do tej roli?

6. Zbyt mała ilość dobrych trenerów

Pisałem o tym wielokrotnie.

Trenerzy odchodzą od zawodu, wyjeżdzają za granicę, są z reguły bardzo źle wynagradzani i nie doceniani.

Z konieczności więc zajęcia prowadzą często ludzie nie przygotowani do zawodu.

Cieszyć się więc należy tylko z faktu, że rusza program szkoleń trenerskich w naszym kraju.

Osoba Jurka Grycana zaangażowana w jeden z projektów jest gwarantem dobrego poziomu przyszłych trenerów w Polsce.

7. Mentalność wielu zawodników

- zadowolić tym, co się ma

- nie ryzykować

- zarobić nawet trochę mniej, byle u siebie

- jak najwięcej wycisnąć z innych, a jak mniej dać od siebie

Nie chcę tutaj oceniać wszytkich, bo byłoby to niesprawiedliwe.

Jednak na drodze do sukcesu u zbyt wielu stoi zwykłe lenistwo i strach przed podjęciem wyzwań.

Zbyszek Stefański
 
Komentarze (14)
1 wtorek, 22 grudnia 2009 10:42
do niedaczników z pzts
Widać było ostatnio jak błaszczyk i kosa walczyli z obrońcami aż żal za dupe ściskał Wirujące zło, o dziewczynach to wstyd pisać Pan Zielony ---żenada. Mam tylko 2 pytania:
1. Czemu nie wrócić do tego co było dobre --- w drużynie 1 ligowej obowiązkowo ma grać junior (kiedyś to była 2 liga)
2. Czemu mając adoptowaną chinkę --obrończynie Pan Necek trzyma ją tylko dla siebie Śmiać się
2 wtorek, 22 grudnia 2009 14:24
Oberon
Panie Zbyszku, co da nauka gry na obronę Partyce, która ma teraz 20 lat, swój styl gry i wcześniej nie wyrywała sobie ręki grając przeciwko obrończyni? Niech doskonali to co umie, nacisk na dzieci musi być.
3 wtorek, 22 grudnia 2009 19:05
Baczny obserwator
Panie Zbyszku ,
Jawi mi sie Pan jako kolejny typowy Polak który wie co zrobić ale sam nic nie robi.
Proszę mi odpowiedzieć dlaczego na obozach treningowych przez Pana organizowanych objętośc treningu na obronę równa się zero procent? Przygladałem sie Pana paru obozom i nie zauważyłem żeby Pan zapraszał sparrigparnerów - obrońców dla młodzieży trenującej u Pana. Więc o co chodzi?

Pozdrtawiam
4 wtorek, 22 grudnia 2009 22:31
ZZZ
Sam jestem obrońcą - a sam trenując w miarę możliwości na obozach - więc objetość treningu nie jest równa 0.Zapraszanie sparingparnerów na obozy - szczytny pomysł, tylko skąd ich brać? Miałem obozy na których byli obrońcy.W Polsce i w Niemczech zawsze miałem obrońców w grupie.Pozdrawiam.
5 środa, 23 grudnia 2009 13:51
proste
Proste trzeba takiego obrońce zasponsorować ( nie brać pełnej odpłatności za obóz) ----i na pewno jakiś się pojawi Bardzo szczęśliwy
6 środa, 23 grudnia 2009 17:08
Marian
W krakowskim ośrodku właśnie o tym pomyśleli i dziewczyny trenują z obrończyniami więc jest nadzieja Panie Zbyszku.
Pozdrawiam i Życzę Wesołych Świąt!!!
7 wtorek, 09 marca 2010 21:28
Jerry_cz2
Te dwa lata kontaktu z tzw. kwalifikowanym sportem w dziedzinie pingponga zaowocowały pewnymi spostrzeżeniami natury ogólnej. Oto one:
Po pierwsze: kluby są w większości raczej towarzystwami wzajemnej adoracji niż miejscem twórczego rozwijania zdolności sportowych ludzi (zwłaszcza dzieci i młodzieży), którzy chcieliby do nich trafić; po drugie: PIENIĄDZE, czyli rzecz o którą się wszystko rozbija. Otóż regułą jest, że NIKT w klubach nie myśli o tym, jak ZAROBIĆ pieniądze własnym wysiłkiem, natomiast WSZYSCY NARZEKAJĄ, że ich brakuje a jedynym sposobem zdobycia środków na działalność (w istocie na wegetację) jest wyciąganie ręki do (biednego) budżetu gminy lub wyżej. Niech mi ktoś odpowie, dlaczego na mecze, nawet ekstraklasy, można wejść NIE PŁACĄC ZA BILET, choćby symbolicznych 2 zł? NIE MA NA TO RACJONALNEGO UZASADNIENIA!
8 wtorek, 09 marca 2010 21:29
Jerry_cz3
Dalej: dlaczego kluby nie próbują dotrzeć do ludzi z informacją o swoim istnieniu i działalności i nie organizują KURSÓW PINGPONGOWYCH dla wszystkich chętnych? OD-PŁAT-NYCH, rzecz jasna?! Tak jak robią to żyjące niemal wyłącznie ze środków zarobionych przez siebie, wspomniane przez Pana, kluby taneczne? A jeżeli klub taneczny znajduje sponsora, to niemal wyłącznie PRYWATNEGO! Spośród znanych mi klubów tanecznych ŻADEN nie otrzymuje dotacji z pieniędzy gminnych, nie mówiąc już o ministerialnych, za to każdy organizuje przynajmniej raz w roku OGÓLNOPOLSKI TURNIEJ TAŃCA TOWARZYSKIEGO! Z odpłatnym wstępem dla kibiców a nawet wpisowym dla uczestników (zwykle 25 zł). Moje starsze dziecko posyłam do takiego klubu: miesięcznie kosztuje mnie to 100 zł plus wpisowe na każdy turniej (średnio 1 w miesiącu) plus bilety wstępu dla rodziny, jeżeli jedziemy wszyscy, plus 300 zł za tygodniowy obóz w ferie zimowe (na miejscu) plus ok. 1500 zł za dwutygodniowy obóz wyjazdowy nad morzem w wakacje! Zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy rodzice mogą sobie na takie wydatki pozwolić, ale czy kluby pingpongowe próbują chociaż szukać takich, którzy by mogli i chcieli? Czy mają dla nich jakąś ofertę? Darujmy sobie to pytanie, bo odpowiedź byłaby zawstydzająca
9 wtorek, 09 marca 2010 21:30
Jerry_cz4
Rzecz kolejna: co robi PZTS żeby spopularyzować TS w szkołach? Większość szkół ma sale gimnastyczne, na których wystarczyłoby ustawić kilka stołów i dzieci mogłyby zaczynać przygodę z tą dyscypliną od pierwszej klasy. Ta dyscyplina naprawdę na to zasługuje a przy tym jest stosunkowo niedroga (w przeciwieństwie do gier zespołowych) bo nie wymaga tak kosztownej infrastruktury jak np. piłka nożna, koszykówka, skoki narciarskie czy żużel. Trzeba by tylko zachęcić nauczycieli WF do uzyskania papierów instruktorskich (znowu kłaniają się finanse, ale to chyba nie jest papier aż tak kosztowny?) i początek byłby zrobiony. A przecież masowość jest kluczem do znalezienia talentów wśród dzieci. Czy coś w tym kierunku się robi? Gdzie jeszcze leżą pieniądze? Otóż miałem szczęście być swego czasu na urlopie na jednej z wysp śródziemnomorskich. W hotelu zauważyłem reklamę niemieckiej SZKÓŁKI PIŁKARSKIEJ RUDIEGO VOELLERA. Oczywiście nie muszę dodawać, że Voellera nikt tam przez cały turnus nie oglądał, ale nazwisko swoje robi i ta szkółka nie narzekała na brak chętnych: rodzice posyłali swoje dzieci na codzienne 2-3 godzinne zajęcia. Czy muszę dodawać, że były to zajęcia ODPŁATNE? Czy PZTS lub któryś klub nie mógłby pomyśleć o takim dorobieniu sobie i stworzeniu letniej szkółki tenisa stołowego w porozumieniu z jakąś siecią hoteli w Grecji, Hiszpanii czy innych miejscach wypoczynku urlopowego oraz jakimś znanym zawodnikiem (-czką), który by użyczył swojego nazwiska i od-czasu-do-czasu (raz w miesiącu) się w takim hotelu pojawił na treningu?
10 wtorek, 09 marca 2010 21:31
Jerry_cz5
I na koniec rzecz ostatnia, przynajmniej z tych ważniejszych: PROMOCJA W MEDIACH! Wspomniane wyżej kluby taneczne przeżywają okres prosperity, ale nie zawsze tak było. Obecną sytuację zawdzięczają w dużym stopniu programowi TANIEC Z GWIAZDAMI, który spopularyzował nie tylko sam taniec, ale wypromował spośród zawodowych tancerzy gwiazdy, których nazwiska od tamtej pory przyciągają chętnych na kursy tańca i obozy taneczne. Te osoby (np. Stefano Terazzino, Iwona Pawlovic czy Piotr Galiński) pojawiają się na turniejach, obozach, treningach i stanowią potężny magnes dla szeregowych członków klubu, którzy za kontakt z tymi nazwiskami gotowi są wyciągnąć od rodziców przysłowiowy ostatni grosz. A jak wygląda popularyzacja TS w mediach? Otóż pingpong w TV NIE ISTNIEJE! Nawet TVP SPORT woli powtarzać po raz kolejny transmisję meczu siatkówki plażowej pomiędzy dwoma Holendrami a taką samą liczbą Meksykańczyków na plaży w Montevideo niż transmitować bezpośrednio mecz Bogorii z Borussią Dusseldorf w LM. O 78. MP seniorów w Sosnowcu nawet nie podano wzmianki kto je wygrał. I to w sytuacji gdy Min. Sportu jest… PINGPONGISTA! Uważam to za skandal!
No cóż, myślę że zasygnalizowałem ważniejsze problemy takimi, jakimi je postrzegam, stojąc z boku świata TS. Podsumowując: nie brak pieniędzy jest problemem, lecz wygodnictwo, lenistwo i tumiwisizm działaczy klubowych i związkowych! I tam na początek szukajmy rezerw, a nie w „dofinansowaniu z budżetu”, bo to jest forma zawoalowanej KRADZIEŻY z naszych kieszeni!
11 wtorek, 09 marca 2010 21:33
Jerry_cz1_a
Sam zainteresowałem się pingpongiem w sposób bardziej systematyczny jakieś 2 lata temu, kiedy w moim miejscu pracy dorobiliśmy się z kolegami stołu. Wtedy też pomyślałem, że jako ojciec dwójki nastoletnich dzieci (11 i 14 lat) powinienem zainteresować młodsze z nich tą dyscypliną sportu (starsze uprawia z pasją taniec towarzyski). Niestety – żaden z działających w moim mieście wojewódzkim klubów (w tym pierwszoligowy!!) nie był zainteresowany przyjęciem dziecka na treningi, (byłem zainteresowany nawet posyłaniem dziecka ODPŁATNIE!) więc ostatecznie dojeżdżam z nim raz w tygodniu 20 km do pobliskiej mieściny gminnej, żeby tam poodbijać pod okiem trenera. Ponadto 1-2 razy w tygodniu ćwiczymy sami na tym stole u mnie w pracy, w piwnicy, a obecnie myślę o zakupie robota (głównie dla dziecka, ale i ja też będę trenował). To tyle o szarej rzeczywistości naszego pingponga
12 wtorek, 09 marca 2010 21:34
Jerry_cz1
(Przepraszam ale muszę kolejny raz powtórzyć bo wyświetla mi jakiś błąd przy wysyłaniu)
No więc Panie Zbigniewie, przechodzę do rzeczy bez zbędnego wstępu: ogólnie rzecz biorąc zgadzam się ze stawianymi przez Pana diagnozami, opisującymi niewesołą rzeczywistość w polskim TS.
13 środa, 10 marca 2010 21:49
kibic3
Panie ZS znowu próbuje pan obrażać ludzi pytaniami czy ktoś do czegoś dorósł. Takie pytania trzeba też stawiać sobie. To zwykła próba szkalowania osób, które z panem nie mają ochoty polemizować. A ostatnio próbował pan insynuować, żeby pana nie wrzucać do jednego worka z panem MP. A temat jest sensacyjny dla tych, którzy są w dyscyplinie od kilku dni. Sprawa wiadoma od wielu lat. Jak ktoś panu nie odpowiada natychmiast to nie powód do pytań o dorosłość. To zwykły brak kultury i mania wielkości.
14 czwartek, 11 marca 2010 20:58
Jerry
Do kibica3: dlaczego uważa Pan, że pytania postawione przez ZS są obraźliwe? Owszem: są ostre, ale zamikast czepiać się formy powinien Pan ty bardziej skupić się na meritum sprawy, a nad "formą" - jeżeli uznaje ją Pan za niestosowną - po prostu wzruszyć ramionami i przejść mimo. Jeżeli Pan tego nie potrafi, to - bez obrazy - ale lepiej powstrzymać się na jakiś czas od zabierania głosu, bo tylko pogłębia Pan potencjalny konflkt (lub wręcz go prowokuje) zamiast rozwiązywać problem. Uchylanie się od dyskusji merytorycznej pod pretekstem "zstosowania niewłaściwej formy przez interlokutora" to klasyczny wybieg pi-arowski stosowany przez naszych polityków, w celu zażenania kłopotliwej dyskusji. A politycy, jak widać gołym okiem, nie grzeszą nadmiarem kompetencji.

Dodaj swój komentarz

BoldItalicUnderlineStrikethroughSubscriptSuperscriptEmailImageHyperlinkOrdered listUnordered listQuoteCodeHyperlink to the Article by its id
Bardzo szczęśliwyUśmiechMrugaSmutnyZaskoczonyZszokowanyZdezorientowanyFajnieŚmiać sięSzalonyObrażonyZakłopotanyPłacze, bardzo smutnyZły, wściekłyWirujące złoPrzewraca oczamiKrzyczyPytaniePomysłStrzałaNeutralnyPan ZielonyDziwakSuper dziwak
Imię:
Komentarz:
  Tekst do weryfikacji. tylko małe litery bez spacji.
Weryfikacja tekstu:

Partnerzy

AZS
Politechnika Rzeszów

MSTS"Stefanski"

 

 

Sklep

Ostatnie komentarze

Zbyszek Liszewski pisał
Sylwek powinien na klęczkach iść do Częstochowy.Wykorzystać …
poniedziałek, 06 lutego 2012 22:55 Więcej …
przez Sumienie

Fertikowski: czujemy oddech Drzonkowa
Lucek sie boi konfrontacji z ohem Uśmiech wiadomo ze by nie mial …
poniedziałek, 06 lutego 2012 20:38 Więcej …
przez oh

Zbyszek Liszewski pisał
Dziwią mnie te komentarze. Wywiad jest już od 4 lat na stron…
poniedziałek, 06 lutego 2012 11:55 Więcej …
przez ZZZ

Zbyszek Liszewski pisał
Smutna prawda jest taka, że Licha dobry, ale naiwny człowiek…
poniedziałek, 06 lutego 2012 11:44 Więcej …
przez Mario AWF