| Na co to wszystko? |
|
|
|
| Wpisany przez Zbyszek | |||
| sobota, 21 listopada 2009 22:10 | |||
|
Zaczyna mnie męczyć totalna krytyka poczynań PZTS. Wynajdywane często na siłę argumenty to pogoń za tanią sensacją (czytaj oglądalnością) i być może krycie osobistych rozczarowań. Tekst wzbudził sporo emocji. Cytuję komentarz p. Marka Przybyłowicza i moją odpowiedź.
Redaktorzy naczelni zapominają o tym, że media (nawet te elektroniczne) mają też budować, a nie niszczyć i szerzyć negatywna informację. Nie twierdzę, że w PZTS jest wszystko w porządku, bo nie jest. Sam musiałem np. dzwonić do biura związku i prosić o przesłanie jakichkolwiek informacji na temat turnieju Pro Tour organizowanego w naszym kraju. Nie można jednak po 9 miesiącach działalności nowych władz i nowego prezesa wyciągać tak skrajne i krańcowo negatywne wnioski. Jest to nie tylko niesprawiedliwe, ale i nie służy dobru dyscypliny i jej wizerunkowi na zewnątrz. Na dzień dzisiejszy na przysłowiowej tapecie jest zamieszanie wobec personalnych decyzji związku i promocja (a właściwie jej brak) Polish Open. Jest wewnętrzną sprawą związku na jakich ludzi stawia i jakie podejmuje w tej sprawie decyzje. W sprawie Jurka Grycana obydwie strony (ku mojemu ubolewaniu) nie doszły do porozumienia. Jednak nie można tylko i wyłącznie pisać o problemie jednostronnie. Co to za problem siegnąć po telefon i zadać parę prostych pytań komuś kompetentnemu w związku? Zamiast tego mamy kolejne tendencyjne newsy poszerzające chaos i frustrację. Czemu i komu ma to służyć? Z drugiej strony nie może PZTS traktować wybiórczo dostępu do informacj. Dostęp do informacj powinien być jednakowy ze świadomością pozytywnej roli internetu. Biuro związku powinno być dla mediów, a nie odwrotnie. Znowu zbyt dużo się dzieje w zaciszu gabinetów, a przepływ informacji jest bardzo słaby. Sprawa promocji Polish Open i tenisa stołowego nie jest rzeczą łatwą w naszym kraju. Abstrachuję tutaj od rachitycznych działań w tym temacie PZTS – powinno być zdecydowanie lepiej. Spójrzmy jednak na problem szerzej. Jesteśmy dyscypliną w naszym kraju jeśli nie egzotyczną i śladową to na pewno niszową. Winy nie ponosi za to dzisiejsza ekipa, ale wszystkie poprzednie, które do tego doprowadziły. Absolutnie nie wykorzystano boomu na tenis stołowy lat 80-tych i 90-tych, kiedy to sukcesy święcił Grubba i Kucharski. W działaniach wielu osób przeważała prywata i dbałość o doraźne, własne interesy. Nie zadbano o właściwe szkolenie trenerów i ich godziwego traktowania przez prezesów i kluby. Nie ma żadnego etosu zawodu trenera, który jest często traktowany jak przysłowie koło u wozu, a jego wynagrodzenie za pracę jest wręcz upodlające. Skomplikowanym zagadnieniem jest też mało widowiskowość tenisa stołowego dla kibica w kapciach. W Niemczech tenis stołowy jest jeszcze rzadziej pokazywany w telewizji, niż w Polsce. Ginie on zupełnie w powodzi innych newsów ze świata polityki, biznesu, czy innych bardziej medialnych sportów. Natomiast np. wysoka frekwencja na trybunach German Open to przede wszystkim efekt 7 mln Niemców grających w tenisa stołowego. To czynnie uprawiający tenis stołowy ludzie w 99% zapełniają halę. Zapomnijmy więc o wyświechtanym sloganie, że tenis stołowy jest tak rzadko pokazywany przez media. Takie sa realia, że na skutek chaosu i bzdurnych, bez przygotowania wprowadzanych przepisów nasza dyscyplina stała się zupełnie nieatrakcyjna i niezrozumiała dla kibiców. Tenis stołowy jest też w swojej istocie trudny do sprzedania w telewizji. Mała piłeczka, mały stól, wszechobecna rotacja nie uczyni z naszej dyscypliny nigdy królowej mediów. Nie oznacza to oczywiście, że należy z promocji zrezygnować. Wręcz przeciwnie – należy wszystko robić, by było lepiej. Jednak nie spodziewajmy się specjalnych rewelacji i trzeba to zaakceptować. Jeśli jednak rozmawiamy o naszej dyscyplinie w internecie sprawa może wyglądać już zupełnie inaczej. U naszego zachodniego sąsiada funkcjonuje dziesiątki tysięcy stron internetowych o tenisie stołowym. Świetnie redagowana jest strona DTTB (Niemieckiego Związku Tenisa Stołowego) i strony internetowe wojewódzkich związków. U źródeł jednak sporej popularności tenisa stołowego w Niemczech (zdaje się, że nasza dyscyplina jest w okolicy 7-9 miejsca jeśli chodzi o liczbę graczy) jest moda na sport i kulturę fizyczną. Na tle chęci zdrowego trybu życia okazuje się, że nasz sport może być niezwykle atrakcyjny. Świetnie to ujmuje Jurek Grycan w swoje książce pt. Integralny tenis stołowy. Nie chcę więc się na ten temat rozpisywać. Wymienię jednak takie walory jak: - gra dla każdego w każdym wieku - różnorodność sprzętu - różnorodność stylów - rozwój intelektualny - niska urazowość - stosunkowo małe koszty uprawiania dyscypliny Znam wielu ludzi, którzy zaczęli uprawiać tenis stołowy w wieku dojrzałym, podeszłym, po kontuzjach w innych dyscyplinach. Tutaj widziałbym olbrzymie pole do popisu Ministerstwa Sportu, PZTS i ludzi pokroju Waldka Czapskiego (zamiast marnowania inwencji i energii na coraz to nowe spory). Tutaj mamy olbrzymie zadanie do wykonania. Spowododujmy razem, żeby każda rodzina z chęcią będzie wychodziła na świeże powietrze, grała w piłkę nożną, jeździła na rowerze, czy wreszcie grała w tenisa stołowego. Tylko przy tym nie próbujmy za każdym razem ugrać coś dla siebie. Patrzmy szerzej, wyżej ponad własne emocje i urazy, bo szkoda na to zdrowia i życia. Zbyszek Stefański Komentarz Marka Przybyłowicza do tekstu: Zastanawiałem się skąd u naszego Drogiego Kolegi Zbyszka STEFAŃSKIEGO tak wielkie pokłady moralizatorstwa i pędu do wygłaszania połajanek w stylu Mędrca stojącego ponad wszystkimi. Zbyszku! Mieszkając i pracując w Niemczech żyjesz w innym świecie, który - chociaż dzieli nas od niego jedynie Odra i Nysa – będzie dla nas pingpongową utopią jeszcze przez wiele lat… I dlatego – posłuchaj rady starszego - nie masz moralnego prawa pouczać nas w aż tak mocnych słowach: „Wynajdywane często na siłę argumenty to pogoń za tanią sensacją (czytaj oglądalnością) i być może krycie osobistych rozczarowań” bowiem Twoja wiedza o polskich realiach i o nie publikowanych szczegółach poczynań obecnych władz Polskiego Związku Tenisa Stołowego jest doprawdy mikroskopijna. Nie jesteś w stanie podjąć na ten temat żadnej merytorycznej dyskusji opartej na faktach, dokumentach, zgodnie z obowiązującymi w Polsce przepisami prawa… Nie ma sensu również odnosić się do poszczególnych akapitów Twojego pełnego demagogii wywodu; jest tam tyle sprzeczności: i potwierdzenie krytyki i połajanki dla krytykantów - że szkoda na to czasu. Wróć do nas, do swojej Ojczyzny i buduj z nami Polską Rodzinę - o której piszesz w swojej odezwie, aby „z chęcią wychodziła na świeże powietrze, grała w piłkę nożną, jeździła na rowerze, czy wreszcie grała w tenisa stołowego.” A dopóki nie wrócisz, pozwól mi prezentować poglądy i podejmować działania, które uważam za za zgodne z interesem polskiego tenisa stołowego. W przeciwieństwie do Ciebie stać mnie na bezstronność i różnorodność w prezentowanych opiniach, co niniejszym udowadniam prezentując Twoje wystąpienie. W przeciwieństwie do Ciebie twierdzę, że po 9 miesiącach blokowania przeze mnie negatywnych informacji o działaniach nowych władz zakończył się wreszcie czas swoistego parasola ochronnego, jaki wytworzyłem nad nową władzą. Tym bardziej, iż czuję się odpowiedzialny za to co stało się 14 lutego 2009 roku... Kończąc, nie chcę nawet dopuścić do siebie natrętnej myśli, że Twoje pytania o sens krytyki obecnych władz PZTS mogą mieć związek z potrzebą wynajmu obiektów Centrum Szkolenia w Gdańsku na kolejne letnie obozy prowadzonej przez Ciebie Międzynarodowej Szkoły Tenisa Stołowego Stefański. No cóż, biznes nie zna granic... Marek Przybyłowicz źródło: www.agamar.pl/ts/ Komentarz do komentarza... Panie Marku dopóki nie doszedłem do ostatnich zdań na temat moich letnich obozów w Gdańsku to odbierałem pana komentarz jako obronę swojego punktu widzenia. Nawet strawiłem pana połajanki jako niezorientowanego, bezczelnego pana zza Odry, choć było cieżko i to bardzo zabolało. Przed swoim tekstem odbyłem kilka ważnych rozmów, które naświetliły mi w wystarczającym stopniu sprawę. Jednak pana insynuacje na temat rzekomego wpływu na mój tekst powiązań z organizowanymi przeze mnie obozami w Gdańsku (cios poniżej pasa) potwierdzają pewną tezę. Nie jest pan bezstronny w tym temacie i kieruje panem za dużo emocji. Jeśli pan tak zbiera dowody na nieprawidłowości w PZTS jak z łatwością insynuuje wyżej opisane powiązania to gratuluję. Prawda jest taka, że organizuję w ciagu roku ok. 50 większych i mniejszych akcji obozowych w Niemczech i w Polsce z których 2-3 są rzeczywiście organizowane w Gdańsku już od zgoła 5 lat. Natomiast najważniejszym powodem ich organizacji jest fakt, że cała moja rodzina i większość moich przyjaciół żyje i mieszka w Gdańsku. Łatwo więc obliczyć, że były one też organizowane za kadencji poprzednich władz. Najbliższa akcja zaplanowana jest za parę tygodni w Jever, ale może i tu się pan doszuka jakiś powiązań? Mam od lat możliwość organizacji tych 2 – 3 letnich akcji gdzie indziej i szczerze mówiąc poważnie o tym myślę. Co do sytuacji w Polsce to jestem lepiej zorientowany, niż się panu wydaje. Choć pewnie mi brakuje zacięcia w pewnych sprawach w których pan jest tak aktywny. Co pan nazywa moralizatorstwem ja nazywam prawem do nieskrępowanej wypowiedzi. Nie czuję sie też jako ten stojący ponad innymi, lepszy lub coś w tym rodzaju, co znowu pan insynuuje. Znam swoje miejsce w szeregu. Nie odniósł sie też pan do całego tekstu tylko do sobie wybranych fragmentów. Widać, że nie zrozumiał pan przesłania tekstu i potraktował go zbyt osobiście. Na koniec panie Marku 2 sprawy: 1. wydaje mi się, że przy całym szacunku do pana osoby przecenia pan swoją rolę w tym wszystkim 2. stracił pan u mnie w skutek niesprawiedliwych insynuacji dużą dozę szacunku i życzliwości do pana osoby Zbyszek Stefański Ps. Panie Marku ja również podtrzymuję swoje tezy. A czy ktoś żyje z pinponga, czy nie – nie ma to znaczenia. Wszystko zależy od człowieka i jest kwestią zasad. Tak na marginesie - ja się cieszę i jestem dumny, że robię to, co lubię. Sam pan wie prowadząc swoją działalność , że nie jest łatwo żyć z tenisa stołowego. Może taki dinozaury jak ja pokażą, że jest to możliwe. Wtedy może więcej młodych ludzi zostanie przy dyscyplinie.Z.Stefański
|









Współczesna niemiecka obyczajowość mediów, przypomina charakter probrazylijskich serialomanii, więc nie zapuszczajmy sondy porównań i nie czerpmy tam wzorców.
Zadałem sobie trud, aby przygotować zestawienie do rozmyślań i skończyć raz na zawsze z wmawianiem bzdur, jakoby tenis stołowy był dyscyplina niszową.
piłka nożna 274 000 zawodników
szachy 21 000 II
lekka atletyka 20 000 II
judo 20 000
strzelectwo 20 000
siatkówka 18 000
piłka ręczna 18 000
tenis stołowy 14 100
koszykówka 13 000
pływanie 12 000
sporty lotnicze 9 000
brydż 7 448
żeglarstwo 6 600
alpinizm 6 000
zapasy 4 500
szermierka 4200
hokej na trawie 4030
kolarstwo 4000
karate 4000
rugby 3900
bilard 3702
narciarstwo 3000
tenis 2500
wioślarstwo 2150
golf 2088
kręglarstwo 2000
hokej na lodzie 2000
akrobatyka sportowa 1853
podnoszenie ciężarów 1856
jeździectwo 1772
sporty motorowe 1722
gimnastyka 1560
kajakarstwo 1540
kick-boxing 1500
łyżwiarstwo szybkie 1500
boks 1250
badminton 1052
pozostałe dyscypliny poniżej 1000
Jednak zamknięty w czterech ścianach zaufanych zauszników, a nie kompetentnych ludzi, wciśnięty jest w zakamarki polskiego sportu. Po co z potencjalności przechodzić w stan aktywności – myślą aparatczycy, eunuchy wyobraźni i weterani nic nie robienia. Lepiej pozostać nieobjawionym w niszy zacisznych biur i „kręcić lody”. Po co stawiać zbyt ambitne cele. Tisze jedziesz, dalsze budziesz.
W środowisku nikt nie chce porozmawiać poważnie o tenisie stołowym, a jedyne dyskusje sprowadzają się do oceny startu zawodników i zawodniczek, tylko, że wynik ten jest konsekwencją całego systemu jaki panuje w polskim tenisie stołowym. Dlaczego nie prowadzi się takich dyskusji (pojedyncze przypadki), intelektualna słabość środowiska, brak wiedzy, brak perspektywy, samo oceny, czego nam brakuje by prowadzić takie rozmowy? Słabość PZTS polega na tym, że nie inicjuje intelektualnych rozważań, że nie dąży do powszechnego podnoszenia jakości szkolenia, organizacji, czy też konkurencyjności.
Oni są słabi, i my jesteśmy słabi bo zgadzamy się na to!!!
Przepraszam, że przeszkadzam, ale sformułowanie:
"Zgodnie z zarzutem M. Przybyłowicza, zaliczenie t.s. do niszy i z tego stawianych wniosków, jest oderwanie od polskiej rzeczywistości."
- nie jest zgodne z prawdą.
O "niszowości" tenisa stołowego w ciągu ostatnich 30 lat nie wspominałem ani razu.
Wszystkich serdecznie pozdrawiam z Panem Zbigniewem na czele !!!
Tenis ziemny to inne zjawisko. Opiera się przede wszystkim na snobach i zmanierowanej koterii. A w tym autoramencie nietrudno o sponsorów.
"Oni są słabi, i my jesteśmy słabi, bo zgadzamy się na to!!!" Bo nie ma nad nimi kontroli. Bo nie ma niezależnej Rady Zawodników, która by huknęła w stół i nie pozwoliła nieudacznikom dociągnąć do końca kadencji.
Zarzut miał dotyczyć oderwania od polskiej rzeczywistości. Aspekt t.s to moja dygresja.
Też pozdrawiam.
Z.Stefański