| Spektakularna porażka |
|
|
|
| Wpisany przez Zbyszek | |||
| czwartek, 15 maja 2008 10:02 | |||
Bez specjalnego echa przeszedł fakt, że po raz pierwszy od 1988 roku polski tenis stołowy nie będzie miał na Igrzyskach Olimpijskich żadnego zawodnika, który się nauczył grać w tenisa stołowego w Polsce.![]() Tenis stołowy stał się dyscypliną
olimpijską w 1988 roku. Wtedy to para Grubba-Kucharski cudem nie zdobyła
medalu. W ćwierćfinałowej grze przeciwko parze Gatien-Eloi nasi zawodnicy
prowadzili 1-0 w setach i 20-13 w drugim secie. Przypominam, że wtedy się grało
do 2 wygranych setów. W tamtych czasach mieliśmy dwóch
świetnych zawodników w czołówce światowej, a za nimi już podążała utalentowana
grupa kadetów i juniorów szkolona centralnie w Gdańsku i Jastrzębiu. To z tej grupy wyszli Błaszczyk, Krzeszewski,
Skierski, Dziubański, Szafranek, Kusiński, Napiórkowski, Januszyk i inni. Dwóch pierwszych, a szczególnie
Lucek Błaszczyk stali się jeśli nie gwiazdami światowego formatu to już
europejskiego na pewno. Inni na tej liście to zawodnicy
najwyższych lig europejskich, którzy w swoich najlepszych momentach potrafili wygrywać
z najlepszymi w Europie i na świecie. Zaowocowało to wieloma medalami
na ME, zwycięstwami w prestiżowych turniejach, rozsławianiem polskiej myśli
szkoleniowej. Wszystkie te sukcesy swoim
nazwiskiem firmował Adam Giersz, a szarą pracę wykonywali Jerzy Grycan, Zbyszek
Liszewski, Andrzej Kawa, piszący te słowa i wielu innych. Dzisiaj na Igrzyska Olimpijskie
do Pekinu pojadą dwie naturalizowane Chinki. To dzięki nim Natalia Partyka
zagra w turnieju drużynowym. Lucek Błaszczyk natomiast ma
szansę zagrać na tych zawodach po raz czwarty z rzędu, bo jest pierwszym
rezerwowym. I odzwierciedla to dokładnie stan
posiadania naszej dyscypliny. Myślę, że cały sztab szkoleniowy
powinien dokładnie przeanalizować przyczyny tej przecież spektakularnej
porażki. Porażki, która kończy pewien
okres w polskim tenisie stołowym, a odpowiedzialny za nią jest trener główny i
jego asystenci. Nic nie trwa wiecznie, może
trzeba oddać pole innym? Prezesi, działacze, członkowie
zarządu od lat uwikłani w powiązania chcąc niechcąc niszczą naszą dyscyplinę
sportu. Rywalizacja firm działających na
polskim rynku sprzętu tenisa stołowego, których właścicielami są byli bądź
aktualni prezesi jest wszechobecna. Jej niszczący wpływ widać na poziomie wsi,
miast, gmin, okręgów i wyżej. Może idea sportu integralnego
Jurka Grycana przyniesie zmiany? Może ludzie skłóceni ze sobą od zawsze przy
wspólnym stole konferencyjnym uniosą się ponad swoje partykularne interesy? Szerze mówiąc ja w to nie wierzę.
Chciałbym się jednak mylić. Zbyszek Stefański
|










Ciekawe czy tak się stanie?
O żadnym ośrodku finansowanym z państwowych pieniędzy w latach 80-ych nic mi nie wiadomo.
Ośrodek w Gdańsku o którym ja piszę powstał na początku lat 90-ych.Ten stacjonarny z bazą na AWG Gdańsk, hotelem OPO i liceum sportowym z indywidualnym tokiem nauczania dla Błaszczyka, Krzeszewskiego i innych. I tutaj jest ogromna rola Adama Giersza o czym wielokrotnie pisałem. Nie przypisuję sobie więc roli trenera Grubby itd, bo byłaby to oczywista bzdura i profanacja. Zresztą nie rozumiem tego ataku na moją osobę, bo w artykule nawet nie wymieniam swojego nazwiska. Podkreślam zgodnie z prawdą, że parę lat w ośrodku spędziłem, pracowałem i dokładnie widziałem, co się działo. O zarzucie, że próbowałem nieudanie o zdobycie wóród zawodników powiem tyle:lepiej chyba próbować zdobywać autorytet, mniej lub bardziej udolnie niż w ogóle tego nie robić. O samym panu Adamie Gierszu powszechnie wiadomo, że tytanem pracy na sali nigdy nie był i na jego sukces pracowało wielu, wielu innych. Nie twórzmy więc legendy na siłę. Poza tym na sukces wynikowy tamtych czasów pracował bardzo ciężko Jurek Grycan, co poświadczają sami zawodnicy. Zręcznie się go pozbyto w Gdańsku, zresztą jak wielu innych, bo swoją pracą i zaangażowaniem, wynikami zagrażali status quo.
Co do przejęcia przeze mnie AZS AWF Gdańsk to zdobyłem z tym zespołem dwa razy wicemistrzostwo Polski seniorów i przestałem pełnić funkcję trenera I zespołu.
Odeszliśmy z AZS AWF Gdańsk i
założyliśmy z Andrzejem Kawą, Grześkim Nurzyńskim, Jurkiem Hallem i Lechem Michalczewskim nowy klub, który istnieje do dziś.
Zbyszek Stefański
Teraz niech młodzi jezdzą na protoury
malicki, szarmachy, chojnowski, chodorski, fertikowski i gołębiewski rescie dziękujemy :zzz
cytat Janek \"U nas juniora na MEJ wysyła się w ostatnim roku a inne kraje w pierwszym.\"
Masz na myśli, że grają tacy zawodnicy jak Solja, Hirci czy Balazova. Tutaj trzeba zadać sobie pytanie czy oni mają kogo wystawić oprócz Nich !!
Poza tym mamy teraz grupę mocnych juniorów, którzy z powodzeniem rywalizuja na arenie miedzynarodowej(Chodorski, Chojnowski, Fertikowski, Gołębiowski, Jendrzejewski, Puchalski i Floras) Z tego grona trzeba wybrać czterech zawodników, a tak naprawdę wszyscy zasługują na ME !!
tylko walimy dyrdymaly o juniorach, kadetach, tylko nikogo nie interesuja sukcesy tych mlodych zawodnikow w swoich kategoriach wiekowych, media interesuja medale wsrod seniorow, i taka jest prawda.
mamy slaby system szkolenia, do d..y system eliminacji, itd.
trzeba prawdzie spojrzec w oczy, a nie mydlic ja wynikami, ktore sa dobre dla ministra, bo na to daje kase.
nie mamy zadnego programu narodowego, ostatnie 12 lat trenera kadry narodowej to 12 lat regresu w polskim tenisie stolowym, obecne wladze polskiego ping ponga to towarzystow ktore ma d...ie ten sport, bo wazne sa ich wlasne interesy, itd, mozna to mnozyc i mnozyc i konca nie widac, straszne, a gdyby tak dobrze poszukac to moze i jakis FRYZJER by sie znalazl.
gdyby nie kluby i ambicje ich prezesow to dawno bysmy ten sport mogli nazwac zapomnianym, czytajac na forach to co sie dzieje np. ostatnio z 1 ligowym Grudziadzem to juz skandal.
a przeciez to mysmy tych ludzi wybrali, sami sobie ten los zgotowalismy!!!
Do autora artukułu: Jeżeli się pisze takie zdanie: Wszystkie te sukcesy swoim nazwiskiem firmował Adam Giersz, a szarą pracę wykonywali Jerzy Grycan, Zbyszek Liszewski, Andrzej Kawa, piszący te słowa i wielu innych. to należy się liczyć, że ktoś wykaże Panu, że nie wszystkie sukcesy m.in. Grubby są Pana zasługą, a pisanie że nie wymienia Pan swojego nazwiska w tekście, to już kpina z czytelników.
W ramach dyskusji ogólnej: niczego nie osiagniemy, jeżeli będzie panowała atmosfera rozliczania kto ile spędził na sali, zamiast spojrzeć jak kiedyś był zoragnizowany przykładowo ośrodek, który wydał tylu mistrzów i co się stało, że już trudno powtórzyć ten sukces.
Z.Stefański