Mistrzostwa
Polski w Białymstoku już za nami. Zagrałem na nich znacznie poniżej swoich
oczekiwań.Przed rozpoczęciem turnieju
nie byłem w najwyższej formie, ale mimo to wierzyłem, że jestem w stanie sprawić na tych zawodach jakąś
niespodziankę. Zawody zakończyłem jednak już w pierwszej rundzie. Po przegranej
z Karolem Szarmachem byłem mocno rozczarowany nie tylko samym wynikiem, ale
przede wszystkim swoją grą. Zastanawiałem się, co źle zrobiłem, gdzie popełniłem
błąd. fot. Ireneusz Kanabrodzki
Najgorsze jest jednak to, że im dłużej o tym myślałem, tym
trudniej było mi odpowiedzieć na te pytania. Kiedy emocje opadły, zrozumiałem
pewną rzecz. Przez ostatnie miesiące stało się to, do czego musiało dojść.
Mówiąc najprościej, kompletnie się pogubiłem. Od dłuższego czasu jestem sam
sobie sterem, żaglem i okrętem. To ja decyduję o tym, ile i jak trenuję. Jestem
trenerem sam dla siebie. Są tacy, którzy to potrafią. Są też tacy, którym ta
sztuka się nie udaje. W ostatnim czasie odnoszę wrażenie, że zaliczam się do
tej drugiej grupy...
O tym, że trener odgrywa ogromną rolę w rozwoju każdego
sportowca w każdej dyscyplinie sportu wiedzą wszyscy. Dlaczego więc nie dba się
o tych, którzy znają się na tenisie stołowym i mogliby sprawić, że Polska stałaby
się potęgą w światowym pingpongu? Zawodnik potrzebuje wsparcia trenera przez
większą część swojej kariery, a nie tylko do 18 roku życia. Czy mogę więc mieć
do siebie pretensje, że przegrałem z Karolem Szarmachem? Karol trenuje solidnie
po dwa razy dziennie i co najważniejsze, współpracuje z trenerem. Przez
ostatnie dwa lata zrobił duże postępy, podobnie jak jego brat. Ja natomiast
czuję, jakbym stał w miejscu. Chciałbym coś zmienić w swojej grze, coś
poprawić, coś udoskonalić. Problem w tym, że nie wiem od czego i jak zacząć.
Taka bezradność powoduje, że pojawiają się liczne wątpliwości i chwile
zwątpienia. Myślę, że ten problem dotyczy wielu innych zawodników, również tych
znajdujących się w reprezentacji kraju.
Mamy w Polsce grupkę
trenerów, dla których tenis stołowy jest życiową pasją. Mogliby ciężko pracować
na sukcesy kolejnych reprezentantów Polski. Aby tak się jednak stało,
należałoby traktować ich poważnie. Najważniejsze to im zaufać i pozwolić
pracować w ciszy i spokoju. Niestety, jak się okazuje nawet tak niewielkie
wymagania mogą być trudne do spełnienia...
|
pozdrawiam
buczer
buczer