| Dużo się dzieje |
|
|
|
| Wpisany przez Zbyszek | |||
| środa, 17 lutego 2010 11:13 | |||
|
Chmury się przewalają nad PZTS. Wyjmowane są coraz to nowe dokumenty. Czy jednak wszystko jest aż tak złe? Chciałbym zabrać głos w paru sprawach.
Pan Marek Przybyłowicz w swoim kawowym tekście bezpardonowo znowu atakuje prezesa Andrzeja Kawę. Nie wiem, czy ma do tego historyczne prawo... Kiedy pan Mirosław Kłys na początku lat 90-tych niespodziewanie wygrał wybory na prezesa PZTS-u uczynił jednym ze swoich najbliższych współpracowników pana Marka. Wtedy to na fali konfliktu pomiędzy przegranym Adamem Gierszem, a Mirosławem Kłysem wyprowadzono centralny ośrodek PZTZ do na wpół zrujnowanego ośrodka LZS w podoliwskiej miescowości Osowa. W tym czasie Andrzej Kawa zwalniając się z innymi trenerami z najlepszego w tamtych czasach w Polsce klubu AZS AWF Gdańsk został bez pracy. Nowi prezsi zaproponowali młodej grupie trenerów wraz z Andrzejem Kawą pracę w związku na stanowiskach szkoleniowców kadry. Andrzej oczywiście przyjął i w ten sposób stał się... nadwornym malarzem, budowniczym, woźnym, konserwatorem itp, itd. ośrodka w Osowej. Dniami, tygodniami i miesiącami po wiele godzin dziennie za żenujące pieniądze był przsysłowiowym cieciem od wszystkiego. Pamiętam jak na organizowanych zgrupowaniach kadry w obskórnym pokoiku z małą farelką marzliśmy całą noc. Rano wstawaliśmy z kapciem w ustach i potwornym bólem głowy, by następnie prowadzić po 8 – 10 godzin dziennie zajęcia kadry narodowej. Co jakiś czas dzwoniliśmy do PZTS – u z telefonu pamiętającego czasy Manifestu Lipcowego o pieniądze jakie nam centrala był winna za zaległe wypłaty. Dzwoniliśmy zawsze do jakiegoś momentu, bo co jakiś czas telefon był wyłączany z powodu niezapłaconych rachunków telefonicznych przez związek... Andrzej Kawa w tamtych czasach spowodował, że hala w Osowej dostała nową instalację elektryczną i oświetlenie za które związek nigdy nie zapłacił pieniędzy. Do tej pory Andrzej mi opowiada przy każdej okazji ile go wstydu do dziś kosztuje tamten niezapłacony rachunek, bo dał słowo... Tak na marginesie – Andrzej może teraz jest okazja tą zaległość zapłacić? Tak koło historii zataoczyłoby koło. Pamiętam też jak Andrzej Kawa świeżo po zrobieniu prawa jazdy wsiadł z duszą na ramieniu do samochodu i całą Polskę wiózł 2 stoły z Sopotu na mecz Superligi, bo trzeba było. Takich przykładów mógłbym mnożyć. Zresztą potem po dojściu ponownie do władzy Andrzej i inni od razu zapłacii cenę za lojalność. Rękoma pana Waldowskiego zostaliśmy w trybie natychmiastowym zwolnieni przez następcę Mirosława Kłysa. Panie Marku pan też firmował wtedy tą ekipę, a Andrzej aż do bólu był lojalny. Dlaczego o tym piszę? Nie dlatego, by deprecjonować teksty i osobę pana Marka Przybyłowicza, bo szanuję go na swój sposób. Ma wiele racji i cenne spostrzeżenia. Szkoda tylko, że obydwie strony nie potrafiły się porozumieć, bo tak mamy tylko swoiste polskie piekiełko. Nie próbuję też gloryfikować osoby Andrzeja, bo to człowiek z krwi i z kości, który popełnia błędy i do którego mam sporo żalu za pewne sprawy. Nie można jednak prywatnymi urazami i popełnionymi błędami oceniać innego człowieka tylko i wyłącznie w kategoriach totalnego negatywizmu. Jedno wiem - mało jest mi znanych osób tak oddanych i kochających tenis stołowy jak Andrzej. Pewnie tak jest i w przypadku pana Marka i może dlatego tak iskrzy... Na koniec chciałbym poruszyć problem, który mi szczególnie leży na sercu. Szkolenie to szeroki temat. Wcale nie jest tak źle. Odnosimy - jak świat długi i szeroki - na miarę naszych możliwości organizacyjnych i finansowych duże sukcesy. Gdybyśmy mieli tylko ułamek tych pieniędzy, co ma niemiecki związek byśmy byli prawdopodobnie prawdziwą pinpongową potęgą. To świadczy bardzo dobrze o naszym systemie szkolenia z kilkoma stacjonarnymi ośrodkami. To dobrze też świadczy o polskich trenerach (również tych niedocenianych i bezimiennie porozrzucanych po klubach) i polskiej myśli szkoleniowej. Mamy oczywiście masę problemów, ale tam gdzie ich nie brak tam nie ma szkolenia... Kiedy poruszamy temat szkolenia zawsze na plan pierwszy wychodzi obsada trenerska. Tak dzieje się i obecnie. Pytam się w związku z tym Andrzja Kawę, Tadeusza Szydłowskiego i zarząd PZTS: dlaczego z uporakiem maniaka na siłę zmuszacie ludzi do bycia trenerami kadry? To powinno być zaszczytem wartym ponad wszystko. Ciągle obracamy się w orbicie tych samych nazwisk. Przecież to osoby mające wiele innych źródeł dochodów: gra zawodnicza, prywatne interesy, trenerka klubowa, zainwestowane pieniądze w nieruchomości, dochody z wynajmu itd. Jest rzeczą oczywistą, że nie zrezygnują z tego. I nie ma, co się dziwić, że nie chcą niepewnej pracy w związku przedkładać na inne, sprawdzone źródła pieniędzy. Trener kadry powinien zajmować się tylko i wyłącznie pracą na rzecz związku. Jeśli nie ma na to wystarczających pieniędzy, by zatrudnić trenera z nazwiskiem, (ale nazwisko zawodnicze nie musi oznaczać nazwiska trenerskiego) to trzeba zatrudnić trenera z powołania, który się poświęci dyscyplinie bez reszty. Trzeba mu też dać dobry, bezpieczny kontrakt i minimum 4 lata pracy w spokoju. Na co nam trener, który pomiędzy meczami ligowymi, własnym biznesem, czy pracą w klubie zajmuje się pracą z kadrą narodową? Nawet w przypadku najlepszego szkoleniowca na świecie będzie to zwykła chałtura. Może też można sięgnąć głębiej do kieszeni i zatrudnić na godziwych warunkach trenera (może nawet obcojęzycznego)? Jaka płaca? Myślę, że za 3 tys. eur miesięcznie Polska mogłaby mieć dobrego szkoleniowca. I radzę włodarzom polskiego pingponga oswajać się z sumami takiej wielkości. W odróżnieniu od innych mam inne końcowe wnioski. Prezes Andrzej Kawa według mnie ma 3 możliwości: 1. Zatrudnienie w związku człowieka instytucję, który będzie lojalny, zorganizuje sobie grono fachowców i ogarnie wszystko 2. Zwolnienie się z pracy w COS -ie i rozpocznęcie pracy jako urzędujący prezes z pensją 3. Tak jak sugeruje pan Marek podanie sie do dymisji, zwołanie Nadzwyczajnego Zjazdu Rady Delegatów Związku i nowe wybory Zbyszek Stefański
|










Rok czasu to wystarczająca jednostka by dokonać wstępnej oceny dokonań nie tylko Andrzeja Kawy, ale i innych członków władz PZTS, bo o nich jakoś mało mówimy, bo to nie tylko Andrzej Kawa kieruje tym związkiem, ale co robią pozostali?
Byciem prezesem klubu odnoszącego wielkie sukcesy sportowe nie musi przekładać się na cały związek, raczej zazwyczaj to przeszkadza, bo bliższa ciału koszula.
Panie Zbyszku we wrześniu zeszłego roku miałem poważną rozmowę z panem Prezesem, w wyniku tej rozmowy wycofałem się z postępowań sądowych, które mogły by zachwiać egzystencją PZTS, dostałem solenne słowo, że to się zmieni. I nic, zostało tak samo, a może jeszcze gorzej, bo zaczęły się szykany. Niedługo odbędzie inna sprawa sądowa, która może podważyć całą strukturę związku, i związek zdaje sobie z tego sprawę, i zamiast zmieniać, naprawiać, brnie w zaparte, po co, dlaczego, jaka głupota za tym przemawia.
Związek potrzebuje strategii, strategii wieloletniej, czy słyszał pan by toczyła się w środowisku jakaś dyskusja w tym temacie, ja nie słyszałem, a przecież to jest fundament sukcesu.
Od dwóch lat wiadomo ze w tym roku w Singapurze wystartuje I OLIMPIADA dla kadetów, nieprawdopodobna sprawa, niesamowita forma propagandowa dla dzieci, czy PZTS w tej sprawie coś zrobił od dwóch lat, nic, czy my wiemy jak wygląda w Polsce kwalifikacje do eliminacji olimpijskich, nie, nie wiemy. Usłyszymy jakieś bleble w tej sprawie, jakiś aktualny ranking, itp. bzdury, bo to bzdury. PZTS ma doskonały cykl MINI OLYMPIC GAMES, wiele dzieciaków grając, wygrywając ten turniej powinno wiedzieć że tez mogą wyjechać na prawdziwa OLIMPIADĘ jeżeli będą się starały, walczyły, ale o tym musza wiedzieć.
Prawdziwy sport zaczyna się nie w wieku seniora ale tam gdzie ma się 10 – 12 lat, to tam kształtują się marzenia, które przekształcają się w rzeczywistość, ale tego się na szczytach władzy nie rozumie?
Panie Zbyszku mamy jakiś mit trenera kadry, wszyscy chyba myślą że my szukamy super szkoleniowca który nauczy naszych zawodników grać w ts, będzie nauczał ich topspina, czy raczej szukamy osoby który zbuduje kadrę narodowa dla określonych celów strategicznych, który wyznaczy kierunek podstawowego szkolenia w klubach, który zmotywuje zawodników do pracy, do wygrywania, który nie podda się presji działaczy, modą itd.
Panie Zbyszku czego my potrzebujemy w Polskim tenisie stołowym: złotoustych – tak by zdobywali sponsorów, milczków tak – bo to oni zazwyczaj robią tą najtrudniejsza robotę, krytykantów – tak bo zawsze zauważą cos czego my nie dostrzegamy, i jest szansa na poprawę, ale wszyscy razem potrzebujemy celu, jedności, strategii, by ten piękny sport był coraz bardziej popularny.
Ps. Panie Zbyszku nikt o tym nie chce mówić i milczy się w tym temacie, ale wchodzimy w okres wielkiego niżu demograficznego i przyrost nowych zawodników do dyscypliny będzie coraz mniejszy, a w kobietach będzie masakra, i to będzie tragedia.